
Blisko 400 maszyn wyprodukowanych w krajach socjalistycznych wyruszyło w ekstremalny rajd. Pośród leciwych fiatów, skód, żuków, nys, polonezów, ład, trabantów, a nawet warszaw znalazło się kilka załóg z „domami na kołach”.
Prócz zestawów z przyczepą N126 trasę o długości 1500 km pokonuje też kamper z Czech.
Złombol 2015 wyruszył w sobotę, 15 sierpnia spod katowickiego Spodka. Zwariowany rajd leciwych aut to nie tylko przygoda, ale też finansowa pomoc dla podopiecznych z domów dziecka. Zgodnie z regulaminem na starcie rajdu Złombol mogą pojawić się tylko auta produkcji dawnego bloku wschodniego. Każda z załóg ma za zadanie pozyskać od darczyńców minimum 1500 złotych, które wpłacą na konto akcji charytatywnej. Koszty samej wyprawy finansują uczestnicy.
Tym razem trasa wiedzie przez Czechy, Szwajcarię, Lichtenstein i Austrię, a finał zaplanowano we Włoszech. Niewątpliwie najbardziej wymagającym punktem podróży będzie Passo dello Stelvio, najwyższa przejezdna przełęcz we włoskich Alpach Wschodnich. Załogi będą jechać krętą drogą, jedną z najpiękniejszych i najtrudniejszych w Europie. Na najwyższą przejezdną przełęcz w Alpach Wschodnich pojechały w tym roku nie tylko ekipy z przyczepami kempingowymi, ale i leciwy kamper! Na pokładzie pełen komfort – lodówka, kuchenka, a nawet mikrofalówka.
- Kampera kupiliśmy rzutem na taśmę na kilka dni przed starem rajdu w Katowicach, więc jedziemy na czeskich rejestracjach. Jesteśmy nowicjuszami tak w imprezie, jak w roli podróżujących kamperem –