OBLICZA CARAVANINGU

6 miesięcy temu  08.03.2018, ~ Bartłomiej Ryś   

fot. Bartłomiej Ryś

8 marca to dzień wyjątkowy dla każdej kobiety. To również świetna okazja ku temu, aby dowiedzieć się, czy Panie tak samo kochają kampery i przyczepy kempingowe, jak Panowie. Już kilka dni temu na naszej facebookowej grupie szukaliśmy chętnych przedstawiciel płci pięknej po to, by odpowiedziały nam na kilka ważnych pytań. Poniżej przedstawiamy rezultaty tej „mini-ankiety”.

Drogie Panie, nie oszukujmy się. W stwierdzeniu „facet to świnia” możemy się doszukać tak zwanego „drugiego dna”. Nie chodzi tutaj wyłącznie o stosunki damsko-męskie, ale też o takie pojęcia jak „higiena” czy „porządki”. Facet najprawdopodobniej nie zrobi dużego „hałasu” o to, że położy się spać bez wieczornego prysznica albo o to, że skarpetki wylądowały obok kanapy a nie w koszu do prania. Mężczyźni mają większą „odporność” na (nazwijmy to w prosty sposób) brud.

A prawda jest taka, że caravaning to pewne wyrzeczenia. Doskonale wiemy, że stosunkowo ciężko utrzymać porządek w kamperze (zwłaszcza, kiedy stacjonujemy gdzieś w okresie jesienno-zimowym) i z pewnością nie jest to hotel, w którym po nas ktoś posprząta. Musimy się liczyć również z tym, że trzeba oszczędnie gospodarować wodą i dobrze się przygotować do zimowego wyjazdu - kilka chwil wystarczy, by z kranów (oraz prysznica!) przestała lecieć nie tylko ciepła woda, ale woda… w ogóle. Wówczas (jak to mówią doświadczeni w bojach caravaningowcy) „trzeba sobie radzić”.

Wielokrotnie słyszeliśmy historie na temat podróży caravaningowych. Niektóre nie mają „happy endu”. Jeden z mężczyzn, którego udało nam się poznać na którymś z kolei zlocie, opowiadał, że rozstał się z żoną, ponieważ ta w pewnym momencie stwierdziła, że ma dość podróży kamperem. Inny natomiast dodał, że do dziś podróżuje sam, bo żona nie jest zainteresowana taką formą wypoczynku. Spójrzmy chociażby na ilość Pań w stosunku do Panów na minionym, zimowym zlocie Camp&Ski. 

Czy naprawdę jest tak źle? Postanowiliśmy zapytać o to same zainteresowane. Pytaliśmy o ich punkt widzenia na caravaning, problemy związane z higieną i czystością np. w „te dni”, problemy związane z infrastrukturą na kempingach. Oto opinie, które udało nam się zgromadzić. Z założenia była to ankieta anonimowa, więc nie przedstawiamy żadnych danych osób, które zgodziły się wypowiedzieć. 

K., posiadaczka własnego kampera z łazienką

Łazienki na polskich kempingach to w większości dramat. Małe, zaniedbane, nadal często z ciepłą wodą tylko w określonych godzinach. Papier toaletowy, papier do rąk, mydło w podajnikach, suszarki do włosów jak na basenach to konieczność, ale w sferze marzeń. Fatalny stan techniczny sanitariatów to  często nie tylko zaniedbania zarządzających ale i chamstwa używających. Nie chcę wyjść na potwora, ale dla mnie ogromnym problemem na kempingach są dzieci. Łazienki damskie zawsze są okupowane przez matki z potomstwem obojga płci. Nawet 10-letni chłopcy są zabierani do WC czy pod prysznice z matkami: to jest koszmar. Moja 11-letnia córka oczywiście chodziła sama ale kiedy zobaczyłam, że chłopcy puszczeni luzem odchylają  zasłony prysznicowe bez żadnej uwagi swojej matki, zaczęłam pilnować prawa do intymności swojego dziecka. Kemping w Dźwirzynie, Stegnie, Mrzeżynie serwuje takie atrakcje co roku... Uczciwe zaznaczam, że głównie znam sytuację w okresie wakacji lub długich atrakcyjnych weekendów. Być może, jak jest mniej ludzi, to może jakoś te dzieci są ogarnięte. Może np. zainwestowanie w kabiny zamykane jak na Wikingu czy w Niedzicy (chociaż tam jest woda na automat 2 zł a recepcja nie wymienia pieniędzy na żetony. Szczęka mi tam spadła, przyznaję.) rozwiązałaby problem. W Bąkowie jest prehistoryczny sanitariat, gdzie wiatr hula po łbach i nogach, ale tam byłam raz a poza tym Pan Kierownik cudowny, więc wybaczam. W Kudowie jest najgorsze zaplecze jakie widziałam. Przywodzi na myśl miejsca kaźni ubeckie, na podłogach drewniane spleśniałe kratki i ciepła woda tylko przez 30 minut dziennie…

Ja jestem osobą niepełnosprawną, kiedy jedziemy na kemping w czasie mojej kolejnej chemioterapii, korzystam ze swojej łazienki w kamperze. Na niektórych kempingach mam dostęp do WC dla niepełnosprawnych.. Jako osoba dorosła daję radę, ale moja córka (obecnie 15-letnia) często odmawia uczestnictwa w naszych weekendowych wyprawach głównie przez kempingowe dramaty łazienkowe. 

Dla mnie jeszcze dodatkowo jest problemem mała ilość przyłączy z wodą na kempingu. Jeżeli zostaje sama, to noszenie wody w kanistrze u mnie odpada. Mąż się szarpie, ja nie mogę. Również kiepsko zorganizowane części socjalne czyli zmywanie czy pralnie. Mało jest kempingów dobrze zaprojektowanych. 

Generalnie jak teraz zaczęłam się zastanawiać dla Pana nad tym problemem to dla mnie na pierwsze miejsce wysuwają się ludzie: brudasy, dewastatorzy, niewychowani. A o zachowaniach niektórych upiornych matek i ich  strasznych dzieci na kempingu to bym mogła książkę napisać. 

K., 10 lat w caravaningu

Moja przygoda z caravaningiem zaczęła się stosunkowo niedawno, bo jakieś 10 lat temu. Podróżujemy we dwójkę. Pierwszą przyczepą była mała 385 Chateu de lux, bez łazienki z mała kuchnią, przedsionek był tylko letni, jakieś mebelki do posiedzenia - żaden wypas, ale za to pierwsza podroż odbyła się do Włoch - taki rzut na głęboką wodę. Dotarliśmy na miejsce po 20h ciągłej jazdy z małymi przerwami na siku, w nocy po ciemku ustawiliśmy przyczepę, oczywiście pierwszy szok, że wszyscy wokół rzucili się do pomocy. Z radzeniem sobie w codziennym życiu raczej nie ma większego problemu, jeśli staje się na kempingach z dobrym zapleczem sanitarnym. Zrobić pranie, pozmywać, iść do toalety czy to jakiś problem? Zawsze znajdzie się miejsce na takie sprawy.

Po pierwszym wypadzie tak udanym i zasmakowaniu życia na kolkach, nie wyobrażaliśmy sobie juz innego spędzania urlopu. Jeśli jest miejsce, gdzie można dojechać na kółkach, to jedziemy tam zawsze z przyczepa. Teraz, po kilku latach i po kilku tysiącach kilometrów, również po zmianie przyczepy na dużo większą, lepiej wyposażoną: w łazienkę, prysznic, toaletę i sporą kuchnię, pełny przedsionek, dodatkowo zaopatrzenie się w ekstra gadżety takie jak stoły, krzesła, kuchnie zewnętrzna itp… tym bardziej nie wyobrażam sobie choć kilku dni spędzonych na urlopie w przyczepie - to taki drugi (trochę mniejszy) dom. Jest tam wszystko, czego kobieta na wypadzie moze potrzebować do życia i nie widzę tu jakichś większych potrzeb od faceta. Co, że na siku w krzaki nie pójdę? Pójdę jak musze :D Mam wszystko, co moze być mi potrzebne w takim życiu i, tak szczerze mówiąc, jeśli kiedykolwiek musiałabym w niej mieszkać na stale, to byłabym bardzo szczęśliwa, moze bym ciasta nie upiekła (chociaż to też możliwe bo czy jest coś, czego w obecnych czasach nie można mieć nawet w przyczepie lub kamperze?).

Myślę, ze jedynie my same możemy siebie ograniczać, swoją postawą, swoimi własnymi potrzebami i wymaganiami. Jasne jest, że nie każda kobieta czuje się dobrze w "takich" warunkach, bo np nie ma wanny a ona musi mieć wannę - to jest kwestia wymagań i nastawienia na świat. Tylko, że kobiety typu LEŻĘ I PACHNĘ nigdy nie kupią sobie przyczepy czy kampera. Ja nie rozumiem takiego podejścia, ja mam inne. Ja wolę pojechać gdzieś niż leżeć nad basenem w wypasionym hotelu gdzie kelner przynosi mi drinki - mnie to nudzi. Ja lubię smak przygody, długą podroż, na którą czeka się cały rok i ten moment kiedy dojeżdżasz na miejsce, pierwszy oddech powietrzem po podróży i ten stan wyluzowania :D Kiedy już rozłożysz przedsionek, poustawiasz meble, wypakujesz ciuchy i żarcie, usiądziesz wygodnie na leżaku z ulubioną książką przed przyczepą, weźmiesz głęboki oddech i drinka do ręki i spuścisz powietrze - jak cudownie! Wtedy wszystko inne schodzi na drugi plan, nieważne, że do toalety mam 100m i pod prysznic albo że własną muszę opróżnić. Ważne jest samo poczucie WOLNOŚCI, które daje Ci przyczepa, wolności której nie poczujesz nigdzie indziej.

E. 

Jestem zdania, że jak kobieta lubi ten rodzaj wypoczynku to i poradzi sobie nawet z tymi "gorszymi dniami”. Ja nie mam wielu wymagań, nic się nie dzieje jak pod paznokciami mam brud i uwalone dłonie np. od zmiany koła w samochodzie. Nie ma dla mnie problemu jak jest zimna woda pod prysznicem. Rano potrzebuję z 10 min (umycie zębów, ubranie się i delikatny makijaż). Myślę, że to jest kwestia osobowości. Typowa blondynka z tipsami i tzw "zrobiona" w życiu nie zdecyduje się na taki wypad. To coś trzeba kochać. My w tym roku będziemy pierwszy raz ciągnąć domek, wcześniej jeździliśmy pod namiot. Co mnie do tego ciągnie: jest klimat, czego nie było gdy jechaliśmy na pokoje czy apartamenty, do tego nie trzeba mieć rezerwacji. Na camping wyjeżdża i wraca się kiedy chce, nie ma ciśnienia wyjazdu jeśli pogoda nie dopisuje lub odwrotnie, można przedłużyć pobyt lub pojechać w inne miejsce. 

Jak wyżej pisałam, od tego roku wyruszamy swoją przyczepą, więc radość jest mega bo to własny domek, własne przybory kuchenne, pościel, poduszki itp. Dla mnie dodatkowa frajda bo wyposażę wnętrze po swojemu. No i oczywiście lodówka pod ręką!

Co ważne, zawsze pola namiotowe są przy plaży, jeziorach i to jest piękne.

A., nowicjuszka, pierwszy wypad w ubiegłym roku

Urzekła mnie ta forma wypoczynku. Jadąc przyczepą jesteś gdzie chcesz i ile czasu chcesz. Jeśli nie podoba Ci się w jednym miejscu, jedziesz gdzie indziej. Komfortem jest też to, że pod ręką masz wszystkie swoje rzeczy np. pościel, łóżko, naczynia itd. Piękne jest to, że nawiązujesz nowe znajomości. Ludzie się razem integrują. Nie mogę powiedzieć, że mam jakiś problem z „tymi" dniami, gdyż mamy mega prysznic, wodę ciepłą, więc wszystko jest ok. Brakuje mi natomiast jakiś mapek, wskazówek, gdzie są pola kempingowe w danym województwie.

M., kilka wypadów w przeciągu roku

Kamperem jeździmy kilka razy w przeciągu roku, w różnych porach roku. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy zaczyna brakować wody w zbiorniku. Na szczęście, coraz więcej w Polsce jest punktów, gdzie można ją w szybki (i darmowy) sposób zatankować, więc można to zrobić przy okazji przemieszczania się z miejsca na miejsce. Były jednak sytuacje, gdzie wodę czerpaliśmy ze strumyka a następnie wlewaliśmy do zbiornika - bywa i tak. Na szczęście to wszystko powoduje, że człowiek się nie nudzi, jest aktywny, działa i dzięki temu każdy taki wypoczynek pozostaje w naszej pamięci na długo.

Problemem mogą być również długie włosy. Trzeba je częściej umyć niż krótkie (a takie zazwyczaj są u mężczyzn), trzeba również uważać na to, aby pojedyncze „kłaczki” nie wplątały się w odpływ i nie zapchały go. To jednak nie jest problem wyłącznie w kamperze - przecież w domu może się stać dokładnie to samo :) 

Ogólnie podsumowując: główną zasadą dla kobiet w moim przekonaniu jest woda. Jeżeli jej nie ma, to nie sądzę, by któraś z Pań długo wytrzymała. 

Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 20

  • 15
    ZADOWOLONY
  • 1
    ZASKOCZONY
  • 0
    POINFORMOWANY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 1
    SMUTNY
  • 3
    WKURZONY
  • 0
    BRAK SŁÓW

Komentarze (1)

dodaj komentarz
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
  • ~ Zadowolona:))) 1 6 miesięcy temu Jezdżę z rodziną kamperem latem na wakacje i czasem zimą na narty. Mam w kamperze suszarkę i prostownicę do wlosów. Robię w srodku manicure i pedicure. Nawet zdarzylo mi się farbować wlosy na kempingu. Nie jestem zaniedbana i nie mam brudu za paznokciami. Jesli kemping ma kiepskie warunki sanitarne to po prostu na nim nie zostajemy. Nie przeszkadzają mi biegajace w lazience dzieci (nawet chlopcy w damskiej:). Na plazach jest wiecej golasów niż tam. Draznią mnie wlasciciele psów, którzy puszczają je bez smyczy oraz pozwalaja aby zalatwialy się na terenie kempingu.
    oceń komentarz zgłoś do moderacji
do góry strony