PODRÓŻE

miesiąc temu  01.12.2020, ~ Administrator   

1. Kemping w Sztokholmie zasypało nas kompletnie

1. Kemping w Sztokholmie zasypało nas kompletnie

Był rok 2009, nasze dzieci miały odpowiednio 3 i 6 lat. Mniej więcej w połowie roku zaczęliśmy zastanawiać się, jak spędzimy Boże Narodzenie, i pomyśleliśmy, że to ostatni moment, w którym oboje jeszcze wierzą w świętego Mikołaja. Zatem kierunek był już wybrany – tylko jak tam dotrzeć? Od kilku lat planowaliśmy, że jeden z urlopów spędzimy, podróżując kamperem, i teraz nadarzyła się ku temu idealna okazja. A że była zima, tym większa była nasza ekscytacja.

Nigdy wcześniej nie podróżowaliśmy w ten sposób, dlatego zamierzaliśmy przygotować się wyjątkowo rzetelnie. Wybór kampera padł na 6-osobowego Hymera Camp 622CL na bazie Forda Transita, którego wypożyczyliśmy. Była to wersja z zimowym doposażeniem, m.in. dodatkową warstwą termoizolacyjną w podłodze, ogrzewanymi lukami bagażowymi i ogrzewaną instalacją wodną. Na pokład trafiły m.in.: saperka, worek z piaskiem, sanki, narty, łańcuchy na koła, cztery butle z gazem (tylko propan!), komplet czterech adapterów do butli gazowych, „gdyby przypadkiem Finowie używali innych” (a jakże – używali oczywiście takich, które nie były w naszym posiadaniu, ale o tym później). Rzutem na taśmę do luku bagażowego trafiła również malutka farelka na „dogrzanie stóp” – w razie czego. Jak się później okazało, to małe urządzenie uratowało nam życie.

Ponieważ jechaliśmy w dość długą podróż z małymi dziećmi i w niezbyt sprzyjających warunkach przyrody, zależało nam na tym, aby posiłki przygotowywać w miarę sprawnie. Wybór padł na żywność liofilizowaną i był to strzał w dziesiątkę. Gdy tylko byliśmy głodni, zatrzymywaliśmy się i w ciągu 10 minut obiad dla całej rodziny był gotowy. Przed wyjazdem wyrobiliśmy jeszcze kartę Camping Card Scandinavia (dzisiaj Camping Key Europe), która dawała nam zniżki na kempingach (niewielkie), ale przede wszystkim usprawniała meldunek. Karta, którą zamówiliśmy na szwedzkiej stronie internetowej, po kilku dniach trafiła do naszej skrzynki pocztowej. Plan noclegów na trasie ułożyliśmy wg kempingów czynnych przez cały rok, oznaczonych jako „zimowe”.

W drogę!

17 grudnia opuściliśmy deszczową, ciepłą Polskę i udaliśmy się promem z Gdyni do Karlskrony. Po nocnym rejsie przed nami był cały dzień jazdy, wieczorem zameldowaliśmy się na pierwszy nocleg na kempingu w Sztokhlomie. Samo miejsce było niemal wymarłe – tylko my w kamperze i kilka zajętych domków, ale, co nas zadziwiło, wszystko przygotowane tak, jakby za chwilę miał się rozpocząć sezon letni. Łazienki czyste, pachnące, z głośników sączyła się muzyka, a z powodu braku innych turystów, wszystko tylko dla nas! Odświeżeni po podróży spędziliśmy tam naszą pierwszą noc w kamperze. Na drugi dzień obudziliśmy się w innej rzeczywistości. Po całonocnych opadach zasypało nas kompletnie! (fot. 1) Nasze dzieci szczęśliwe, w końcu znaleźliśmy prawdziwą zimę! 

Pojechaliśmy kamperem do centrum Sztokholmu. Naszym celem były dwa muzea. Pierwsze z nich to Junibacken, poświęcone postaciom szwedzkiej literatury dziecięcej, przede wszystkim bohaterom książek Astrid Lindgren (fot. 2), drugie to okręt Vasa (fot. 4), jedyny na świecie siedemnastowieczny okręt, który przetrwał do naszych czasów w nienaruszonym stanie. Po powrocie na kemping udaliśmy się na pobliski oświetlony wyciąg, gdzie szaleliśmy na nartach i sankach.

Lodołamaczem po zatoce

Kolejne dwa dni to mozolne przebijanie się na północ Szwecji po kompletnie białych drogach. Tu nikt nie używa soli, od kierowców wymaga się odpowiednich opon i zdrowego rozsądku. Tylko tyle i aż tyle. Prosta recepta w kraju, gdzie jest najniższy odsetek ofiar śmiertelnych wypadków komunikacyjnych.

Najpierw dotarliśmy do Härnösand, gdzie nocowaliśmy „na dziko”, następnie zatrzymaliśmy się na ostatni nocleg w Szwecji, na kempingu w mieście Lulea (fot. 2). Kolejną atrakcją na naszej trasie był rejs po Zatoce Botnickiej lodołamaczem o nazwie Sampo (fot. 5). Sampo (rok budowy 1960) stacjonuje w Kemi, tuż przy granicy ze Szwecją. Do portu dotarliśmy w ostatniej chwili, na szczęście udało się nam dostać na statek (uwaga, konieczna rezerwacja i płatność z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem – na pokładzie turyści z całego świata!). Na rozgrzewkę zaserwowano nam po talerzu zupy z renifera.

Płynięcie po zamarzniętym morzu można porównać do tego, jakby płynęło się po kamienistym dnie rzeki, w której nie ma wody – cały czas słychać, jak dziób statku rozpruwa pokrywę lodową, grubą na ok. 30 cm. Po ok. godzinie zatrzymujemy się, załoga lodołamacza umożliwiła chętnym kąpiel w przeręblu, w specjalnych skafandrach ratunkowych.

W gościnie u Mikołaja

Wieczorem 22 grudnia dotarliśmy do punktu kulminacyjnego naszej wycieczki, czyli do Rovaniemi. Na miejscu okazało się, że na kempingu oznaczonym jako zimowy nie pozwala się na spanie w kamperze lub przyczepie, więc musieliśmy wynająć domek. Nie ma tego złego... 2 dni spędziliśmy w eleganckich warunkach, w domku z kominkiem (fot. 6). 23 grudnia stawiliśmy się w Napapiiri przed obliczem samego Mikołaja (fot. 7). Miejsce to jest bardzo skomercjalizowane, pełne różnych atrakcji: Santa Park, lodowa wioska, lodowy plac zabaw, lodowe jaskinie itd. – wszystko po to, aby uszczuplić nasze portfele, jednak dzieci nie przejmują się rozterkami dorosłych, miejsce je zachwyca, są szczęśliwe i to jest najważniejsze (fot. 8)!

Po południu odwiedziliśmy jeszcze dwie atrakcje w Rovaniemi: olbrzymie muzeum Arktikum, prezentujące przyrodę i kulturę północnej Skandynawii, oraz restaurację należącą do rockowego zespołu Lordi, który w 2006 roku wygrał konkurs Eurowizji. A dlaczego jest to atrakcja? Posiłki zjada się w otoczeniu szkieletów, zombie, łańcuchów itd. Jeden wielki horror!

Dzień pełen wrażeń

24 grudnia opuściliśmy Rovaniemi i przenieśliśmy się do oddalonej o zaledwie 80 km miejscowości Ranua. To miał być dzień pełen wrażeń... i był! Zaczęliśmy od Husky Safari (fot. 9). Po krótkim szkoleniu głowa rodziny wzięła sanie w swoje ręce i pięć psów pociągnęło nas przez ok. godzinę po zasypanym śniegiem lapońskim lesie. Największe wrażenie robią na nas psy, których jedynym celem jest przeć na przód. Husky reagują tylko na drugi zaprzęg, który prowadzi przodem nasz przewodnik. W razie czego mamy do dyspozycji hamulec bezpieczeństwa w postaci pługu, który trzeba z całej siły wciskać obiema nogami w śnieg. Sterownie zaprzęgiem odbywa się za pomocą balansu ciała.

Żądni dalszych wrażeń, kierujemy nasze kroki do Ranua Zoo (fot. 10). Zoo jak każde inne, z tą różnicą, że prezentuje tylko faunę dalekiej północy. Zwierzęta obserwujemy w środku zimy, czyli w idealnych dla nich warunkach. Ze względu na okres świąteczny w zoo i w innych atrakcjach jesteśmy zazwyczaj sami. Wszystko jest czynne, ale nikt w okolicach świąt nie myśli o zwiedzaniu. Jednym słowem, polecamy ten okres.

Dzień kończymy rajdem skuterami śnieżnymi (fot. 11). Dostajemy specjalne obuwie oraz odzież i udajemy się w teren. Tu spotyka nas niemiła przygoda – torba fotograficzna blokuje ruch kierownicy i cała rodzina na zakręcie wypada z trasy. Po krótkim locie kończymy w zagajniku między świerkami. Chociaż wyglądało to bardzo poważnie (rozsypany na kawałki skuter), nic się nam nie stało.

Ku przestrodze

Dzień na północy kończy się bardzo szybko, czas wracać do kampera. Niestety, wypadek skuterem to nie jedyna niemiła niespodzianka, która spotkała nas tego dnia. W kamperze skończyła się czwarta butla z gazem. Paniki jeszcze nie ma, przecież są stacje benzynowe, mamy zapas różnych zaworów... będzie dobrze, przynajmniej tak sobie myśleliśmy. Niestety, jeżeli chodzi o gaz, to dobrze nie było już do samego końca naszej wycieczki. Żadna z końcówek nie pasowała do butli dostępnych na fińskich stacjach, do tego był 24 grudnia, więc przez trzy kolejne dni wszystkie sklepy były pozamykane. Z pomocą przyszła nam farelka, którą mieliśmy na „w razie czego”. Nasz sposób na przeżycie od 24 grudnia do 2 stycznia wyglądał następująco: w ciągu dnia dużo zwiedzaliśmy, przemieszczaliśmy się, więc ogrzewaliśmy wnętrze kampera silnikiem samochodu, a gdy nadchodził wieczór, uruchamialiśmy farelkę, która była w stanie rozgrzać tylko powietrze pod sufitem, czyli miejsce, gdzie były umiejscowione nasze łóżka (w alkowie i z tyłu kampera) – temperatura 15-17°C pozwalała na komfortowy sen. Wszystko poniżej było zamarznięte, łącznie z butami, na których śnieg leżał przez całą noc. Ponieważ sposób okazał się dobry, przestaliśmy szukać butli z gazem. Żyliśmy dzięki małej farelce.

Tu trzeba wspomnieć o jednej rzeczy. Na północy Skandynawii przy wielu miejscach parkingowych znajdują się gniazda elektryczne, dzięki którym kierowcy używają elektrycznego ogrzewania postojowego w swoich samochodach. Rozwiązanie to szczególnie popularne jest przy biurach, gdzie samochód przez cały dzień stoi nieużywany. My właśnie z takich gniazd korzystaliśmy. 

Zimno aż boli

24 grudnia dotarliśmy do Kuusamo, gdzie powitała nas temperatura -32°C! Zatrzymaliśmy się na kolejnym zimowym kempingu, na którym znowu byliśmy sami (fot. 14)! Bo kto normalny nocuje w Wigilię na kempingu? Oczywiście łazienki, sanitariaty, pralnie itd. nagrzane, czyste i pachnące, przygotowane tak, jakby miał się zaraz pojawić dziki tłum turystów. 

25 grudnia czekamy, aż mróz nieco zelżeje. Na tej szerokości geograficznej o tej porze roku słońce nie wychyla się poza horyzont. Ciemno robi się już o 14.00. Najmłodszy członek naszej kamperowej załogi ma kompletnie przestawiony zegar biologiczny i często zasypia w najmniej oczekiwanych momentach (fot. 12). Jest godz. 10.00, nieco się ociepliło – jest już -20°C, postanawiamy odpalić naszego hymerka i ruszyć nieco na północ, do Ruki (fot. 13), która jest jednym z najważniejszych ośrodków narciarskich w Finlandii. Mamy zamiar pojeździć na nartach, jednak jak dojeżdżamy na miejsce (oddalone o zaledwie 30 km), temperatura spada do -29°C i wszystkiego nam się odechciewa. Taki mróz to już niestety boli... Wracamy na kemping i wygrzewamy się w basenie.
 
Wyprawa dobiega końca

26 grudnia opuszczamy Kuusamo i udajemy się do Kuopio. Po pokonaniu 400 km dojeżdżamy na kemping, który... jest nieczynny. Jednak nieczynny nie znaczy zamknięty – wjeżdżamy na niego, a z pomocą przychodzą nam słynne gniazdka. Farelka działa, można iść na sanki! Na drugi dzień mieliśmy w planie zwiedzić skocznię narciarską, niestety próba wjazdu na strome wzgórze zakończyła się fiaskiem i zablokowaniem całej drogi przez nasz kamper, który stanął w poprzek. Nie pomogły saperka i piach, które mieliśmy na pokładzie. Z pomocą przyszedł inny kierowca, po którym widać było, że na lapońskim śniegu zęby zjadł i tylko dzięki swoim umiejętnościom wyprowadził nasze auto z tarapatów.

Z powodu świąt wszystkie muzea w Kuopio były nieczynne, dlatego tego samego dnia postanowiliśmy wyruszyć do Lahti. Do rodzinnego miasta skoczka Janne Ahonena dojeżdżamy wieczorem. Znajdujemy miejsce na kempingu położonym nad brzegiem zamarzniętego jeziora i idziemy spać. 28 grudnia zwiedzamy słynny kompleks trzech skoczni o nazwie Salpausselkä i centrum olimpijskie z licznymi symulatorami sportów zimowych (fot. 15). W Lahti zostajemy do 28 grudnia, korzystamy ze stoku, który jest na wyciągnięcie ręki od naszego kampera. 29 grudnia dojeżdżamy do Helsinek, gdzie zostajemy do 1 stycznia. Nocujemy na kempingu, z którego dojeżdżamy kolejką podmiejską do centrum i zwiedzamy miasto (fot. 16). Sylwestra spędzamy w naszym kamperze w samym centrum Helsinek (fot. 17). Niech żyje Nowy Rok i nasza superwyprawa!

1 stycznia promem przeprawiamy się przez Zatokę Tallińską z Helsinek do Tallinna. Dalej, po przejechaniu 1100 km przez Estonię, Łotwę, Litwę i północno-wschodnią Polskę, zamykamy kółko, kończąc naszą podróż w Gdyni. Licznik całej trasy zatrzymuje się na 4100 km. Wycieczkę uważamy za zakończoną i co najważniejsze – bardzo udaną. 

Pamiętajcie, jeżeli wybieracie się zimą na północ Skandynawii... nie zapomnijcie o farelce!

tekst i zdjęcia KDB

Artykuł pochodzi z numeru 6(79) 2017 Polskiego Caravaningu

GALERIA ZDJĘĆ

2. Szaleństwa w Junibacken
3. Nocleg w Lulea
4. Okręt Vasa
5. Sampo kruszy pokrywę lodową
6. Rovaniemi. Nocleg w domku z kominkiem
7. Pamiątkowe zdjęcie z Mikołajem
8. Lodowe atrakcje
9. Husky Safari
10. Ranua Zoo
11. Rajd skuterami
12. Najmłodszy uczestnik zasypia w najmniej odpowiednich momentach, tu po rajdzie skuterami
13. Ośrodek narciarski Ruka, godz. 13 30

Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 5

  • 3
    ZADOWOLONY
  • 1
    ZASKOCZONY
  • 1
    POINFORMOWANY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 0
    SMUTNY
  • 0
    WKURZONY
  • 0
    BRAK SŁÓW

Komentarze (0)

dodaj komentarz
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    Nie ma jeszcze komentarzy...
do góry strony