
Są takie regiony w Europie, które dla caravaningowca są jak dobrze zaplanowana trasa. Wszystko się zgadza. Widoki, infrastruktura, klimat i… powody, żeby zjechać z głównej drogi. Andaluzja jest właśnie takim miejscem.
Na południu Hiszpanii tego samego dnia możesz zjeść śniadanie z widokiem na Atlantyk, a kolację – patrząc na ośnieżone szczyty Sierra Nevada. Po drodze zahaczyć o białe miasteczka, zgubić się w wąskich uliczkach i odnaleźć na parkingu z widokiem, którego nie powstydziłaby się żadna okładka magazynu podróżniczego. Andaluzję poznawaliśmy tak, jak lubimy najbardziej – domem na kołach.
W takich okolicznościach mieliśmy okazję przetestować Nową Grand Californię – to model na rok 2026, po liftingu, z kilkoma ciekawymi zmianami i w wersji, która szczególnie przyciąga wzrok.

Nowa Grand California dostępna jest od końcówki ubiegłego roku. Po kilku miesiącach od wprowadzenia zmian mogliśmy przetestować tego produkowanego w Polsce kampervana
Z centralnej Polski to około 3 tys. km trasy. Przyda się więc nie tylko długi urlop, ale też pojazd, który w podróży nie męczy. Do tego wrócimy.
Andaluzja nie daje się zamknąć w jednym zdaniu. To region kontrastów, które – trochę paradoksalnie – się uzupełniają. Stolica regionu, Sewilla, z monumentalną katedrą i niepowtarzalnym klimatem, rzymskie fundamenty i arabskie zdobienia. Europejska stolica wiatru i brama do Afryki, Tarifa, gdzie przy dobrej widoczności naprawdę widzisz Maroko. Wreszcie Sierra de Grazalema – góry dzikie, zielone i zaskakująco surowe jak na południe Hiszpanii. Tam zostaliśmy na noc. Do tego wybrzeże – raz dzikie i atlantyckie, raz łagodniejsze, śródziemnomorskie. I jeszcze coś, co z perspektywy caravaningu ma ogromne znaczenie: ogromna liczba miejscówek. Nie tylko kempingów (tych jest naprawdę dużo i często bardzo dobrze przygotowanych), ale też miejsc „po drodze” – punktów widokowych, parkingów przy plaży, leśnych zatoczek.
Podróżowaliśmy Nową Grand Californią. Nową, bo w drugiej połowie ubiegłego roku Volkswagen wprowadził tu kilka zmian. Prasowe spotkanie w Andaluzji pozwoliło nam się im przyjrzeć i je ocenić. Warto podkreślić, że ten kampervan w całości jest produkowany w Polsce, zarówno jego baza (Volkswagen Crafter), jak i zabudowa mieszkalna. Cieszy to, że nasz kraj jest też drugim rynkiem na świecie w rankingu sprzedaży tego pojazdu. Wyprzedzają nas tylko Niemcy. Nad Wisłą rocznie sprzedaje się około 100 samochodów.
Mamy tu dwulitrowego diesla o mocy 163 KM, współpracującego z ośmiobiegowym automatem. Komfort prowadzenia tego samochodu jest tym, co warto w pierwszej kolejności omówić. Płynna, niezauważalna dla kierowcy współpraca silnika ze skrzynią biegów, liczne systemy wspierające kierowcę (asystenci pasa ruchu, martwe pole, aktywny tempomat i wiele innych), wygodne, regulowane fotele w szoferce, duży ekran multimedialny – podróż w takich warunkach nie tylko nie męczy, ale wręcz motywuje do wydłużania, odkrywania, poszukiwań i aktywności. Dziennie spędzaliśmy w trasie ok. 10 godzin, aktywnie eksplorując region. Było naprawdę wygodnie!
Do naszej dyspozycji była wersja z napędem na cztery koła. Taki zestaw pozwala na śmielsze zjazdy z głównej drogi, mniej boimy się szutrowych dróg czy podmokłych terenów (których tu nie brakuje). Ale ważymy więcej. Napęd 4Motion to dodatkowe 130 kg masy pojazdu. Z tego powodu takie wersje Grand Californii dostępne są tylko dla kierowców z prawem jazdy kategorii C. DMC naszej testowej wersji to 3,88 t.
Samochód jest nieco cięższy, ale ma ten sam silnik, co pozostałe modele. Przy wyprzedzaniu pewnie przydałoby się kilka koni mechanicznych więcej, ale na dynamikę jazdy raczej nie będziemy narzekać. Pochwalić musimy spalanie – w zróżnicowanym terenie, przy silnych wiatrach 10,4 l to naprawdę fajny wynik.
Sześć metrów długości to w świecie kampervanów złoty środek. Wciąż możemy bez obaw wjechać do miasta, zaparkować, zawrócić bez planowania operacji logistycznej. Z drugiej – mamy pełnoprawną część mieszkalną. Ci, którzy chcą nieco więcej miejsca w części mieszkalnej kosztem mobilności, mogą wybrać wersję o długości 6,8 m. Trzeba pamiętać o wysokości – Grand California ma ponad 3 m – uwaga na gałęzie, a czasami też wiadukty. O parkingach podziemnych raczej nie myślimy.

Andaluzja jest niezwykle otwarta na caravaning – bezpłatne miejscówki z bezcennymi widokami

Wnętrze kampervana jest typowe dla tego segmentu, natomiast nowością jest kolorystyka. Blat kuchenny, stół czy podłoga mają teraz barwy Atami Bamboo

Z dużym ekranem, bez lewarka zmiany biegów czy hamulca ręcznego – jak w wysokiej klasy aucie osobowym. Komfort prowadzenia też zbliżony


Grand California to kampervan dla czterech osób. Tylne łóżko poprzeczne ma wymiary 193 × 136 cm, a górne w przedniej części 190 × 122 cm w najdłuższym punkcie


Nowości to także detale – czarny, składany kran czy siatki w, nadal niestety płytkich, szafkach nad sypialnią
Grand California to kampervan, który już w standardowej wersji oferuje wyposażenie, za które niejednokrotnie trzeba sporo dopłacić. Firma Volkswagen Samochody Dostawcze, która na polskim rynku zajmuje się dystrybucją tych pojazdów, na podstawie doświadczeń klientów stworzyła naszą krajową specyfikację. W standardzie, bez dopłat, mamy m.in. markizę, dwa składane krzesła i stół zewnętrzny czy górne łóżko w wersji 600. Oczywiście to w pełni wyposażony pojazd kempingowy – z toaletą i prysznicem, zbiornikami wody, ogrzewaniem w standardzie Truma Combi 6E (gaz + prąd). Wnętrzem zarządzamy poprzez nowy panel, z polskim menu, ale wybrane funkcje są też dostępne na ekranie w szoferce. Jest oczywiście także możliwość zarządzania poprzez aplikację California w telefonie.
Zmiany w Nowej Grand Californii to z pewnością nie rewolucja, ale detale nieco uprzyjemniające pobyt. Przede wszystkim wewnątrz jest przytulniej. Krytykowany wcześniej za nieco „szpitalny” charakter pojazd ma teraz nową kolorystykę blatu w kuchni, stołu oraz całej podłogi. Czarne detale (uchwyty w szafkach czy gniazdka) przy białych frontach mebli wyglądają elegancko. Jest nowy, wyższy, ale składany kran w kuchni, poprawiono mechanizmy szafek – łatwiej się otwierają, a we wnętrzu znajdujemy siatki zabezpieczające. Nic nie wypadnie, co jest praktyczne, bo szafki niestety trzeba upychać do granic możliwości. Nadal są bardzo płytkie.
Stolik, który montowany jest tuż za szoferką, można teraz zamontować także na zewnątrz pojazdu. Przewozimy go też w bagażniku. Znaleziono miejsce, dzięki czemu nie trzeba go już spinać pasami na łóżku jak dotychczas.
Sam układ pozostał oczywiście bez zmian. W tylnej części mamy łóżko poprzeczne (w wersji 6,8 m są to łóżka wzdłużne), w centralnej części łazienka, kuchnia i część dzienna, a nad kabiną drugie, dwuosobowe łóżko (w modelu wersji 600). Jego maksymalne obciążenie to 150 kg i choćby z tego powodu to rozwiązanie raczej dla dzieci. Nie jest szczególnie wygodne (mało miejsca pod sufitem), dobrej kondycji wymaga także samo wejście na tę „platformę”. To potwierdza, że jest to kampervan raczej dla pary (z górnego łóżka można zrezygnować) albo rodziny 2+1 lub 2+2. Z pewnością nie dla dwóch par dorosłych osób.

Do naszej dyspozycji był pojazd z napędem na cztery koła w wersji specjalnej Dune. Mamy tu niedostępny dla innych modeli kolor szary Ascot, czarny zderzak, okleiny dekoracyjne czy czarne 17-calowe felgi w standardzie. W tej wersji, minimalnie droższej, także wyposażenie standardowe jest już bogatsze


Montaż stolika na zewnątrz pojazdu to praktyczne rozwiązanie. Ten mebel przewozimy też w nowym, dedykowanym miejscu pod łóżkiem

Zaciemniające maty przydadzą się nie tylko podczas bardzo słonecznych dni, ale też na zimowych wyjazdach, bo mają właściwości termiczne
Po kilkudniowej wyprawie stwierdzamy, że największą zaletą Grand Californii jest to, że zachęca do ruchu. Z pewnością nie jest to pojazd „na parcelę”. To kamper w trasę, przejeżdżamy 200–300 km dziennie, zatrzymujemy się w nowym miejscu, jemy kolację z innym widokiem każdego dnia i nie czujemy zmęczenia. Samo wnętrze, nawet to odmienione, pozwala co prawda na zrealizowanie wszystkich życiowych potrzeb, ale nie jest przesadnie funkcjonalne czy wygodne. Bywa wymagająco, ale do kompromisów jesteśmy przecież w caravaningu przyzwyczajeni. Tu kompasy producenta zdecydowanie są nastawione na częste podróżowanie i zmiany miejscówek. I pod tym względem to jedna z najlepszych propozycji na rynku.
Andaluzja to jeden z tych kierunków, które idealnie pasują do caravaningu. Różnorodność, przestrzeń, infrastruktura i klimat sprawiają, że chce się jechać dalej. Grand California to bardzo dobrze przemyślane narzędzie do takich podróży. Nie udaje luksusowej, ale robi coś ważniejszego – daje swobodę. W caravaningu to waluta, która zawsze ma najwyższy kurs.
A skoro o walutach mowa – ceny Nowej Grand Californii zaczynają się od 318 tys. zł netto.
Zobacz naszą filmową relację z wyjazdu, gdzie oprócz kampervana pokazujemy też liczne miejscówki w Andaluzji warte uwagi
Tekst: Piotr Łukaszewicz, Robert Tadaj
Zdjęcia: P. Łukaszewicz, I. Barenschee
Artykuł pochodzi z numeru 2 (128) 2026 r. magazynu „Polski Caravaning”.
Chcesz być na bieżąco? Zamów prenumeratę – teraz jeszcze taniej i szybciej.