artykuły

podrozePODRÓŻE
ReklamaBilbord Ubezpieczenia
Van life na pustyni
Van life na pustyni

Maroko, co warto wiedzieć przed podróżą?

Czas czytania 9 minut

Nasza podróż do Maroka dobiegła końca. Jesteśmy z powrotem w dobrze znanej Portugalii, a 3 miesiące spędzone w Afryce są już wspomnieniem, doświadczeniem na tyle silnie odciśniętym w naszych umysłach, że w rozmowach i opowieściach ciągle wracamy do marokańskich przygód. Są to historie pełne kontrastów, radości i wyzwań. Dziś przybliżę te, które – mam nadzieję – ułatwią podróż przez ten niesamowity kraj.

Bez wątpienia była to najbardziej wymagająca podróż, która poddała testom naszą cierpliwość. Od samego początku frustrował nas wszechobecny brak podanych cen w sklepach. Nie wiedzieliśmy jeszcze, ile powinien kosztować dany produkt, w związku z czym nie byliśmy świadomi, czy sprzedawca podaje nam cenę normalną, czy „turystyczną”. Dodatkowo wiele osób mówiło, że w sklepach należy się targować, a niestety my nie jesteśmy w tym najlepsi. Całość utrudniał brak wspólnego języka – w kontaktach z Europejczykami Marokańczycy najczęściej używają francuskiego, którego nie znaliśmy. To wszystko powodowało ciągłe zamartwianie się, czy czasem nie przepłacamy, czy nie jesteśmy oszukiwani. Dlatego przez pierwszy miesiąc bardzo rzadko kupowaliśmy w lokalnych sklepach oraz na soukach, jak nazywane są bazary.
Z czasem przywykliśmy. Przede wszystkim postanowiliśmy nie przejmować się tak bardzo cenami – nawet jeśli płaciliśmy więcej niż lokalni mieszkańcy, to wciąż było to mniej niż np. w Portugalii. Nauczyliśmy się też kilku podstawowych zwrotów po francusku i arabsku, co pozwalało nawiązać prostą rozmowę. W końcu zaczęliśmy zabierać wszędzie notatnik z długopisem i podczas większych zakupów ustalaliśmy cenę, pisząc. Okazało się też, że targowanie jest nieodłącznym elementem nabywania przedmiotów domowych czy pamiątek. Produkty spożywcze po prostu się kupuje, chyba że, znając ceny, widzimy, że ktoś ewidentnie próbuje nas naciągnąć, wtedy możemy się potargować, wykazując się znajomością lokalnych realiów. Doświadczenie z czasem obrodziło w pewność siebie. Ostatecznie wyszło nam to na dobre – z upływającym czasem zdążyliśmy zorientować się w cenach, przyjrzeć się pięknym, ręcznie wyrabianym przedmiotom i zastanowić się, które naprawdę chcemy przywieźć jako pamiątkę. Wam również polecam ten sposób – nie warto kupować pamiątek zaraz po przybyciu do Maroka.

ReklamaMaroko, co warto wiedzieć przed podróżą? 1
Kwestię cen opisałam tak dokładnie, ponieważ kryje się w niej odpowiedź na pytanie, dlaczego spędziliśmy tam 3 miesiące. Do Maroka i afrykańskiej rzeczywistości trzeba się przyzwyczaić. Na początku po prostu oglądać, poznawać i starać się odpuścić myślenie, że jest tam biedniej czy gorzej niż w Europie. Otwarta głowa i brak uprzedzeń ułatwią to, co zadziała z czasem – w końcu zaczniemy bardziej rozumieć marokańską rzeczywistość. I kto wie, może – tak jak ja – zakochacie się w niej?

Maroko, co warto wiedzieć przed podróżą? 2
Błękitny dom w Chefchaouen

Maroko to ludzie

Marokańskie społeczeństwo kieruje się obcymi dla nas – Europejczyków – zasadami, na których czoło wysuwają się: religia – islam, wpływy kultury rdzennych mieszkańców Maroka – Berberów, nazywających się Amazigh (tłum. „ludzie wolni”), oraz kultury arabskiej. To wszystko powoduje, że początkowo możemy czuć się niepewnie, jednak po pewnym czasie na pewno doświadczycie, że są to bardzo otwarci, gościnni, życzliwi i ciekawi innych kultur ludzie. Oto kilka sytuacji, które po pierwszym miesiącu przestały nas dziwić.
Po wyjeździe z Casablanki udaliśmy się na południe i wjechaliśmy w tereny wiejskie, a tam zaczęło się coś, czego nie doświadczyliśmy w żadnym innym kraju: mijani po drodze mieszkańcy zaczęli nas pozdrawiać! Czasem skinieniem głowy, innym razem coś krzycząc, machając dłonią czy przykładając ją do serca na znak szacunku. Najbardziej rozentuzjazmowane na widok vana były dzieciaki, a ich okrzyki „bonjour madame, bonjour monsieur” słyszeliśmy długo po tym, jak je minęliśmy.

ReklamaŚT2 - motorshow 06.02-07.04
Pewnego dnia jechaliśmy po wybrzeżu piaskową drogą i nasz van się zakopał. Byliśmy na uboczu, z dala od miast, dlatego zadzwoniliśmy po pomoc do naszych przyjaciół – Moniki i Pawła z Terasfery. Nie zdążyli jednak przyjechać z odsieczą, ponieważ tą drogą jechali na skuterach dwaj mężczyźni, którzy po prostu zatrzymali się, podeszli do vana i zaczęli nam pomagać robić podkop oraz znosić kamienie pod koło. We trójkę wypychaliśmy vana i wkrótce byliśmy znowu w drodze.
To, co najbardziej nas zaskoczyło, to fakt, że nawet na największym odludziu – nieważne, czy to pustynia, odległa plaża, czy las – zawsze pojawiał się przy naszym vanie jakiś lokals. Po krótkiej rozmowie w końcu padał z jego strony zwrot: „Marhaba” (tłum. „witajcie”). Bo przyjęcie gości oraz pomoc innym są bardzo ważne w świecie islamu. Są wręcz nakazane, dlatego może zdarzyć się, że dostaniecie zaproszenie do domu, na posiłek i na nocleg. W takim przypadku pani domu dopilnuje, byście byli ugoszczeni po królewsku.
Jednak nie będę ukrywać, że dla lokalnej społeczności turyści to możliwość zarobku i jest to często odczuwalne. Łączą się z tym dwie kwestie. Po pierwsze, turyście przysłowiowy włos z głowy spaść nie może. Z tego powodu nie raz spotkacie się z prośbą o przeparkowanie kampera z miejsc „niebezpiecznych” – daję to słowo w cudzysłów, ponieważ nie wydaje mi się, żeby faktycznie za każdym razem czyhało tam zagrożenie; jednak miejscowi wolą dmuchać na zimne. Ze względów bezpieczeństwa na drogach zobaczycie też dużo kontroli policji, które prawie zawsze omijają samochody na zagranicznych blachach. Ale jeśli spotka was kontrola, jest spore prawdopodobieństwo, że będzie chciała „wymusić” mandat. Zdarzyło się, że funkcjonariusz oskarżył nas o wyprzedzanie na linii ciągłej, co nie miało miejsca. Nie przyjęliśmy go i pewni siebie tłumaczyliśmy, że zdarzenie, o którym mówi, nie miało miejsca. W końcu policjant zrezygnował i pozwolił nam jechać dalej bez płacenia kary. Podobną postawę spotkacie również u sprzedawców pamiątek, którzy zawsze będą wam podawać zawyżoną cenę. Na dzień dobry możecie zbijać ją o połowę, dodatkowo polecam nigdy nie pokazywać, że zależy wam na danym produkcie. Reszty technik targowania nauczycie się już sami, w praktyce.

Maroko, co warto wiedzieć przed podróżą? 4
Słynna kręta trasa w wąwozie Dades

Co warto zobaczyć w Maroku?

Ten kraj ma do zaoferowania naprawdę mnóstwo atrakcji i bardzo zróżnicowanych krajobrazów. Przede wszystkim długie oceaniczne wybrzeże, gdzie można się opalać, pływać, surfować, latać na kitach, wybrać się na rejs łódką czy łowić ryby. Naszym ulubionym kurortem została Essaouira, miasto wiatrów, znane również jako mekka hippisów. Dziś jest to miasteczko z leniwą atmosferą, o pięknej architekturze. Natomiast moim prywatnym numerem jeden na wybrzeżu stała się mała miejscowość Imsouane, która ma niesamowity klimat i dwa świetne spoty surferskie, dlatego polecam je szczególnie miłośnikom surfingu czy sportów wodnych.
Spośród dużych miast największe wrażenie wywarły na nas Marrakesz i Fez. Nie polecam jednak w pierwszej kolejności wybierać się do Marrakeszu, wcześniej najlepiej jest oswoić się z codziennością Maroka. Gdy już odwiedzicie to miasto, warto sprawdzić, czy przypadkiem Kasia, którą znajdziecie na Instagramie pod nazwą @U_mnie_w_Marrakeszu, nie organizuje w tym czasie wycieczki po mieście. Jest to Polka, która od 12 lat mieszka w „czerwonym mieście”, żyje z marokańską rodziną w tradycyjnej dzielnicy – zna to miasto od kuchni i pięknie o nim opowiada. Przed wyjazdem warto również przeczytać książkę jej autorstwa: Maroko. U mnie w Marrakeszu.
Mniejszym miasteczkiem, w którym bardzo dobrze się czuliśmy, było Chefchaouen, znane jako „niebieskie miasto”. Położone w górach Riff, na wzgórzu, pełne turkusowych i kobaltowych ścian, gdzie życie płynie w swoim własnym tempie. Owszem, natkniecie się tu na sporo turystów, jednak wystarczy zejść z głównej drogi, aby zaznać spokoju. Tutaj również spotkacie górali, wspomnianą wcześniej ludność Amazigh, którzy przyjeżdżają na lokalny souk.
Naszym ulubionym miejscem w całym Maroku okazała się być pustynia, a właściwie wielka wydma, nazywana Erg Chebbi. Tereny wokół również są pustynne, pokryte kamieniami, szarym pyłem, jednak Erg Chebbi to najprawdziwsze złote piaski Sahary. Ten rejon zachwycił nas widokami, jakich nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy. Pustynia to też miejsce, gdzie nie brakuje atrakcji: można zjeżdżać z wydm na desce sandboardowej, quadami, samochodami 4×4, buggy lub spędzić noc w namiocie w berberskiej wiosce.
W tych okolicach znajdują się też wąwozy: Dades i Todra, kaniony z bardzo wysokimi ścianami oraz ciekawymi formacjami skalnymi nazywanymi Monkey Fingers. Warto się tamtędy przejechać, zjeżdżając po słynnej trasie pełnej ostrych zakrętów. Polecam wam również zejść do doliny rzeki i przejść się ścieżkami oazy. To zaskakujące, jak bardzo różnią się od siebie przestrzenie oddalone tylko kilkudziesięcioma metrami wysokości.

Maroko, co warto wiedzieć przed podróżą? 5
Zakupy na souku w Marrakeszu

KampeRADY

  • Na szczęście w Maroku są też supermarkety – Carrefour i Marjane – z dużym wyborem produktów i podanymi cenami. Jest trochę drożej niż na soukach, ale można płacić kartą. W marketach znajdziecie też oddzielne pomieszczenia z alkoholem, zwane „cave”. 
  • Ze znalezieniem stacji benzynowej nie mieliśmy nigdy problemu. Pamiętajcie jednak, że w większości nie można płacić kartą. Tak jest właściwie poza wszystkimi dużymi miastami, dlatego zawsze należy mieć przy sobie gotówkę.
  • W Maroku nie ma stacji LPG, nigdzie nie zatankujemy gazu do własnej butli czy gaz tanku. Można jednak kupić lokalne butle gazowe, które mają gwinty takie jak polskie.
  • Serwis kampera bywa wyzwaniem. Nie ma typowych stacji przeznaczonych na zrzut nieczystości i zatankowanie czystej wody. Możemy to zrobić na kempingach albo radzić sobie na własną rękę. Kasetę zdarzało nam się opróżniać w publicznych toaletach, np. przy bazarze albo na stacji benzynowej. Szarą wodę spuszczaliśmy na myjni samochodowej lub w ziemię (z daleka od zbiorników wodnych), ponieważ stosujemy naturalne kosmetyki. Czystą wodę można napełnić na stacjach benzynowych – tam, gdzie są myjnie samochodowe. Poza miastami, przy drodze, można znaleźć kraniki, z których wodę czerpią lokalni mieszkańcy. Takie miejsca są zaznaczone w aplikacji P4N.

Artykuł pochodzi z numeru 3 (111) 2023 r. magazynu „Polski Caravaning”.

Chcesz być na bieżąco? Zamów prenumeratę – teraz jeszcze taniej i szybciej.


Administrator24.07.2023
Obserwuj nas na Google News Obserwuj nas na Google News