ReklamaBilbord Prenumerata

NIEZWYKŁOSTKI

4 miesiące temu  10.04.2020, ~ Administrator   

Makieta jest dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Wszystko co znajdziemy na kempingu, znajdziemy również i tu

Makieta jest dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Wszystko co znajdziemy na kempingu, znajdziemy również i tu

Pan Bogdan Nowak z Gdyni tworzy świetnie wyglądające makiety kempingów! Znajdziemy na nich zarówno „naturalny wystrój”, jak i kilkadziesiąt modeli przeróżnych kamperów i przyczep. A wszystko zaczęło się od Niewiadówki!

Pan Bogdan ma za sobą 48 wiosen i na stałe mieszka w Gdyni. Wspomnianego wieku po prostu po nim nie widać – to bardziej nastolatek, który w głowie ma pełno pomysłów i którego z pewnością „kręcą” wszelkie nowości. O jego niecodziennej pasji dowiedzieliśmy się z naszych grup na portalu społecznościowym Facebook – to tam po raz pierwszy zaprezentował swoje dzieła. Odnotowujemy ten fakt, ponieważ chcemy pokazać, że social media to nie tylko i wyłącznie domena ludzi młodych. Super!

Ale po kolei. Nasz bohater pasją do caravaningu zaraził się od ojca. Ten kupił swój pierwszy namiot, który określany był jako „willowa dwójka”. De facto spała w nim cała czteroosobowa rodzina – w poprzek, na dmuchanym materacu.

– Dla mnie był to piękny, beztroski czas, kiedy bez kąpielówek biegałem po plaży Półwyspu Helskiego – opowiada Pan Bogdan w rozmowie z naszym dziennikarzem.

Z pierwszą przyczepą kempingową zetknął się dokładnie 40 lat temu, w 1977 roku. Miał wtedy zaledwie 8 lat.

– Mój ojciec pracował jako cheff w Polskich Liniach Oceanicznych – wspomina. – Te kupiły właśnie w 1977 roku flotę nowiusieńkich Niewiadówek N126 (jeszcze ze stałymi oknami, ale kufrem już na dyszlu). W jednej z nich spędziliśmy 3-tygodniowe wakacje. Odebraliśmy ją naszym fiatem 125p z zakładowego O.W. Szarlota pod Kościerzyną. Przyprowadziliśmy pod wieżowiec, w którym mieszkaliśmy, załadowaliśmy wszystkim, co mogło się przydać w takiej wyprawie, i ruszyliśmy w podróż. Pierwszą w naszym życiu. 

Warto wspomnieć, że to właśnie w ośrodku Szarlota nasze wydawnictwo spędziło w minione wakacje niezwykłe chwile podczas wyjazdu integracyjnego. To miejsce nie tylko z przeróżnymi atrakcjami, ale posiadające także fantastyczną przeszłość, skrywające w sobie niezwykłe historie, m.in. takie, jak ta, którą właśnie opowiadamy.

– Rodzice postanowili wykorzystać okazję i pozwiedzać kilka ciekawych zakątków naszego kraju – kontynuuje. – Pierwszy postój (jeżeli dobrze pamiętam) był na kempingu w Toruniu (dzisiejszy Tramp). Później Warszawa, Solina, Zakopane, Kraków. Więcej szczegółów tego wyjazdu niestety już nie pamiętam.

Jak mówi nasz rozmówca, dwa lata później jego ojciec ponownie wynajął z firmy przyczepę, ale w związku z tym, że nie mógł wziąć dłuższego urlopu, zabrał rodzinę do Rabki. 

– Uzgodnił pobyt na terenie jakiegoś domku wypoczynkowego i wrócił odbyć zaplanowany wcześniej 2-tygodniowy rejs. Po nim przyjechał do nas z powrotem, aby nas odebrać.

W następnych latach ojciec Pana Bogdana zabrał całą rodzinę jeszcze kilka razy pod „namiotową willówkę”, aż do czasu, kiedy została zamieniona na mały, dwuosobowy namiot pasujący do plecaka – idealny na wspólne „piwaki” z kolegami. Co ważne, pod ten sam namiot już Pan Bogdan zabrał w 1999 roku swojego syna – wówczas 4-letniego. Rok później mały namiot został zamieniony na nieco większy, ale w głowie cały czas kluł się pomysł zakupu własnego „domku na kołach”.

2009 rok – pierwsza przyczepa

– Plan udało się zrealizować dopiero w 2009 roku – mówi Pan Bogdan. – Był to dość duży, 5,5-metrowy, jednoosiowy „apartament” z przedsionkiem, który stawialiśmy na cały sezon na terenie wybranego na dany rok ośrodka wypoczynkowego. Przyszedł jednak dzień, w którym poczuliśmy z małżonką niedosyt wynikający z braku podróżowania. Zaczepiliśmy naszą „willę” na hak i pojechaliśmy na nasz pierwszy, 2-tygodniowy wypad. Kierunek Zakopane, Niedzica, Kraków.

Nasz bohater przyznaje, że był to przysłowiowy „strzał w dziesiątkę”. Wspólnie zadecydowali, że zamienią „cepkę” na mniejszą i co piątek będą startować w inne miejsce w promieniu do 150 kilometrów od domu.

– W ten sposób spędzamy niemal wszystkie weekendy letnich sezonów – dodaje nasz rozmówca. – Podobnie jak urlop. Na dalszej, planowanej trasie uwzględniamy miejsca, które odwiedziłem w dzieciństwie, aby zobaczyć, co się od tamtego czasu zmieniło.

Pomysł makiety? Zaczęło się od Niewiadówki

– Jedno z wydawnictw w 2014 roku dołączało do swoich gazet kultowe pojazdy z czasów PRL-u. Właśnie tam znalazła się wspomniana wcześniej Niewiadówka N126 – wspomina bohater naszego artykułu. – Nie byłem w stanie sobie odmówić i nabyłem konkretny numer, a model trafił na honorowe miejsce biurka.

To było jednak dla Pana Bogdana za mało. Jak opowiada, w jego głowie pojawił się „zbójecki pomysł” postawienia jej na sztucznej trawie pod sztucznym drzewkiem. Z biegiem czasu na tej trawce stało już kilka różnych modeli przyczep i pierwszy kamper. Wszystko nabrało tempa i rozmachu.

– Przez kilka miesięcy obserwowałem aukcje internetowe. Wybierałem co ciekawsze „kąski” – i te oryginalne, i te powtarzające się. Pewnego dnia wmurowałem kamień węgielny pod budowę „Ośrodka Wypoczynkowego NOBOCAMP”.

Jak informuje nasz rozmówca, obecnie wielkość „kempingu” nie przekracza rozmiaru jednej palety euro, nie wiadomo kiedy miejsca po prostu zabraknie.

– Obecnie mój „ośrodek” regularnie odwiedza 16 przyczep kempingowych (w tym 2 niewiadówki ciągnięte przez kultowe holowniki czasów PRL-u) oraz 6 kamperów – wymienia. – Skale pojazdów nie są do końca ze sobą zgodne, ale przy odpowiednim rozmieszczeniu nie ma to większego wpływu na efekt końcowy.

Na „placu” zobaczymy więc przyczepę podobną do testowanej przez nas caretty, marki takie jak Knaus czy Carthago. Jest też VW Passat B5 (po polsku!) oraz popularny „maluch”. Całość robi świetne wrażenie. Makieta została bardzo ciepło przyjęta na wszystkich grupach, gdzie Pan Bogdan pochwalił się zdjęciami. Użytkownicy zgodnie komentowali, że to świetny pomysł, który zasługuje na dalsze rozwinięcie.

Nie mogliśmy pominąć pewnego drobnego szczegółu, który znalazł się na makiecie. Pan Bogdan pochwalił się, że już na samym początku jej tworzenia na budynku sanitariatów pojawiło się skądinąd znane logo magazynu „Polski Caravaning”. Dziękujemy za uznanie!

Bartłomiej Ryś

Artykuł pochodzi z numeru 5(78) 2017 Polskiego Caravaningu

GALERIA ZDJĘĆ

Pan Bogdan dba o szczegóły makiety, również kolorystyczne. Tu połączenie klasyki z nowoczesnością
Pan Bogdan z przyczepą „firmową” ojca w 1977 roku i dokładnie 40 lat później, już przy swoim „domku” wraz z małżonką
Pan Bogdan z przyczepą „firmową” ojca w 1977 roku i dokładnie 40 lat później, już przy swoim „domku” wraz z małżonką
Od samego początku twórca makiety czyta nasz magazyn. Nasze logo pojawiło się w wyróżnionym miejscu miniaturowego kempingu
Zaczęło się od niewiadówki, ale dziś na placu stoją przeróżne maszyny. Autor makiety zapowiada, że to z pewnością nie koniec zabawy. Czekamy na zdjęcia!

Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 5

  • 3
    ZADOWOLONY
  • 1
    ZASKOCZONY
  • 0
    POINFORMOWANY
  • 1
    OBOJĘTNY
  • 0
    SMUTNY
  • 0
    WKURZONY
  • 0
    BRAK SŁÓW

Komentarze (0)

dodaj komentarz
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    Nie ma jeszcze komentarzy...
do góry strony