ReklamaBilbord  - CSP 2020 31.08-05.10 Sebastian Bartek

PODRÓŻE

13 dni temu  09.09.2020, ~ Administrator   

Parking szutrowy nieopodal Cabo de Sao Vicente, Portugalia

Parking szutrowy nieopodal Cabo de Sao Vicente, Portugalia

Co robić, by nie dać się jesiennej szarówce? My wsiedliśmy do kampera i pojechaliśmy do Hiszpanii i Portugalii.

Na początku myśleliśmy o Hiszpanii. Po rodzinnych konsultacjach decydujemy pociagnąć naszą trasę jeszcze dalej – do Portugalii. Mamy już sprawdzoną polską firmę – Hiszpania kamperem, z usług której korzystaliśmy w ubiegłym roku. Po sezonie wysokim oferuje ona bardzo korzystną opcję wynajmu kamperów bezpośrednio w Maladze (Hiszpania). Od Malagi można rozpocząć zwiedzanie Andaluzji i dojechać do Portugalii. Możliwość odbioru kampera bezpośrednio w Maladze to świetna opcja, która pozwala zaoszczędzić kilka dni urlopu, które stracilibyśmy na na przejazd. I tak zrobiliśmy.

W drogę!

22 października. W Polsce -0,5°C i szron na samochodach. Lecimy w zimowych kurtkach i ciepłych butach. Godzina 15:00, lądujemy w Maladze – jest 26°C. Rozbieramy się na lotnisku i udajemy do miejsca, w którym umówiliśmy się z agentem. Już stoi i czeka na nas kamperem. Podchodzimy bliżej i co się okazuje? To ten sam kamper, którym podróżowaliśmy w biegłym roku! Do miasta z lotniska docieramy w 10 minut. Zatrzymujemy się na parkingu w pobliżu plaży, dopełniamy wszelkich formalności. Trwa to około 40 minut i... Espana, ole! Idziemy na spacer na pobliską promenadę, podziwiając po drodze roślinność i dokazujące zielone papużki, jest ich tu mnóstwo. Na szczęście nie mamy sztywnego planu, którego musimy się trzymać, no i samochód otrzymaliśmy w pełni naładowany (woda w zbiorniku, wylane nieczystości), nie musimy więc nigdzie się przemieszczać i szukać kempingu. Zostajemy w tym samym miejscu, do którego przywiózł nas agent – Calle Acacias de Guadalmar, 300 m w linii prostej od morza. Odpoczywamy, by następnego dnia wyruszyć w podroż do Portugalii.

Pierwszy dzień w Portugalii

Rano po śniadaniu jedziemy w kierunku portugalskiego wybrzeża Algarve. Około 14:30 docieramy w pobliże miejscowości Tavira i zatrzymujemy się na kempingu Ria Farmosa. To sympatyczne miejsce, na plus dobra restauracja na terenie, serwująca świeże ryby i owoce morza. Do Taviry odchodzą pociągi z pobliskiej stacji. Aby zwiedzić miasteczko lub zrobić zakupy, najlepiej dotrzeć tam właśnie pociągiem. Bilety są do nabycia u konduktora, a rozkład jazdy pociągów jest dostępny w biurze na kempingu. Dojazd do Taviry trwa krotko, to dosłownie kilka stacji. Miasteczko jest małe, ale klimatyczne. Warto wejść na kawę do jednej z wielu kawiarenek i przy okazji zjeść tradycyjny portugalski smakołyk – minitartę pasteis de nata. W mieście jest dużo sklepików oferujących wyroby z naturalnego korka (słynie z tego region) i inne ciekawe lokalne produkty. Na pewno warto w tym miejscu zaopatrzyć się w pamiątki. Wracając na pociąg, warto też zrobić zakupy w Lidlu nieopodal stacji.

Śniadanie z widokiem na ocean

Następnego dnia rano żegnamy się z kempingiem Ria Farmosa i jedziemy w kierunku plaży Sao Rafael (nadal wybrzeże Algarve), którą wybraliśmy na podstawie zdjęć z przewodnika. Na miejsce docieramy w południe. Blisko plaży jest parking. Zostawiamy auto i idziemy. Widoki są niesamowite! Nie mogę uwierzyć, że trafiliśmy w tak piękne miejsce. Jest cudownie i upalnie. Na plaży nie ma tłoku, kąpiemy się w morzu i opalamy. Spędzamy tak jeszcze kilka godzin, po czym jedziemy dalej. Tego wieczoru chcemy dojechać do przylądka Cabo de Sao Vicente, żeby obejrzeć spektakularny zachód słońca. Przylądek Cabo de Sao Vicente – najbardziej wysunięta na południowy zachód część Europy. Stoi tam latarnia morska. Chcemy dotrzeć przed 20:00, zanim zajdzie słońce. Na Cabo wieje silny wiatr, wilgotność powietrza wynosi 90%. Zanim wysiądziemy z samochodu, trzeba się ciepło ubrać. Poza tym przepiękne widoki, klify warte obejrzenia, a przy odrobinie szczęścia można zobaczyć delfiny – nam się udało. Z racji tego, że poprzednią noc spędziliśmy na kempingu, mamy uzupełnioną wodę, wylane nieczystości, możemy więc śmiało zostać na noc na dziko. Nieopodal przylądka, w odległości ok. 500 m, na skraju klifu znajduje się szutrowy parking. Zobaczyliśmy tam kilka stojących kamperów, więc i my zostaliśmy na noc. Vis a vis parkingu jest bardzo dobra restauracja, która serwuje świeże przepyszne owoce morza i nie tylko. Warto wybrać się tam na kolację. Rano podziwiamy przepiękny widok z klifu, jedząc śniadanie. Ale jakby nie było pięknie i romantycznie, trzeba się zbierać i jechać dalej – przed nami długa podroż. Jedziemy do Lizbony, gdzie planujemy zostać 2 dni. Chcemy dojechać tam w godzinach wieczornych, a po drodze odwiedzić jedną z najpiękniejszych plaż w Portugalii – Zambujeira do Mar.

Kierunek: Lizbona

Do Zambujeiry dojeżdżamy w południe. Parkujemy dosłownie przy wejściu na plażę. Ta jest ogromna i przepiękna, fale są duże, zalewają 1/4, tworząc „brodzik” dla dzieci. Córka chętnie korzysta z tej okoliczności przyrody. Spędzamy tam kilka godzin, a następnie udajemy się w kierunku stolicy, by dojechać, nim zapadnie zmrok. Jeżeli chodzi o wybor kempingow w Lizbonie, nie jest on duży. My wybraliśmy Parque Municipal de Campismo de Monsanto. Obiekt położony jest w odległości ok. 15 min od centrum miasta, na terenie zalesionym. Na kempingu działają bar z daniami gotowymi i minimarket. Niedaleko znajduje się duże centrum handlowe ze sklepem Auchan, do którego najlepiej dojechać uberem. Obok kempingu jest też przystanek autobusowy, z którego odjeżdżają autobusy do centrum, dlatego kampera najlepiej zostawić i skorzystać z komunikacji miejskiej. Na zwiedzanie Lizbony przeznaczamy cały dzień. Włóczymy się bez konkretnego planu krętymi i stromymi uliczkami, podziwiamy umiejętności lokalnych kierowców, którzy parkowanie równoległe na stromych wąskich uliczkach opanowali do perfekcji. Kolejnego dnia rano, już kamperem, jedziemy do oceanarium w Lizbonie. Spędzamy tam kilka godzin i stamtąd udajemy się do magicznej Sintry, położonej ok. 40 km od Lizbony.

Magiczna Sintra

To malownicze portugalskie miasteczko położone wśród porośniętych sosnami wzgórz Serra de Sintra. Fascynujące, pełne luksusowych pałaców i zapierających dech w piersiach krajobrazow. Spędzamy tu całe popołudnie i żałujemy, że nie możemy zatrzymać się na dłużej, wszak przed nami zaplanowany jeszcze na ten wieczor przejazd do Fatimy. Docieramy tam ok. 22:00. Na miejscu miło zaskakuje nas fakt, że pod samym Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej znajdują się bezpłatne parkingi przeznaczone dla kamperow, a nieopodal rownież sanitariaty. Spędzamy noc na parkingu pod sanktuarium. Rano udajemy się na mszę i idziemy na plac zapalić świece. W południe wyruszamy z Fatimy w kierunku Cordoby. Planujemy jechać tak długo, aż zacznie się ściemniać. Mamy naładowany samochód, więc możemy przenocować gdzieś na dziko. Po drodze zatrzymujemy się przy restauracji z dużym szutrowym parkingiem. Wchodzimy do środka coś zjeść i przy okazji pytamy właściciela, czy możemy zostać na noc na restauracyjnym parkingu. Godzi się bez wahania.

Co dobre, szybko się kończy

Rano ruszamy w dalszą drogę. Przed nami jeszcze kilka godzin do celu. Do Kordoby dojeżdżamy około południa. Parkujemy bardzo blisko starego miasta, na parkingu dla kamperów. Do starówki dochodzimy w ok. 10 minut. Spacerujemy słynnym Mostem Rzym- budowanym w I wieku p.n.e. – jednym z najwspanialszych punktów widokowych na stare miasto. Zwiedzamy katedrę La Mezquita, najbardziej niesamowity meczet Europy, który został przekształcony w kościół. Około 800 kolumn, mrok przełamywany co jakiś czas przez promienie słoneczne wpadające przez witraże, ogromna przestrzeń i nisko zawieszone żyrandole. Prawdziwy majstersztyk sztuki architektonicznej. Nawet nasza 7-letnia córka była pod wrażeniem katedry. Z Kordoby wyruszamy w kierunku Malagi, by ostatnią noc przed wylotem spędzić na kempingu i przygotować kampera do oddania. Wybór padł na kemping na obrzeżach Malagi, tuż przy plaży, aby jeszcze choć przez chwilę moc cieszyć się szumem fal i pięknym widokiem na morze. Następnego dnia rano jedziemy w to samo miejsce, w którym zostawił nas agent firmy, na Calle Acacias de Guadalmar, w pobliżu hotelu Picasso. Za kilka godzin mamy lot powrotny. Agent już na nas czeka. Po sprawdzeniu samochodu przesiadamy się z walizkami do jego osobówki i jedziemy razem na lotnisko. Łza w oku się kręci, ale urlop dobiega końca. Czas wracać do rzeczywistości i założyć zimowe kurtki.

Autor: Anna Kalecińska

Artykuł pochodzi z numeru 2(87) 2019 Polskiego Caravaningu

GALERIA ZDJĘĆ

Sao Rafael, Portugalia
Przylądek Cabo de Sao Vicente, Portugalia
Cabo de Sao Vicente, Portugalia
Przylądek Cabo de Sao Vicente, Portugalia
Plaża Zambujeira do Mar, Portugalia
Plaża Zambujeira do Mar, Portugalia
Plaża w Sines, Portugalia
Lizbona, Torre de Belem, Portugalia
Słynny tramwaj 28, Lizbona
Lizbona, jedna z wielu bardzo wąskich uliczek, Portugalia
Lizbona, przy budynku Oceanarium, Portugalia
Sintra, studnia inicjacji w Quinta de Regaleira, Portugalia

Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 4

  • 1
    ZADOWOLONY
  • 0
    ZASKOCZONY
  • 1
    POINFORMOWANY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 0
    SMUTNY
  • 2
    WKURZONY
  • 0
    BRAK SŁÓW

Komentarze (0)

dodaj komentarz
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    Nie ma jeszcze komentarzy...
do góry strony