artykuły

podrozePODRÓŻE
ReklamaBilbord - acsi
Rajza Maluchem przez życie – historia pełna pasji i podróży

Rajza Maluchem przez życie – historia pełna pasji i podróży

Czas czytania 9 minut

Rajza w gwarze śląskiej oznacza podróż – w naszym przypadku podróż przez życie. Wybraliśmy tę nazwę, ponieważ jesteśmy mocno związani z regionem, z którego pochodzimy. Mówi się „cudze chwalicie, swego nie znacie”. To nie nasz przypadek – uwielbiamy odkrywać miejsca i historię rodzinnych miejsc. 

Dlaczego akurat maluch? 

Obecnie wiele osób kupuje maluszki z racji sentymentu i wspomnień, które wiążą się z tym samochodem. My jesteśmy za młodzi, by pamiętać tamte czasy, nigdy też nie marzyliśmy o podróżach w stylu retro. To małe auto pojawiło się w naszym życiu z powodu marzenia Kuby, czyli chęci wzięcia udziału w charytatywnym rajdzie Złombol. Mogą wziąć w nim udział tylko samochody komunistycznej myśli technicznej, a wszystkie zebrane pieniądze przeznaczane są dla dzieci z domów dziecka. Za każdym razem meta rajdu jest w innym państwie. Kiedy podjęliśmy decyzję, że weźmiemy w nim udział (rok 2023), meta zaplanowana była w Portugalii – kraju, do którego każdy z nas chciał pojechać, bo przecież była to wymarzona podróż na drugi koniec Europy. 

Żeby wziąć udział w rajdzie, trzeba było znaleźć odpowiedni samochód. Wiele osób radziło nam, że Fiat 126p będzie do tego idealny z powodu jego prostoty i łatwości w naprawie. Nie znaliśmy się wtedy ani na mechanice, ani na starych autach, więc uwierzyliśmy. Teraz nie do końca byśmy się z tym zgodzili, natomiast przekonaliśmy się, że ten mały samochód ma w sobie coś, czego nie mają inne, czyli duszę. Nasz maluszek ma to do siebie, że odkąd go mamy, przyciąga do nas wielu wspaniałych ludzi. 

Umowa była prosta – od 1 stycznia szukamy samochodu na rajd. 4 stycznia maluszek już był z nami. 

Rajza Maluchem przez życie – historia pełna pasji i podróży 1
Podróż przez Pieniny

Do Portugalii? Maluchem? W lipcu? 

Teraz, po kilku latach możemy się otwarcie przyznać. Tak, sami nie do końca wierzyliśmy, że się uda. Im bliżej było wyjazdu, tym ekscytacja coraz bardziej mieszała się z przerażeniem. Było ono spowodowane faktem, że maluch zaraz po zakupie nadawał się do generalnego remontu, a my mieliśmy tylko pół roku, żeby go przygotować. W parę dni po nabyciu go rozkręciliśmy auto na części i tak pojechało do różnych specjalistów. Powróciło do nas dopiero w czerwcu, na miesiąc przed wyjazdem. 

Nie miało klimatyzacji ani lodówki, a my nie mieliśmy żadnego doświadczenia zarówno w samej jeździe takim specyficznym samochodem, jak i w mechanice. Za to byliśmy po dach załadowani i z jako tako określonym planem, że w ciągu czterech–pięciu dni przejedziemy 3200 km i dojedziemy z Chorzowa do Nazaré w Portugalii. Pojechaliśmy. Dzięki jednemu filmikowi opublikowanemu w mediach społecznościowych poznaliśmy Izę i Tobiasza, którzy swoim Fiatem 126p również wybrali się z nami w tę podróż. Podczas rajdu udało nam się poznać jeszcze jedną ekipę „maluszkową” – Kornelię i Olgę, z którymi w następnym roku pojechaliśmy razem Małymi Fiatami do Norwegii. 

Rajza Maluchem przez życie – historia pełna pasji i podróży 2
Dojechaliśmy maluszkiem do Portugalii

Rajza Maluchem przez życie – historia pełna pasji i podróży 3
Podróż przez Półwysep Iberyjski

Rajza Maluchem przez życie – historia pełna pasji i podróży 4
Słoneczna podróż przez Hiszpanię

Zaręczyny, awarie i 30 godzin jazdy 

A co się stanie, jeśli samochód się popsuje? Otóż właśnie wtedy się popsuł. Nie nasz, ale naszych znajomych. I to popsuł się tak, że nie było szans jechać dalej. Zacznijmy od początku. 

Podróż podzieliliśmy na kilka etapów. Pierwszego dnia wyruszyliśmy między godziną 12 a 13. W planach było dojechanie w okolice Drezna, ale przez błędy w organizacji dojechaliśmy tylko w pobliże Bolesławca, gdzie zatrzymaliśmy się na nocleg. Kolejnego dnia dotarliśmy pod Stuttgart, gdzie mieszka rodzina Kuby, u której się zatrzymaliśmy na drugą noc. 

Od początku wiedzieliśmy, że najgorszym dniem, bo najdłuższym, będzie przejazd przez Francję. Założenie było proste – jedziemy tyle, ile damy radę. Naszym celem było przejechać całą Francję na raz. Jeśli chcieliśmy zdążyć na metę na czas, trzeba było się pospieszyć. Niestety po przejechaniu 400 km maluch Tobiasza i Izy odmówił posłuszeństwa. I to w najgorszym miejscu i czasie – byliśmy dosłownie pośrodku niczego. Wokół były same pola, a w oddali rozciągały się ciężkie, burzowe chmury. Po godzinnej debacie postanowiliśmy zaholować jednego maluszka drugim na pobliski kemping, oddalony na szczęście tylko o sześć minut jazdy. Nasi towarzysze postanowili zostać na kempingu, naprawić auto i ruszyć w drogę powrotną do domu. My postanowiliśmy pojechać dalej. Jechaliśmy całą noc, z małą przerwą na krótki sen w samochodzie obok stacji benzynowej. Zatrzymaliśmy się dopiero kolejnego wieczoru po ponad 30 godzinach jazdy, już w Hiszpanii. Ten dzień zapamiętamy do końca życia. Tym bardziej że Kuba postanowił sam dodać do niego wrażeń i podczas jazdy przez spokojne hiszpańskie miasteczko postanowił mi się oświadczyć. W maluchu, podczas jazdy. Nie wiem, w jaki sposób skończyłaby się nasza podróż, gdybym powiedziała „nie”. Na szczęście nie musieliśmy tego sprawdzać. 

Na powrót do domu mieliśmy już więcej czasu. Nie parę dni, ale dwa tygodnie. Dlatego w powolnym tempie zwiedzaliśmy przepiękne zakątki Portugalii i Hiszpanii, poznając ich mało znane miejsca. Nie wjeżdżaliśmy do wielkich miast, pomimo że wielokrotnie je mijaliśmy. Nie chcieliśmy tego robić, bo jazda w nich była zarówno dla nas, jak i naszego samochodu bardzo męcząca. Okazało się, że to był strzał w dziesiątkę. Dzięki takiemu doborowi trasy poznaliśmy Portugalię i Hiszpanię, o których nie słyszeliśmy. Góry, zielone parki i pustynne przestrzenie – krajobrazy Półwyspu Iberyjskiego, jakich nie znajdziemy po naszej stronie Europy. Przejeżdżaliśmy nawet przez tereny, na których co jakiś czas pojawiały się ostrzeżenia przed rysiami iberyjskimi. Na naszej trasie odwiedzaliśmy małe miasteczka, których mieszkańcy często do nas zagadywali. Byli bardzo ciekawi naszego samochodu. Z chęcią wrócimy do tych miejsc. 

Wracając do domu, już wiedzieliśmy, że maluszek z nami zostanie. Jednak to, co na pewno musimy zmienić, to nasze noclegi. Z racji tego, że jechaliśmy w lipcu, temperatura w niektóre dni sięgała nawet 40 stopni Celsjusza. Przez to nasz mały namiot  bardzo szybko się nagrzewał. Musieliśmy więc spać w otwartym, co z kolei powodowało, że do środka wlatywało wiele much i innych owadów. W trakcie podróży zatrzymywaliśmy się tylko na kempingach, gdzie parcele zazwyczaj są zrobione z kamyczków i drobnego żwirku. Wszystko to sprawiło, że noclegi stały się dla nas gorsze i bardziej niewygodne niż sama jazda maluchem. Dodatkowo nie mieliśmy lodówki, więc codziennie musieliśmy myśleć nad zakupami, które będziemy mogli od razu zjeść. W pewnym momencie zrezygnowaliśmy nawet ze śniadań, które jedliśmy dopiero po przejechaniu kilku kilometrów w lokalnej kawiarni w jakimś małym miasteczku. Ten zwyczaj został nam do dziś. 

Po powrocie do domu zaczęliśmy szukać rozwiązania naszego problemu z niewygodnymi noclegami. Pomysłów było kilka, ale po rozważeniu każdej opcji postawiliśmy na nowatorski pomysł Kuby, czyli zmodyfikowanie przyczepki Niewiadów N250 w taki sposób, by mogła utrzymać namiot dachowy. To był eksperyment. 

Nad tym pomysłem pracowaliśmy przez całą zimę, a w międzyczasie rozważaliśmy kolejne pomysły, które pomogłyby nam w lepszej organizacji przestrzeni naszego maluszka. Nie ukrywamy, że to, co było dla nas najgorsze w podróży, to ciągłe przekładanie rzeczy. Chcieliśmy, by tak jak w kamperach każdy przedmiot miał swoje wyznaczone miejsce i nie przeszkadzał przy wyciąganiu innych. W taki sposób nasz projekt „Maluch Podróżnik” się rozwijał. 

Rajza Maluchem przez życie – historia pełna pasji i podróży 5
Serwis samochodu na ostatnim noclegu w Hiszpanii

Rajza Maluchem przez życie – historia pełna pasji i podróży 6
Podróż przez park Sierra de Grazalema w Hiszpanii. W drodze do Ronda

Dobra organizacja to podstawa

Kluczem do tego, żeby wygodnie funkcjonować na tak małej przestrzeni, jest dobra organizacja. Nasze małe autko podzieliliśmy na strefy. 

Bagażnik z przodu służy nam jako miejsce na rzeczy, które szybko da się wyciągnąć. Z przodu znajduje się również bank energii, który jest ładowany podczas jazdy. Dzięki niemu mamy prąd podczas dłuższych postojów. Udało nam się stworzyć instalację elektryczną przez całego malucha aż do samego namiotu, dzięki czemu w nocy możemy zapalić światło i naładować telefony. Na tylnej kanapie znajduje się nasza lodówka. Od powrotu z Portugalii nie wyobrażamy sobie bez niej życia. 

Przejdźmy dalej do naszej przyczepki. Na jej dyszlu znajduje się srebrna skrzynia, która jest naszą kuchnią. To tu trzymamy kuchenkę gazową, sztućce, talerze, kawę inne przybory kuchenne. Gdy otworzymy skrzynię, jej pokrywa staje się dodatkowym blatem kuchennym, dzięki czemu nawet podczas szybkich postojów możemy zrobić kawę bez wyciągania stolika. Obok skrzyni można zauważyć wystający kranik – to jest ujście naszego zbiornika na wodę, który znajduje się w środku przyczepy i ma około 30 l pojemności. W przyczepie wozimy również części zapasowe, krzesełka, stolik, ogrzewanie postojowe oraz 20 l zapasowego paliwa. Na pokrywie przyczepy znajduje się namiot dachowy – nasza sypialnia. Tak prezentuje się nasz mały dom na kółkach. 

Rajza Maluchem przez życie – historia pełna pasji i podróży 7
W oczekiwaniu na prom w Norwegii

Rajza Maluchem przez życie – historia pełna pasji i podróży 8
W drodze na lodowiec Jostedalsbreen w Norwegii

Rajza Maluchem przez życie – historia pełna pasji i podróży 9
Podróż po norweskich fiordach

Norwegia

Takim zestawem zwiedziliśmy już Szwecję i Norwegię w 2024 r., również w trakcie Charytatywnego Rajdu Złombol. Po tych dwóch krajach podróżowaliśmy przez trzy tygodnie i najdalej dojechaliśmy do miejscowości Kristiansund, do której prowadziła jedna z najpiękniejszych dróg na świecie – The Atlantic Ocean Road. Przejechaliśmy też przez jeden z najgłębiej położonych tuneli na świecie, który znajduje się pod Morzem Norweskim na głębokości 250 m p.p.m. Odwiedziliśmy również Bergen, czyli najbardziej deszczowe miasto w Europie, i Oslo – stolicę Norwegii, gdzie mieliśmy okazję spać w małym lasku między lotniskiem a torem driftowym. Zobaczyliśmy Drogę Trolli – niestety zamkniętą z powodu dużych osuwisk skalnych. Przejechaliśmy Drogę Orłów, którą dotarliśmy do Geiranger. W 2005 r. Geirangerfjorden został wpisany na Listę światowego dziedzictwa UNESCO i jest uważany za jeden z najpiękniejszych fiordów Norwegii. Nasz maluszek dotarł również pod największy lodowiec na kontynencie europejskim, czyli Jostedalsbreen. 

Podczas tej podróży wielokrotnie spaliśmy „na dziko”, doświadczając przepięknej natury obu krajów. Jeden z naszych pierwszych noclegów znajdował się przy ogromnym wodospadzie. Zachwyciło nas to, że w Szwecji i Norwegii jest tak wiele pięknych, dzikich miejsc, w których można być sam na sam z naturą. 

Nie taki mały, jak by się mogło wydawać

Maluszek przez dwa lata stał się bardzo dużą częścią naszego życia i głównym samochodem podróżniczym. Może to zdziwić, ale nasz obecny zestaw jest dla nas dużo wygodniejszy niż podróżowanie innymi samochodami, o czym mieliśmy okazję sami się w tym roku przekonać, jeżdżąc po Włoszech Toyotą Aygo, która na dwa tygodnie zamieniła się w nasz dom, czy też polskim Żukiem, którym razem z naszymi znajomymi pojechaliśmy do Azji – przez Turcję docierając aż do Gruzji. 

Pomimo że takie podróże wydają się absurdalne, nie jesteśmy jedynymi używającymi do tego małego auta. Wiele osób, szczególnie starszych, zagaduje nas, wspominając swoje historie i podróże – często nawet zagraniczne – tym małym, niepozornym samochodem. 

Rajza Maluchem przez życie – historia pełna pasji i podróży 10
Nas oraz maluszka można również spotkać w Polsce. Zdjęcie wykonane na jednym ze zlotów

Rajza Maluchem przez życie – historia pełna pasji i podróży 11
Jesteśmy Marysia i Kuba. Wspólnie podróżujemy od siedmiu lat. Poznaliśmy się podczas rowerowych wyjazdów, gdy przemierzaliśmy wspólnie Polskę oraz sąsiednie kraje. Później, już jako para, jeździliśmy przerobionym na kampera minivanem, a od dwóch lat Fiatem 126p. Podróże zawsze były dużą częścią naszego życia. Nie umiemy usiedzieć w miejscu, dlatego naszym obecnym, wielkim marzeniem jest podróż dookoła świata naszym maluszkiem podróżnikiem, a później życie w trasie. Od roku udzielamy się szerzej w mediach społecznościowych. Pod naszą nazwą „Rajza przez Życie” można odnaleźć nas na YouTubie, Instagramie, Facebooku i TikToku. Pokazujemy tam nie tylko swoje wyjazdy maluszkiem, ale również naszą codzienność i dążenie do spełnienia marzeń. Marysia jest również przewodniczką po Zabytkowej Kopalni Srebra, wpisanej na Listę światowego dziedzictwa UNESCO. 

Marysia i Kuba

Artykuł pochodzi z numeru 1 (127) 2026 r. magazynu „Polski Caravaning”.

Chcesz być na bieżąco? Zamów prenumeratę – teraz jeszcze taniej i szybciej.


Redakcja06:00
Obserwuj nas na Google News Obserwuj nas na Google News