artykuły

aktualnosciAKTUALNOŚCI
ReklamaBilbord Ubezpieczenia

Problem: kradzieże

Czas czytania 5 minut
Problem: kradzieże

W jakim kraju najczęściej zdarzają się caravaningowcom? Wbrew podejrzeniom niektórych Czytelników – nie w Polsce. O swoich doświadczeniach i spostrzeżeniach na ten temat opowiedział nam Jan Tłok, członek Camper Club Poland.

Mówi się, że to w Polsce jest niebezpiecznie i często zdarzają się kradzieże. Muszę powiedzieć, że w kraju żadne przykre zdarzenia mnie nie spotkały. Natomiast najbardziej niebezpiecznie jest na południu Europy: szczególnie w południowej Francji i południowych Włoszech (od Rzymu włącznie). Niemalże zawsze podczas wyjazdu w te rejony nasz kamper zostaje otwarty, tzn. ma miejsce próba kradzieży pojazdu lub jego okradzenia. Jesteśmy na szczęście na tyle przezorni, że opuszczając kamper zawsze zabieramy ze sobą dokumenty i pieniądze. Wszystkiego wziąć jednak nie sposób, dlatego pewne cenne rzeczy zostają, np. sprzęt elektroniczny. Ku przestrodze chciałbym powiedzieć: nie wolno we Francji czy Włoszech zostawiać kampera na ulicy czy na kempingach niestrzeżonych – nawet na krótko.

Południowe Włochy
Jechaliśmy wtedy na targi do Mediolanu. Było to jeszcze przed sezonem, w kwietniu. Na południu Włoch, na półwyspie Gargano, postanowiliśmy stanąć w miejscowości Pesici i zwiedzić okolicę. Podjechaliśmy do miejsca, gdzie droga biegła tuż przy plaży. Zaparkowaliśmy w miejscu, gdzie do morza było może dwieście metrów. Wokół nie było nikogo, zupełnie pusto. Z plaży wyjeżdżał tylko jeden samochód z parą młodych ludzi. Poszliśmy zobaczyć morze i zrobić kilka zdjęć. Nie było nas może dziesięć, może piętnaście minut, a kampera widzieliśmy cały czas. Gdy wróciliśmy do pojazdu, okazało się, że ci młodzi ludzie próbowali nas okraść... Zajechali z drugiej strony kampera i wyważyli okno. Nie zdążyli zabrać dokumentów, pieniędzy, kart kredytowych (które zawsze ze sobą zabieramy, ale w tym momencie nie widzieliśmy takiej potrzeby – przecież wysiedliśmy tylko na chwilę!). Nie zdążyli, bo musieli nas obserwować i widzieć, że już wracamy do pojazdu. To zdarzenie świadczy o skali zjawiska. Nikt przecież za nami nie jechał, nie śledził – po prostu pierwszy napotkany chłopak z dziewczyną stwierdzili, że nas okradną, bo wysiadamy z kampera bez bagaży. W samym Rzymie, wracając z pogrzebu Jana Pawła II, zatrzymaliśmy się tuż przy Watykanie, by kupić pamiątki. Gdy wróciliśmy dosłownie po kilku minutach, kamper był otwarty – znowu ktoś próbowal nas okraść.

ReklamaŚT - biholiday 06.03-30.06 Sebastian

Na śpiocha
Jadąc dwa lata wcześniej do Hiszpanii, zatrzymaliśmy się na nocleg tuż przed jej granicą, w miejscowości Perpignian we Francji. Gdy żona, która kładzie się spać wcześniej ode mnie, już spała, zapukał do mnie Niemiec, który stanął obok swoim kamperem-busem. Ostrzegł mnie przed noclegiem w tym miejscu, bo podobno jest niebezpiecznie i okradają pojazdy. Zlekceważyłem jednak jego przestrogę. Po kilku minutach zaczął zresztą padać silny deszcz, co jeszcze bardziej uśpiło moją czujność: komu by się chciało chodzić w taką pogodę? Mieliśmy wtedy kampera z alkową. Koło trzeciej w nocy coś mnie obudziło i widzę, że drabinka od alkowy jest odstawiona, firanka odsłonięta, a drzwi od szoferki uchylone. Szybko wstaliśmy, by sprawdzić, czy wszystko jest. Okazało się, że brakuje tylko... moich spodni. Spodnie znalazłem po chwili na zewnątrz kampera, jeszcze nie zdążyły zmoknąć. Poprzednio leżały na fotelu pasażera i złodziej pewnie myślał, że są w nich dokumenty i pieniądze. My jednak – na szczęście – chowamy te rzeczy w różnych miejscach w środku, tak, że czasami sami nie możemy znaleźć... To zdarzenie świadczy jednak o bezczelności złodziei, którym często udaje się kradzież „na śpiocha”. W Polsce takich zdarzeń nie ma.

Stereotypy
W Polsce nic takiego nas nie spotkało. W Chorwacji koczowaliśmy nieraz na dziko i też nie było żadnych prób kradzieży. Podobnie w Niemczech, Danii, Portugalii. Natomiast we Francji i Włoszech nie jest pod tym względem bezpiecznie. Jako ciekawostkę powiem, że w ramach prowadzenia interesów mam kontakty biznesowe z włoskimi kontrahentami. Gdy poruszam temat kradzieży w ich kraju, próbują mi tłumaczyć, że to nie Włosi okradają, lecz Albańczycy, Marokańczycy czy inni przyjezdni. To nieprawda. Dowodzi tego też kolejna „przygoda”.

ReklamaProblem: kradzieże 2
Problem: kradzieże 3



Arleta i Jan Tłokowie na zlocie Camper Club Poland.

Wyjeżdżając z Gargano, zatrzymaliśmy się na parkingu przy budowanej stacji benzynowej przy autostradzie. Zawsze, gdy zatrzymujemy się na nocleg, lubię obejść pojazd i zobaczyć, kto jest moim sąsiadem, z kim mam do czynienia. Stacja była ogrodzona płotem, i widzę, że przez ten płot jacyś ludzie wynoszą (kradną) cement. Poczułem się dziwnie, gdy to zobaczyłem, tym bardziej, że złodzieje zobaczyli mnie. To byli Włosi, wyglądali jak Włosi i mówili po włosku. Skończmy wreszcie ze stereotypem, że „Polak kradnie”. Złodziejstwo zdarza się wszędzie, jednak skala tego zjawiska w południowych Włoszech i południowej Francji jest dużo większa niż w Polsce i innych krajach. Czy można jednak się dziwić, kiedy podobno w Neapolu działa półoficjalnie szkoła złodziei?

Przestrzegam wszystkich caravaningowców: nie wolno zostawiać w południowej Francji i południowych Włoszech kampera bez opieki.

Oprac. Dariusz Wołodźko


03.03.2009
Obserwuj nas na Google News Obserwuj nas na Google News