artykuły

niezwyklostkiNIEZWYKŁOSTKI
ReklamaBilbord caravanssalon mtp ZLOT 06.07-23.10 Sebastian

Kiedy szkoła ma koła

Kiedy szkoła ma koła

Wśród caravaningowców znajdziemy i takich, którzy chętnie zdecydowali by się na „życie w drodze”, porzucając nawet na bardzo długi czas miejsce stałego zameldowania. Jak jednak podróżować z dziećmi w wieku szkolnym, skoro te muszą wywiązywać się z obowiązku edukacji?

Liczne anglosaskie zmotoryzowane rodziny, wybierające lub prowadzące ze względów zawodowych lub z wyboru „życie w drodze” – z oczywistą radością przyjęły możliwość edukacji, która z angielskiego zwana jest: „roadschoolingiem”. W Internecie można znaleźć około 20 stron amerykańskich rodzin uczących się „w drodze”, w interesujący sposób przedstawiających własne, pozytywne doświadczenia. To, co jest bardzo popularne w krajach, w których na skutek ogromnych odległości zdarza się, że dzieci nie chodzą do szkoły (prócz USA - także np. w Australii) - rozwija się również w Europie.

Lekcja (w) podróży
Skoro edukacja domowa z powodzeniem może zastępować sztywny gorset szkolnictwa w tradycyjnej formie, to dlaczego nie zastanowić się nad połączeniem jej z aktywnymi formami wypoczynku? W końcu caravaning daje dużą swobodę uprawiania interesujących nasze pociechy pasji. I to nie tylko podróżniczych, które skądinąd są dużo ciekawszą alternatywą dla tradycyjnych lekcji historii, geografii czy nawet wiedzy o społeczeństwie. Skoro mamy okazję odbywać rodzinne podróże za granicą to przecież stwarzamy tym samym najmłodszym niebywałą szansę nauki obcych języków. W moim przekonaniu „edukacja caravaningowa” stanowić może najlepszą formę „edukacji domowej”. Dlaczego? Otóż traci na mocy najpoważniejszy zarzut, jaki wysuwają przeciwnicy edukacji poza murami szkoły. Dzieci caravaningowców raczej nie mogą narzekać na brak kontaktów z rówieśnikami. Ciekawość świata (i ludzi) to przecież najpoważniejsza siła, która sprawia, że ruszamy w podróż !

ReklamaŚródtekstowy Dethleffs 21.09-02.10 Sebastian
RD

Kiedy szkoła ma koła 1

Masz prawo!
Zgodnie z art. 48 Konstytucji mamy prawo do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami. Edukacja domowa daje nam taką sposobność. Znowelizowana ustawa o systemie oświaty z września 1991 roku (Art. 16, ust. 8) tak określa okoliczności jej uprawiania: „Na wniosek rodziców dyrektor odpowiednio publicznego lub niepublicznego przedszkola, szkoły podstawowej, gimnazjum i szkoły ponadgimnazjalnej, do której dziecko zostało przyjęte, może zezwolić, w drodze decyzji, na spełnianie przez dziecko odpowiednio obowiązku szkolnego poza szkołą. Do wniosku (złożonego do 31 maja) dołączyć trzeba: opinię poradni psychologiczno-pedagogicznej, oświadczenie rodziców o zapewnieniu dziecku warunków umożliwiających realizację podstawy programowej obowiązującej na danym etapie kształcenia i zobowiązanie rodziców do przystępowania w każdym roku szkolnym - przez dziecko spełniające obowiązek szkolny lub obowiązek nauki - do rocznych egzaminów klasyfikacyjnych. Dziecko spełniające obowiązek szkolny lub obowiązek nauki poza szkołą otrzymuje świadectwo ukończenia poszczególnych klas danej szkoły po zdaniu egzaminów klasyfikacyjnych z zakresu części podstawy programowej obowiązującej na danym etapie kształcenia, uzgodnionej na dany rok szkolny z dyrektorem szkoły. Dziecku takiemu nie ustala się oceny zachowania.”

Tylko dla odpowiedzialnych
 Marek Budajczak, dr pedagogiki, pracownik Wydziału Studiów Edukacyjnych UAM w Poznaniu:

ReklamaŚródtekstowy 2 Prenumerata 21.09-02.10
– Przez 12 lat, wraz żoną, nauczaliśmy córkę i syna w domu. Ale przecież  „dom” wcale nie musi mieć fundamentów. Może być wsparty na kołach. Wynikałoby stąd, iż … szkoła może być placówką mobilną – przede wszystkim: automobilną. W internecie można znaleźć około 20 stron amerykańskich rodzin uczących się „w drodze”. Podlegają one takim samym regulacjom prawnym, jak rodziny „stacjonarne”. Działają też organizacje promujące ten rodzaj edukacji. Jedną z nich jest FOTR - Families on the Road. Na jej stronie (www.familiesontheroad.com) m.in. znany aktor Will Smith wypowiada się na temat walorów „szkoły-w-drodze”, którą realizuje przy pomocy swojego kampera.
- Co łatwe do zrozumienia, dobrze uregulowanymi kwestiami „edukacji-w-podróży” dysponują też Australijczycy. Na stronie www.travel-australia-online.com/Homeschooling podaje się praktyczne uwagi dotyczące możliwości i ograniczeń, tkwiących w tej formie nauczania.Zasadniczymi wartościami wydają się tutaj: elastyczność organizowania nauki dla rodziców zmuszonych do długoterminowego podróżowania (lub dobrowolnie je wybierających), a chcących spędzać życie bez rozstań z bliskimi oraz efektywność kształcenia poprzez bezpośredni (nie ograniczony do książek) kontakt ze światem. Wyzwaniem natomiast jest odpowiedzialność za los, nie tylko edukacyjny, własnych dzieci. „Szkoła na kółkach” nie może być przecież „cyrkiem na kółkach”! To wybór tylko dla rodziców, odpowiedzialnych, świadomych zagrożeń i mających podstawy, aby ich uniknąć.

Edukacja domowa po polsku
Także w Polsce znajdziemy ekscentrycznych rodziców, którzy nie posyłają swych pociech do szkół. Nie posyłają, bo przyjęli na siebie obowiązek edukacji i to zwykle z zaskakująco dobrymi efektami. Wśród takich rodzin znajdziemy m.in. nauczycieli, którzy uważają, że polskie szkolnictwo jest niewydolne.
– Szkoła coraz bardziej staje się fabryką. Według mnie, szkoła nie uczy samodzielnego myślenia, lecz tego, by dostosować się do wymagań nauczycieli. Dziecko obdarzone wyjątkowymi zdolnościami często pozostaje w takiej fabryce niezauważone, a w każdym razie nauczyciel nie ma czasu na rozwijanie jego talentu. Przerażający jest za to wzrastający poziom agresji wśród uczniów - tak więc edukacja pozaszkolna jest ciekawą alternatywą – zapewnia Jacek Poreda z Lędzin, nauczyciel historii i angielskiego. Przed kilkoma laty, wraz z żoną, przekonali dyrektora szkoły do swych racji. Jedna z ich córek uczyła się w domu przez okres podstawówki, druga (dziś maturzystka) zrezygnowała nawet z lekcji w gimnazjum. W roku szkolnym uczęszczały tylko na lekcje wychowania fizycznego.

Nasze państwo umożliwia więc rodzicom obranie innej niż typowa drogi edukacji swych pociech. A gdyby tak nasza prywatna szkoła była mobilna, tak samo jak nasze domki na kółkach, a my - nauczycielami swych pociech?

Wsparcie z cyberprzestrzeni
Gdy kilkanaście lat temu pierwsza rodzina w naszym kraju przecierała szlaki „homeschoolingu”  tocząc boje z materią urzędniczą, nikt pewnie nie przypuszczał jak wspaniałym wynalazkiem, wspomagającym pracę dydaktyczną, będzie internet - a bezprzewodowy zwłaszcza. Już teraz każdy odpowiednio doposażony kamper czy przyczepa może zapewniać kontakt z cyberprzestrzenią i to na zasadach „on-line”. Na razie barierą bywa jeszcze cena, kwestia zasięgu – za to dostęp do podstawowych usług (komunikatory, skrzynka poczty elektronicznej, przeglądanie stron internetowych) wydaje się wystarczającym doposażeniem szkolnego kącika naszego ucznia.

Podróż jest szkołą
– Podróż to najprawdziwsza szkoła! - zapewnia Marzena Reszke, jedna z około 40-osobowej grupy entuzjastów domowej edukacji w naszym kraju udzielających się na portalu edukacjadomowa.piasta.pl.  - Myślimy o włóczędze edukacyjnej z przyczepą, ale to w planach. Na razie gromadzimy finanse – dodaje. Kto może podjąć podobne wyzwanie ? Nie trzeba wcale uprawnień pedagogicznych, aby uzyskać zezwolenie na naukę dziecka poza szkołą. Wystarczy złożyć podanie w szkole i czekać na decyzję. Zostanie ona obwarowana kilkoma warunkami, o których mówi znowelizowana w tym roku ustawa.

A co na to nasi Czytelnicy? Czy szkoła w drodze ma sens? Kto za – kto przeciw? Zapraszamy do dyskusji. Najciekawsze głosy wydrukujemy.

Rafał Dobrowolski


22.09.20090