
Dobiegają końca prace przy podnoszeniu dachu. Kolejny etap: zawieźć samochód do blacharza.
07.07.2015
Nadal pracujemy nad dachem. Podczas prac okazało się, że musieliśmy zmienić plan podnoszenia dachu z powodu powstających naprężeń, których chcieliśmy uniknąć.
Musieliśmy więc uciąć dach na innej wysokości, a powstałą lukę zapełnić szerszym kawałkiem dibondu. Dzięki temu zabiegowi uniknęliśmy naprężeń oraz zachowaliśmy ładny kąt nachylenia dachu po bokach. Wygląda on teraz estetycznie. Szeroki pas dibondu docięliśmy na wysokość dachu i całość pokleiliśmy z tym, co zostało po starym dachu specjalną czarną masą klejąco-uszczelniającą, zaś lukę u góry i narożniki wyprowadzaliśmy matą szklaną z żywicą poliestrową. Od środka dach jest wzmocniony dodatkową warstwą dibondu i aluminiowymi wspornikami. Po nakładaniu maty szklanej i żywicy, następne prace związane będą ze szpachlowaniem i wygładzaniem.
Mimo że samo podnoszenie dachu zajmuje nam o wiele więcej czasu niż przypuszczaliśmy, to nie poddajemy się i pocieszamy faktem, iż wnętrze będziemy mogli budować od rana do wieczora, jako że deszcz nam już nie będzie się do środka przedostawał. Z tego miejsca chcielibyśmy specjalnie podziękować firmie DEMA, od której dostaliśmy zlew oraz inne elementy do zabudowy kamperowej. Dziękujemy również panu mechanikowi, Zenonowi Budzyńskiemu, który dokonał przeglądu i poprawek mechanicznych samochodu.
Film: