ReklamaBilbord - PRENUMERATA

PODRÓŻE

PRZEWODNIK PO REGIONIE

Po Świecie

2 miesiące temu  19.04.2020, ~ Administrator   

Ciasne uliczki, mili mieszkańcy i niezwykły klimat – Albanię da się lubić

Ciasne uliczki, mili mieszkańcy i niezwykły klimat – Albanię da się lubić

Wyjazd do Albanii kamperem stanowił prawdziwe wyzwanie!

Problemy zaczęły się w Czarnogórze, przez którą jechaliśmy kilka bardzo długich, męczących godzin. Drogi były naprawdę kiepskie, raz nawet straciliśmy asfalt spod kół. Ostatecznie przejechanie odcinka rzędu 300-400 km zajęło nam... zbyt długo. Wreszcie, w nocy, dotarliśmy do upragnionej albańskiej granicy.

Na granicy Albańskiej

Szybka kontrola dowodów osobistych i już byliśmy w kraju, który do dziś jest owiany wieloma mitami. Jedziemy w kierunku Shëngjin, tam też planujemy pierwszy postój. Zmęczenie daje się nam we znaki, więc tuż po wschodzie słońca zatrzymujemy się na pierwszej lepszej stacji benzynowej na kawę. Po raz pierwszy stykamy się z albańską ziemią i obyczajami. Młody chłopak jest bardzo przyjaźnie nastawiony, proponuje kawę za 200-300 leków (100 leków = 4 zł, więc płacimy około 8-12 zł za naprawdę dobry „napój bogów”) i jednocześnie bez problemu podaje hasło do Wi-Fi. Po raz pierwszy od wyjazdu z Chorwacji kontaktujemy się z rodzinami, wrzucamy zdjęcia na profile social media – koszt transmisji danych i połączeń poza Unią Europejską jest gigantyczny. Rachunek za dodatkowe 5 MB wysłanych i odebranych danych komórkowych wyniósł 180 zł. Uważajcie na to! Pijemy kawę, podziwiamy krajobraz małego, albańskiego miasteczka. Widzimy nowiutkiego mercedesa klasy S, który wyprzedza starszego mężczyznę jadącego na małym wozie ciągniętym przez poczciwego osiołka. Ta dysproporcja pomiędzy grupami społecznymi będzie nam towarzyszyć przez cały przejazd Albanii kamperem .

Pierwszy przystanek

Zatrzymujemy się na kempingu Riviera 2 w Shëngjin. Próbowaliśmy znaleźć miejsce na dziko, ale jest to po prostu nieopłacalne. Koszt pobytu (niezależnie od osób) to 10 euro od kampera z podłączeniem do prądu. Sanitariaty są, ale wyłącznie z wodą słoną, pobieraną prawdopodobnie prosto z morza. Na szczęście widoki rekompensują wszystko, nad głowami rozciąga się dodatkowa mata chroniąca przed słońcem. Miejscówkę ogólnie oceniamy bardzo dobrze, ale obsługa nie potrafi mówić w żadnym znanym nam języku. Młody chłopak, który nas przyjmuje, dzwoni do znajomego i podaje nam telefon. Wreszcie udaje nam się porozumieć. Generalnie problem braku znajomości języka angielskiego jest w Albanii dość dokuczliwy. Co ciekawe, w jednym z miasteczek pytano nas o znajomość... francuskiego!

Nie było łatwo również w kawiarni przy głównym deptaku. Blisko 10 minut trwa zamówienie kawy i lodów. Warto, ponieważ jedno i drugie jest naprawdę smaczne i kosztuje (dla 9 osób) około 35 zł.

Niespodzianki na drodze

W drodze powrotnej na kemping, napotykamy pierwszy problem. Albanię kamperem przejeżdża się łatwo. Drogi są na naprawdę wysokim poziomie – asfalt jest świeży i prosty, ale nic nie informuje o chociażby niezwykle stromym podjeździe. Silniki idą w ruch, ale zbyt agresywnie – adrii dostaje się po haku, dethleffs delikatnie zahacza tyłem, sypią się iskry. Innej drogi nie ma. Kilkaset metrów dalej docieramy do bazy wojskowej, nawigacja wyraźnie mówi, że aby dostać się do kempingu, musimy ją przejechać. Toczymy się, bojąc, że ktoś zaraz zacznie strzelać. Po kilku dniach pobytu w tym kraju takie „niezwykłostki” przestają zaskakiwać. Sam wjazd na kemping jest wymagający – w połowie drogi widzimy bardzo ciasny zakręt, ale udaje nam się go pokonać, bo długość naszych kamperów nie przekracza 7 m. W innym przypadku byłoby po nas.

Wszędzie te śmieci...

Odpadki cywilizacji towarzyszą nam na każdym kroku. Podczas spaceru piaszczystą plażą mijamy brudnego pampersa, butelkę po „Ace” i multum innych drobnych plastików, niedopałków... Na ulicach miast nie wygląda to lepiej. Kosze są nieliczne i przepełnione więc Albańczycy resztki

wyrzucają przez okna samochodów.

Poruszanie się bez kampera

Wieczorem, po dłuższym odpoczynku, ruszamy w kierunku miasta. O komunikacji miejskiej nie ma nawet mowy, funkcjonują prywatne samochody i taksówki. Tutaj też upadł pierwszy mit o Albanii, jakoby tym krajem rządziły mercedesy. Wizyta w pozostałych miastach (m.in. stolicy Tiranie) uświadomiła nam, że tak – może kiedyś tak było, ale dziś to relikt przeszłości.

Od zmierzchu do świtu

Mimo, że jest wrzesień, upały dają się nam we znaki. Życie zaczyna się zatem po zachodzie słońca. Wychodzimy na miasto, a tu niespodzianka. Na drzwiach większości lokali widzimy kartkę z napisem „zamknięte” lub „sezon wakacyjny zakończony”. Ostatecznie znajdujemy jeden z niewielu otwartych barów. Miły kelner stara się wydusić z siebie kilka słów po angielsku – jest to jedna z pierwszych osób (obok młodego chłopaka na stacji benzynowej), która potrafi się w nim porozumieć w sposób w miarę komunikatywny.

Ceny przyjemne dla portfela

Już w Shëngjin poczuliśmy, że Albania kamperem jest niedroga. Za pobyt na kempingach nie zapłaciliśmy więcej niż 10-15 euro za dobę ze wszystkimi mediami. Bogata kolacja dla 9 osób (zupa, danie główne, deser, napoje) to koszt około 8000-10 000 leków za całość (300-400 zł). Zakupy w sklepie można zrobić na poziomie cenowym porównywalnym do tego w Polsce, ale niektóre produkty były tańsze (miodowy Jack Daniel's 0,7 l kosztował w przeliczeniu około 80 zł). Warto mieć przy sobie albańskie leki i euro. Za barbera zapłaciliśmy 200 leków, czyli 8 zł, ale za wynajem skuterów wodnych pobrano opłatę w euro.

W okolicach stolicy

Po dwudniowym pobycie na kempingu Riviera 2 zdecydowaliśmy się podróżować w dół, w kierunku Durres, Tirany i Wlory (Vlory), by ostatecznie zakończyć pobyt w tym kraju na kempingu Moskato w okolicach Himarë. To była jedna z najgorszych decyzji, jakie podjęliśmy. W Tiranie spędziliśmy cały dzień. Problem w tym, że miasto to nie różni się niczym od pozostałych. Duży ruch, zgiełk, mnogość sklepów z podróbkami ciuchów, sporo punktów usługowych, betonowa, zaniedbana piramida pośrodku, wyższe ceny i targ, na którym kupiliśmy pamiątki. Generalnie, jeżeli macie wybór, to nie jedźcie do Tirany. Po drodze wpadamy „na chwilę” do Durres, ale – zgodnie z przewidywaniami – nie znajdujemy tam wielu atrakcji. Jedziemy dalej do Wlory. Tam miejscówkę na nocleg znajdujemy w porcie, również za symboliczną opłatą.

Infrastruktura caravaningowa w Albanii

Kempingów i miejsc, gdzie można się zatrzymać kamperem, jest naprawdę dużo. Stacji paliw są dziesiątki, na większości z nich znajdziemy kran do wody i miejsce do zrzutu nieczystości (informują o tym specjalne infografiki). Obsługa bez problemu pozwoli nam „zatankować się”, zapyta, skąd jesteśmy, i wymieni serdeczne uśmiechy. Albańczycy są gotowi na przyjęcie turystów,

chętnie im pomagają. Czujesz się tam, jakbyś był „swój”, zwłaszcza że Polaków przyjeżdża w te rejony naprawdę sporo. Albańczycy są więc do nas przyzwyczajeni i bardzo przyjaźnie nastawieni. Jeżeli tylko traficie na osobę, która zna język angielski, na pewno spędzicie wiele godzin na rozmowach o Albanii, Polsce, polityce, religii, wolności, demokracji, ale na zupełnie innym poziomie niż w naszym kraju. To duży plus.

Miasta pełne atrakcji

We Wlorze trudno się nudzić. Zwiedzamy sisha bar, sklepy, restauracje, rozmawiamy z miejscowymi, podziwiamy mnogość budowli, wszakże Albania rozwija się bardzo dynamicznie. Powstają tu nowe hotele, pensjonaty, domy... I wreszcie Moscato Ze względu na ograniczony czas wiemy, że nie uda nam się dojechać na południe Albanii – do Sarandy.

Ostatni przystanek

Decydujemy się na jedną, ostatnią podróż po Albanii kamperem. Jeszcze w Polsce nawiązaliśmy kontakt z właścicielem kempingu Moskato, w Himarë położonego ok. 100 km od Wlory. Podróż nie powinna być długa. Nic bardziej mylnego. Droga wiodła przez górskie serpentyny, na których nasze kampery „wciągały” olbrzymie ilości paliwa. To duże wyzwanie dla kierowców, ale całość rekompensują naprawdę niezwykłe widoki. Po około 3 godzinach jazdy dotarliśmy na miejsce. W bramie czeka na nas właściciel Vasila i przywitał się z nami po... Polsku. Okazało się, że Vasil ma tak dużo klientów z naszego kraju, że przez kilka lat zdążył się całkiem nieźle nauczyć podstawowych zwrotów.

Kemping o wysokim standardzie

Moskato okazał się całkiem niezłym (jak na standardy panujące w Albanii) kempingiem zdolnym pomieścić nawet 50-60 załóg. Czyste, sprzątane na bieżąco sanitariaty, muszle toaletowe (na innych kempingach były po prostu dziury w podłodze – taki zwyczaj), gorąca woda, duża restauracja mniej więcej na środku placu, Wi-Fi, prąd, cień. I prywatna plaża, na którą trzeba było przejść raptem 30 m. Bajka! Za plecami mieliśmy całkiem wysoki pas górski, więc mocny wiatr (który zerwał się podczas naszego pobytu we Wlorze) kompletnie nam nie przeszkadzał. Największą zaletą Moskato był sam właściciel. Barwna postać, niezwykle przyjaźnie nastawiona, przepysznie gotująca, rozmowna. Bez zająknięcia rozmawiał w języku angielskim, był na każde nasze zawołanie i prośbę. Pierwszego dnia poznał nas z pozostałą częścią swojej rodziny – niektórzy z braci byli rybakami, inni prowadzili własne restauracje, które (ze względu na „koniec sezonu”) były już zamknięte. To właśnie na Moskato spędziliśmy aż 3 dni i nie żałujemy ani chwili. Wypoczynek nad morzem, wycieczka na dwóch szybkich motorówkach, skutery wodne, duża ilość rakiji (to nic innego jak lokalny bimber), integracje w restauracji każdego wieczora, rozmowy o Albanii, jej perspektywach i zmianach. To właśnie tutaj dowiedzieliśmy się, że np. średnie wynagrodzenie w tym kraju wynosi 200-300 euro miesięcznie. Jednocześnie nie ma problemu, by na ulicach Tirany dostrzec najnowszego aston martina. Ot, taki urok Albanii.

Kiedy wrócimy? Szybko!

Artykuł pochodzi z numeru 1(86) 2019 Polskiego Caravaningu

GALERIA ZDJĘĆ

Internet, prąd i woda w jednej... lodówce. Co ciekawe, działało bez problemu
Na tych basenach spędziliśmy baaardzo dużo czasu
Postój na obiad podczas całodziennej wycieczki. Polecamy Adriana!
Tylko kamper zapewni nam takie widoki
Krk Premium Camping Resort to połączenie nowoczesności z naturą
Widoki zanotowane gdzieś w okolicach wyspy Krk
Wjazd na pierwszy albański kemping był dużym wyzwaniem
Za plecami – góry, przed nami – morze. Musicie odwiedzić Moskato!
Niezwykły zachód żegnał nas podczas ostatniego dnia pobytu
To wbrew pozorom leżaki albańskie, a nie chorwackie, ale... dodatkowo płatne
Wypożyczenie skuterów na wyspie Krk to dość tani i świetny pomysł
Połóż się i zapomnij o wszystkim. Wyspa Krk jest niesamowita, podobnie jak jej kempingi

Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 117

  • 89
    ZADOWOLONY
  • 8
    ZASKOCZONY
  • 9
    POINFORMOWANY
  • 8
    OBOJĘTNY
  • 0
    SMUTNY
  • 1
    WKURZONY
  • 2
    BRAK SŁÓW

Komentarze (11)

dodaj komentarz
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
  • ~ Andrzej 11 2 miesiące temu Byliśmy busem - KAMPERM Ford Transit . Wjechaliśmy z Grecji (Igumenitsa) Bardzo nam się podobało , Zwiedziliśmy wspaniałe miasto z czasów Rzymskich BUTRINT pięknie wydobyte z niepamięci dziejów , Przejechliśmy całą Albanię , drogi na trzy + Ludzie przyjażni , ceny drogo i nie drogo jak kto woli ? W połowie trasy z górzystego terenu zjechaliśmy nad morze , plaża nieco kamienista " dziki kemping " restauracja ,skepik , dalej ok. 2 km niewielki SAM ogólnotowarowy ,ceny wszędzie bardzo przystępne. Kilkanaście kamperów PL , D , I , F , GR , zatrzymaliśmy się na ponad tydzień . To było w okolicy Drham ? Tirana odczucia różne raczej na plus . Następny tydzień na plaży w okolicy Durres. Bardzo udana impreza pomimo , że jechaliśmy w sami . Towarzystwo różne , sptykaliśmy w " drodze ".
    oceń komentarz zgłoś do moderacji
  • ~ Andrzej 10 2 miesiące temu Byliśmy busem - KAMPERM Ford Transit . Wjechaliśmy z Grecji (Igumenitsa) Bardzo nam się podobało , Zwiedziliśmy wspaniałe miasto z czasów Rzymskich BUTRINT pięknie wydobyte z niepamięci dziejów , Przejechliśmy całą Albanię , drogi na trzy + Ludzie przyjażni , ceny drogo i nie drogo jak kto woli ? W połowie trasy z górzystego terenu zjechaliśmy nad morze , plaża nieco kamienista " dziki kemping " restauracja ,skepik , dalej ok. 2 km niewielki SAM ogólnotowarowy ,ceny wszędzie bardzo przystępne. Kilkanaście kamperów PL , D , I , F , GR , zatrzymaliśmy się na ponad tydzień . To było w okolicy Drham ? Tirana odczucia różne raczej na plus . Następny tydzień na plaży w okolicy Durres. Bardzo udana impreza pomimo , że jechaliśmy w sami . Towarzystwo różne , sptykaliśmy w " drodze ".
    oceń komentarz komentarz zgłoszony do moderacji
  • ~ Andrzej 9 2 miesiące temu Byliśmy busem - KAMPERM Ford Transit . Wjechaliśmy z Grecji (Igumenitsa) Bardzo nam się podobało , Zwiedziliśmy wspaniałe miasto z czasów Rzymskich BUTRINT pięknie wydobyte z niepamięci dziejów , Przejechliśmy całą Albanię , drogi na trzy + Ludzie przyjażni , ceny drogo i nie drogo jak kto woli ? W połowie trasy z górzystego terenu zjechaliśmy nad morze , plaża nieco kamienista " dziki kemping " restauracja ,skepik , dalej ok. 2 km niewielki SAM ogólnotowarowy ,ceny wszędzie bardzo przystępne. Kilkanaście kamperów PL , D , I , F , GR , zatrzymaliśmy się na ponad tydzień . To było w okolicy Drham ? Tirana odczucia różne raczej na plus . Następny tydzień na plaży w okolicy Durres. Bardzo udana impreza pomimo , że jechaliśmy w sami . Towarzystwo różne , sptykaliśmy w " drodze ".
    oceń komentarz zgłoś do moderacji
  • ~ Lulo 8 2 miesiące temu Byłem już 16 razy w Albanii Kacperek i motocyklem na zmianę. Po waszym artykule wnoszę że chyba są jakieś dwie albanie i ja jeżdżę do tej drugiej
    oceń komentarz zgłoś do moderacji
  • ~ Art 7 2 miesiące temu Chyba nie byliście w Albanii ja tam jestem dwa razy w roku nawet i mam tam znajomych Albańczyków i to sporo inaczej wyglada. Mój kolega pracuje w Polsce i mieszka u mnie w domu już prawie dwa lata i to co wy piszecie to mnie poprostu załamało. Ludzie znają obce języki w kawiarniach spokojnie po angielsku się dogadacie. A asfalt w Albanii to nowy na głównych drogach jest. Jak zjedziesz z "autostrady" to już taki nie jest. Dla mnie Albania jest jak drugi dom.
    oceń komentarz zgłoś do moderacji
  • ~ Lord Vader 6 2 miesiące temuocena: 100%  Żeby zobaczyć prawdziwą Albanię trzeba zjechać z głównych szlaków. Po za tym w Albanii jest bardzo bezpiecznie, a Albanczycy są bardzo przyjaźnie nastawieni do Polaków
    oceń komentarz zgłoś do moderacji
  • ~ Lord Vader 5 2 miesiące temuocena: 100%  Pierwszy raz byliśmy w Albanii w 2013r.Nie pamiętam dokładnie cen, ale na pewno było tanio. Wszechobecne śmieci i mercedesy na każdym kroku. W 2014 śmieci było już mniej, bo ustawiono przy drogach śmietniki. Mercedesów sporo, szczególnie 123 i 124.Ludzie może nie rozmawiają w europejskich językach, ale łatwiej było się dogadać niż np. z Czechami(kto jeździ na narty to wie
    oceń komentarz komentarz zgłoszony do moderacji
  • ~ Bezladni 4 2 miesiące temu Ale pitolenie. Czarnogóra ma słabe drogi, ale nie wiem jakim cudem jadąc od granicy do granicy straciliście asfalt - chyba specjalnie zjeżdżając z trasy. Albania: angielski na poziomie jak u nas, włoski oczywiście dużo bardziej popularny. Ludzie pracujący za granicą jak tam już są to chętnie się języka uczą. Na kawie dobrze Was zrobili, a kolacja za 400 złotych za 9 osób to norma w miejscach dla turystów, dobrze że i tutaj nie oszukali. Tirana nie do zwiedzania? Tam jest co najmniej 3 dni non stop coś do oglądania (o ile nie praży 36 stopni). Najlepsza Albania jak już tutaj napisał don Matteo to Albania spoza autostrady, ale też nie trzeba jechać w góry czy całkowicie bezdroża, żeby zobaczyć piekno kraju.
    oceń komentarz zgłoś do moderacji
  • ~ don Matteo 3 2 miesiące temu ...czytając wasze wrażenia z podróży po Albanii myślałem,że opisujecie sytuację sprzed 30 lat. Tak się złożyło ,iż dokładnie w tym samym czasie przebywałem kolejny raz w Tiranie i Durres i jestem głęboko zasmucony waszą ograniczoną wiedzą o tym pięknym kraju. Kawa jest faktycznie dużo tańsza kosztuje 50 -100 leków a lokale gastronomiczne we wrześniu pracują pełną parą i są pełne gości. Języki obce a zwłaszcza angielski znają nawet dzieci. W Szkodrze rozmawiałem już ze starszymi mieszkańcami po rosyjsku ,angielsku ,serbsku ,rosyjsku a nawet i w języku romani. We Wlorze po włosku a po grecku możecie się dogadać np. w Sarandzie.
    oceń komentarz komentarz zgłoszony do moderacji
  • ~ don Matteo 2 2 miesiące temu ...czytając wasze wrażenia z podróży po Albanii myślałem,że opisujecie sytuację sprzed 30 lat. Tak się złożyło ,iż dokładnie w tym samym czasie przebywałem kolejny raz w Tiranie i Durres i jestem głęboko zasmucony waszą ograniczoną wiedzą o tym pięknym kraju. Kawa jest faktycznie dużo tańsza kosztuje 50 -100 leków a lokale gastronomiczne we wrześniu pracują pełną parą i są pełne gości. Języki obce a zwłaszcza angielski znają nawet dzieci. W Szkodrze rozmawiałem już ze starszymi mieszkańcami po rosyjsku ,angielsku ,serbsku ,rosyjsku a nawet i w języku romani. We Wlorze po włosku a po grecku możecie się dogadać np. w Sarandzie.
    oceń komentarz zgłoś do moderacji
  • ~ Andy 1 2 miesiące temu G. widzieliście. Żeby zobaczyć/poznać Albanię trzeba zjechać z autostrady. Mielibyście wtedy całkiem inne zdanie. Ale jadąc kamperem jest to niewykonalne.
    oceń komentarz komentarz zgłoszony do moderacji
do góry strony