artykuły

podrozePODRÓŻE
ReklamaBilbord Ubezpieczenia zadzwon
Kamperem do Szwecji

Kamperem do Szwecji

Wyobraźcie sobie kraj zamieszkany zaledwie w 4%, pełen pachnących lasów, kwiecistych łąk, jezior bogatych w ryby, z kilometrami dzikich, niemal bezludnych plaż. Jeżeli dodamy do tego doskonale zorganizowaną infrastrukturę, drogi o ponadprzeciętnej jakości i punkty turystyczne nawet w najmniejszych miejscowościach, to rysuje się przed nami idealny cel na wyprawę kamperem. Brzmi interesująco? Zapraszam do Szwecji!

Podróż zajmie nam niecałe 12 godzin, jeżeli wybierzemy przeprawę promem z Gdyni do Karlskrony. Na pokładzie wygodnych promów należących do Stena Line, które kursują do Szwecji codziennie, można miło spędzić czas, korzystając z barów, sklepów bezcłowych, a na wieczornych rejsach z dyskoteki połączonej z karaoke.
Szwedzka przygoda rozpoczyna się w Karlskronie. Trójmiejski „dźwigowo-stoczniowy” krajobraz, który zostawiamy w Polsce, zamienia się w urzekające, kamieniste szkiery. Już z pokładu promu dostrzegamy majaczące w oddali słynne czerwone i żółte domki malowane „stuletnią” farbą. To wielowiekowa skandynawska tradycja wyjątkowo pielęgnowana przez mieszkańców. Tak zwana faluńska czerwień połączona z białymi okiennicami będzie nam towarzyszyła podczas całej szwedzkiej przygody. Powtarzalność koloru w przypadku domków na początku może nieco irytować, ale z pewnością ma to swój urok i wpisuje się w harmonijność krajobrazu, z której słyną nasi sąsiedzi zza morza.
Po przejechaniu Karlskrony uwagę zwracają wszędobylskie skały i głazy narzutowe. Wszelkiego rodzaju kamieni Szwedzi mają pod dostatkiem. Wiele dróg powstało przez wyburzenie skał, ślady po ładunkach wybuchowych są nadal widoczne i świadczą o trudnościach, z jakimi musieli mierzyć się inżynierowie budujący drogi. Mnogość naturalnego surowca ma wpływ na doskonałą jakość nawierzchni dróg. Autostrady, drogi ekspresowe i lokalne są bardzo równe i bezpieczne. Co ciekawe, nie inaczej jest na leśnych duktach. Drobny, perfekcyjnie ubity tłuczeń pozwala na eksplorowanie lasów autem o każdej porze roku. Ech… żeby tak było w Polsce.

ReklamaSródtekstowy YT PC
Zdecydowana większość dróg w Szwecji jest bezpłatna. Wyjątkiem są drogi dojazdowe do największych miast, np. Sztokholmu. Winiety nie są wymagane, jednak musimy liczyć się z płatnymi strefami parkowania w miastach. Warto także wspomnieć o paliwie. Ceny są wyższe niż w Polsce i zdecydowanie trudniej o stacje z LPG, które znajdziemy raczej w większych miejscowościach. Szwecja oferuje przede wszystkim tankowanie bezobsługowe. Przy dystrybutorach znajdziemy automat płatniczy, który blokuje wybraną wartość paliwa przed rozpoczęciem tankowania. Warto mieć przy sobie kartę kredytową, bo zdarza się, że debetowe są odrzucane. Zazwyczaj na stacji znajduje się sklepik z obsługą i podstawowymi towarami, więc w razie problemów można zapłacić gotówką. Na wielu stacjach znajdziemy także stanowiska do czerpania wody pitnej, która jest dobrej jakości. Po uzupełnieniu zapasów paliwa i wody można ruszać w dalszą drogę… z przepisową prędkością. Szwedzka policja jest bardzo zasadnicza i nie idzie na żadne ustępstwa. Jeżeli dodamy do tego fotoradary niemal w każdym miasteczku, to mamy wystarczające powody do zdjęcia nogi z gazu. Utrata prawa jazdy i sprawa sądowa mogą nam grozić już za przekroczenie prędkości o 40 km/h. Nie warto ryzykować. Powodów do ostrożnej, przepisowej jazdy jest jednak więcej. Szwecja słynie z dużej populacji dzikiej zwierzyny. Ilość obszarów łąkowo-leśnych sprawia, że nietrudno tu o spotkanie z łosiem, a bliżej północy kraju nawet z reniferem. Łatwo zgadnąć, czym może zakończyć się zderzenie z kilkusetkilogramowym zwierzęciem, więc jadąc przez obszary leśne, zwróćmy uwagę na pobocze.
ReklamaSródtekstowy 2 Ubezpieczenia zadzwon
Gdzie warto przenocować? Szwecja jest bezpieczna i przyjazna dla osób zmotoryzowanych, do tego obowiązuje tu prawo dla wszystkich, czyli Allemansrätten. Mamy prawo zatrzymać się na jedną noc praktycznie wszędzie poza miastem, nawet jeżeli jest to prywatny teren. Często spotkamy zadaszone miejsca, a nawet domki wyposażone w palenisko, drewno i rozpałkę do dyspozycji każdego turysty. Proste i przyjazne, prawda?
Nocując w pobliżu zbiorników wodnych, których jest tutaj pod dostatkiem, warto spróbować złowić coś na kolację. Jesteśmy przecież w wędkarskim raju. Niemal każdy zbiornik oferuje bogatą ichtiofaunę i czyste, zadbane brzegi. Aby łowić w wodach śródlądowych, potrzebujemy tylko imienną licencję, którą wykupimy na lokalnej stacji paliw, a nawet w wiejskim sklepiku. Koszt to około 50 koron (20 zł) za dzień. Wraz z licencją połowu otrzymamy mapkę z zaznaczonymi obszarami, bo niektóre fragmenty zbiorników są prywatne i wędkowanie jest tam zabronione. Polscy wędkarze mogą tylko pomarzyć o takiej wygodzie kupowania licencji, a przecież to takie proste, poza tym pieniądze te trafiają do lokalnej społeczności. Najpewniejszą metodą połowu na tzw. szybkie wędkowanie jest spinning – właśnie takie wędzisko zalecam zabrać do auta. Krótkie wędzisko uzbrojone w błystkę lub gumową przynętę to wszystko, czego potrzebujemy. Złowienie kilku okoni lub szczupaków nie powinno stanowić większego problemu, gdyż populacja tych drapieżników jest w Szwecji wielokrotnie wyższa niż np. w naszym kraju. Warto także pospacerować po lesie, jagody i grzyby są niemal wszędzie. Ogrom przyrody niedotkniętej działaniami człowieka, cisza i zapach lasu to naturalne „szwedzkie” ładowarki naszych akumulatorów przed dalszą podróżą. Warto zadbać jedynie o dobre repelenty przeciwko komarom i kleszczom, bo podobnie jak grzybów ich też tutaj nie brakuje, zwłaszcza w okresie letnim.
Im dalej na północ kraju będziemy się posuwać, tym bardziej będzie spadać zaludnienie i liczba aglomeracji, a proporcjonalnie wzrastać liczba zwierząt i dziewiczych terenów. Mocno spada także liczba stacji paliw, więc zapasowe kanistry z paliwem będą na pewno dobrym pomysłem. Doskonałym okresem na eksplorację Szwecji są miesiące od maja do września. Letni dzień trwa tutaj naprawdę długo, nawet w południowej części kraju. Zachód słońca zastanie nas po godzinie 22, więc mamy naprawdę dużo czasu na relaks. Z pewnością warto znaleźć chwilę na zakupy i wcale nie chodzi o wszechobecną Ikeę czy Julę. Markety i lokalne sklepy spożywcze oferują szwedzkie smakołyki, z których polecam: słodkie chlebki (Pollabröd), klopsiki (Köttbullar) i świetną czekoladę Marabou. Osobom szukającym niepowtarzalnych wrażeń smakowo-zapachowych polecam owiane już legendą kiszone śledzie (Surstromming) oraz dostępne wszędzie cukierki z lukrecją.
Mam nadzieję, że chociaż część czytelników zachęciłem do tego, żeby zwrócili uwagę na ten piękny kraj leżący po drugiej stronie Bałtyku. Jestem przekonany, że zwiedzanie Szwecji nie zakończy się na jednej wyprawie. Kraj ten ma bowiem bardzo dużo do zaoferowania, zwłaszcza osobom pragnącym wydostać się z miejskiej dżungli.

Kamperem do Szwecji 1
Łukasz Marczyński

Artykuł pochodzi z numeru 2 (104) 2022 r. magazynu „Polski Caravaning”.

Chcesz być na bieżąco? Zamów prenumeratę – teraz jeszcze taniej i szybciej.


Administrator27.11.20220