artykuły

podrozePODRÓŻE
ReklamaBilbord - bookingcamper

Podróż do Grecji zakończenie

Podróż do Grecji zakończenie

Są w Grecji miejsca, do których będę wracać jak najczęściej. I to wracać z najprzeróżniejszych powodów. Czasami po prostu dlatego, że nie byłam w nich dość długo, żeby się nimi nacieszyć i nasycić.

Klasztor Agia Lavra jest bardzo ważnym dla Greków miejscem pamięci narodowej, bo to właśnie tutaj, 25 marca 1821 roku padło hasło „Wolność lub śmierć” (jest to tytuł książki napisanej przez Nikosa Kazantzakisa), wzywające do wyzwolenia się spod okupacji ottomańskiej. Według tradycji ludowej, dziewięć pasków znajdujących się na fladze Grecji (na przemian niebieskich i białych), ma symbolizować dziewięć sylab, z których składa się to wyrażenie. Motto symbolizowało i nadal symbolizuje determinację narodu greckiego przeciw tyranii i uciskowi. Klasztor został wybudowany w masywie górskim Chelmos na wysokości 961 m n.p.m., w 961 roku. Podobno zamieszkiwało go 961 mnichów. Kilkakrotnie był spalony, ostatni raz przez Niemców w 1943 roku (w czasie masakry ludności cywilnej w Kalavrycie), ale zaraz po wojnie odbudowano go. Główna kaplica kościoła (katholikon) pokryta jest ściennymi malowidłami pochodzącymi z XVI wieku. W skarbcu przechowywany jest powstańczy sztandar walk narodowowyzwoleńczych z 1821 roku, bizantyjskie manuskrypty i ikony, a także bardzo stary egzemplarz Ewangelii, podarowany klasztorowi przez carycę Katarzynę II.

Podróż do Grecji zakończenie 1

Klasztor Agia Lavra. Na dziedzińcu klasztoru do dziś rośnie platan, pod którym Germanos, arcybiskup Patras, przemawiał do zgromadzonych, zagrzewając Greków do powstania przeciwko okupantowi tureckiemu.

ReklamaSródtekstowy YT PC


Wąwóz i krajobrazy
Po obejrzeniu budynku klasztoru i kościoła, skierowaliśmy się boczną drogą do Kalavrity, miejscowości leżącej u podnóża gór Chelmos. W 1943 roku, 13 grudnia, Niemcy w odwecie za działalność partyzancką, zabili ponad 1400 mężczyzn powyżej 12 roku życia, a całą wieś spalili. Obecnie w miejscu egzekucji wznosi się pomnik, którego biały krzyż widoczny jest z daleka. Na kamiennych płytach wyryte są nazwiska zamordowanych. Przyznam, że jeżeli ktoś ograniczony jest czasowo w podróży, to zarówno klasztor, jak i Kalavritę można ominąć. Proponuję bardziej zwrócić uwagę na otaczający nas krajobraz i zachwycać się tym, co natura stworzyła w tym rejonie Grecji, bo naprawdę jest na czym zatrzymywać wzrok. W kierunku na północ od Kalavrity, płynąca rzeka Vouraikos wyżłobiła w kamieniach przepiękny, długi na 20 km, głęboki wąwóz. Rozciąga się on między miejscowościami Diakopto, która leży nad Zatoką Koryncką, a Kalavritą. Swoją nazwę wziął od starożytnego miasta Vouras, opisywanego już przez znanego podróżnika Pauzaniasza. Według mitologii, Herkules zakochał się w Voura, córce Nefeligeretis i Eliki i użył miecza do cięcia skały, która blokowała mu dojście do morza i uniemożliwiała spotkanie z ukochaną. I w ten sposób powstała szczelina, która zapełniła się wodą.

Podróż do Grecji zakończenie 2

Klasztor Mega Spileo.


Wyzwanie dla kampera
Kanion jest małym botanicznym rajem, z wielu rzadkimi roślinami, rosnącymi na jego pionowych ścianach. W dolnej partii porośnięty jest sosnami i oliwkami, wyżej królują jodły. Liczne jaskinie, wodospady, tunele urozmaicają jego i tak ciekawy krajobraz. Wzdłuż wąwozu przebiega trasa malutkiej kolejki zębatej, która jest jedną z większych atrakcji turystycznych Peloponezu. Kolejkę tę zbudowano pod koniec XIX wieku, a służyła do zwożenia z góry nad morze rudy żelaza. Trasa kolejki liczy 22 km. Mieliśmy w planie przejechać się nią, ale niestety, po dotarciu do pośredniej stacji w Zachlorou okazało się, że akurat tego dnia kolejka nie kursowała. Dojazd do tego miejsca stanowi nie lada wyzwanie dla kampera. Droga jest bardzo wąska i ma niezbyt przyjazną nawierzchnię. Mieliśmy troszkę problemów z zawróceniem. Było trochę strachu, ale udało się.

ReklamaŚródtekstowy 2 BookingCamper

Podróż do Grecji zakończenie 3

Klasztor Mega Spileo. Lampki wiszące w jaskini, w której znaleziono ikonę.


Najstarszy w Grecji
Kręta, otoczona soczystą zielenią, główna droga doprowadza nas do klasztoru Mega Spileo (Wielka Grota), widocznego z drogi już z daleka. Ten ośmiokondygnacyjny budynek wygląda tak, jakby był przyklejony do ogromnej skały, wysokiej na ok. 1000 m. U podnóża góry znajduje się parking. Tutaj należy zostawić samochód, a dalej kawałek przejść pieszo. Dzisiejsza architektura klasztoru może nieco zadziwiać, bo wygląda on jakby składał się z kilku posklejanych ze sobą budynków, zbudowanych w stylach reprezentujących odmienne epoki. Klasztor został założony w 362 roku przez dwóch mnichów z Salonik, Teodora i Symeona. Data ta wskazuje, że jest on najstarszym klasztorem w Grecji i jednocześnie jednym z ważniejszych miejsc pielgrzymek dla Greków, którzy składają tu prośby o wyleczenie z różnych chorób. W okresie największego rozkwitu miejsce to zamieszkiwało ok. 450 mnichów. Klasztor został założony po widzeniu, jakie miała mała pasterka Eufrozyna. W wielkiej grocie, która położona jest na tyłach obecnego klasztoru, znaleziono wtedy ikonę z wosku i mastyksu, przedstawiającą Madonnę z Dzieciątkiem Jezus na jej prawym ramieniu. Ikona ta przypisywana jest świętemu Łukaszowi, choć jej powstanie datuje się dopiero na X wiek. Jak to naprawdę było, pewnie się nie dowiemy, ale legenda mówi, że ikonę ukryła w grocie Eufrosyne, jedna z trzech Gracji, córka Zeusa i Eurynome, uosabiająca wdzięk i radość.

Podróż do Grecji zakończenie 4

Twierdza Chlemoutsi. Zamek widziany z zewnątrz.

W klasztorze jest ciekawe muzeum, w którym możemy obejrzeć korony, mirty, ornaty, ewangelie, rzeźbione drewniane krzyże pochodzące z XVII wieku. W misternie zdobionych skrzynkach przechowywane są liczne święte relikwie. W czasie naszej wizyty natrafiliśmy na wycieczkę Greków, którzy w kaplicy zostawiali mnichom bochenki chleba i adorowali ikonę. Klasztor zrobił na mnie spore wrażenie. Bez przeszkód można przechadzać się po jego długich korytarzach, spotykając na swojej drodze mnichów. Ich długie włosy związane z tyłu głowy, dorodne brody, habity, jakże odmiennym są wizerunkiem kapłana, z którym spotykamy się w naszym kraju.

Podróż do Grecji zakończenie 5

Twierdza Chlemoutsi. Wewnętrzny dziedziniec zamku.

Schodząc w budynku klasztornym po schodach, możemy obejrzeć grotę, w której została znaleziona ikona. Panujący w niej spokój udziela się odwiedzającym. Otacza nas głęboki półmrok, słychać delikatny szept płynącej cieniutkim strumyczkiem wody (smaczna, można ją pić!), rozwieszone pod sufitem lampki wyłaniają się z mroku i mienią złotym kolorem. W grocie stworzona jest inscenizacja, która przedstawia pasterkę znajdującą ikonę. Kościół, który mieści się na terenie klasztoru, pochodzi z XVII wieku. Warto dokładnie przyjrzeć się namalowanym w nim freskom, niestety mocno uszkodzonym, mozaikom na podłodze i drzwiom wykonanym z brązu. Klasztor płonął kilka razy. Po każdym pożarze był pieczołowicie odbudowywany. W czasie wojny, Niemcy wymordowali wszystkich mieszkających w nim 22 mnichów i zajęli budynek. Wywieźli z niego kilkadziesiąt ciężarówek bogatych łupów, gdyż klasztor ten był najbogatszym tego typu obiektem na terenie Grecji. Część przedmiotów udało się odzyskać.

Podróż do Grecji zakończenie 6

Twierdza Chlemoutsi. Widok z zamku na mury obronne.

Podróż do Grecji zakończenie 7

Kyllini. Pozostałości po bazylice chrześcijańskiej w dawnym mieście portowym Glarentza.

Odpoczynek w portowym mieście
Zasmuceni tym, że nie będziemy jechali sławną kolejką, postanowiliśmy wrócić tą samą drogą do Kalavrity i przebić się przez resztę półwyspu na zachód, w kierunku przylądka leżącego na północ od Pirgos. Przyznam, że droga wydawała nam się w miarę krótka i prosta do przejechania, a wyszła z tego niezła zabawa. Na skutek złego oznakowania greckich drugorzędnych dróg, nieźle pokręciliśmy się we wszystkie strony świata, zanim udało nam się dotrzeć do drogi szybkiego ruchu Pirgos-Patras. Owszem, zobaczyliśmy sporo, ale nie było to tym razem naszym zamiarem. Zmęczeni, postanowiliśmy, że szukamy miejsca, żeby odpocząć.

Podróż do Grecji zakończenie 8

Plaża w Kyllini. Tak spędzaliśmy popołudnia: kawka, książeczka, spanie.

W poszukiwaniu noclegu dotarliśmy do Kyllini, malutkiego miasta portowego, które znajduje się na półwyspie. Z Kyllini odbywają się kilka razy dziennie połączenia promowe z wyspami Kefalonia i Zakinthos. Przycupnęliśmy sobie pod ogrodzeniem, naprzeciwko plaży i tak nam się spodobało to miejsce, że zrobiliśmy z niego bazę wypadową do zwiedzania okolicznych miejscowości. Tutejsza plaża nie jest zbyt rozległa, ale specjalnego uroku dodało jej to, że w dwa dni po naszym przybyciu rozłożono parasole i leżaki, z których można było korzystać do woli. Zaciekawiło mnie to, że codziennie kilka osób wygrzebywało sobie dołki w sporej stercie wyschniętych, leżących z boku wodorostów i spędzali tam czas, prażąc się na słońcu. Jak dla mnie, to usypiska tych roślin wydają niezbyt przyjemny zapach. Zaprosiliśmy do Kyllini Basię i Janusza i spędziliśmy wspólnie kilka dni. A jest co oglądać na półwyspie. Oczywiście skorzystaliśmy ze skuterka i w ten sposób zapewniliśmy sobie… klimatyzację w upale.

Podróż do Grecji zakończenie 9

Kyllini. Na pozostałościach po murach obronnych miasta Glarentza królują obecnie maki.

Podróż do Grecji zakończenie 10

Kyllini. Tuż za naszym miejscem, gdzie staliśmy kamperem, jeden z właścicieli malutkiej posesji hodował takie oto cztery duże już zwierzątka i jeszcze dodatkowo dwa malutkie w paseczki. Aż wierzyć mi się nie chciało, że to dzikie świnki. A ogrodzenie takie marniutkie.

Bazylika i naczynia
W mieście, w którym założyliśmy swoją bazę, dawno, dawno temu, w średniowieczu, znajdowała się miejscowość Glarentza, która także była miastem portowym, jak teraz jej następca Kyllini. Pozostało po niej niewiele, bo kilka fragmentów murów i dosyć dobrze zachowana, niestety, niewystająca powyżej kolan, bazylika chrześcijańska. Do dzisiaj zastanawia mnie, dlaczego została ona tak dokładnie odkopana i zostawiona bez dozoru? Kiedy od portu przechodzimy morzem w kierunku zachodnim (woda jest płytka), napotykamy na całe fragmenty murów obronnych, które z nadmorskiego, podmywanego intensywnie wzgórza, pospadały do morza. Buszując wśród zwalonych kamieni na plaży, można znaleźć ceramiczne fragmenty skorup z różnych naczyń. Mój mąż, który nurkował przy brzegu, co chwila przynosił mi spore ich kawałki.

Niezwykła fortyfikacja
Jedna z planowanych wycieczek zaprowadziła nas do odległej ok. 6 km w głąb lądu miejscowości Kastro. Kilkanaście domów i las sosnowy otula wzgórze, na szczycie którego znajduje się twierdza i zamek Chlemoutsi. Jest to najważniejszy frankoński zamek na terenie Morei, zbudowany w czasach okupacji tych terenów, po czwartej krucjacie. Była to główna twierdza w księstwie Achai, a powstała w latach 1220-1223 z inicjatywy księcia Geoffroya I de Villehardoudina, założyciela Mistry. W większości przypadków krzyżowcy zajmowali istniejące już zamki na podbitych ziemiach, ale ten został wybudowany w miejscu, gdzie nie było żadnych śladów po wcześniejszych średniowiecznych budowlach. Geoffroy nie zabezpieczył wystarczających środków na realizację swojego projektu i zażądał od katolickiego kleru w księstwie Achai przymusowego wkładu finansowego. Duchowieństwo poskarżyło się papieżowi, który obciążył księcia ekskomuniką, ale ten kontynuował budowę. Wobec wysuniętego argumentu w stosunku do władz kościelnych, że zamek będzie bastionem prawdziwej wiary przeciwko schizmie prawosławnej, papież zdjął ekskomunikę z księcia. Zamek pozostał w rękach Franków do 1429 roku, kiedy to Konstatantyn XI Paleolog włączył tereny Morei do swojego imperium. Następnie przechodził z rąk Wenecjan w ręce Turków. Był też używany aż do greckiej wojny o niepodległość, podczas której poniósł wielkie szkody, głównie w południowej części zewnętrznej ściany, zbombardowanej przez Ibrahima Pashę w 1825 roku. Forteca położona jest w centrum płaskowyżu wychodzącego na wybrzeże. Ta strategiczna lokalizacja miała tę zaletę, że zapewniała kontrolę przejścia śródlądowego oraz zapewniała ochronę miasta portowego Glarentzy.

Podróż do Grecji zakończenie 11

Kyllini. Jedna z pobliskich plaż, gdzie dotarliśmy skuterkiem. Namawiam kamperowiczki do skorzystania z tego wspaniałego środka transportu! Klimatyzacja gratis.

Zamek jest wyjątkowo ważnym przykładem fortyfikacyjnej architektury frankońskiej XIII wieku na terenie Grecji. Jego plan i zastosowane motywy architektoniczne wskazują, że architektem mógł być frankoński mistrz, świadomy architektonicznych praktyk krzyżowców na Bliskim Wschodzie. W budowie można rozróżnić jednak kilka cech bizantyjskich, które są raczej elementami lokalnego pochodzenia. Znalazły się tutaj najprawdopodobniej dlatego, że do pomocy przy budowie zatrudniono regionalnych rzemieślników. Jako materiału budowlanego używano lokalnego wapienia, czasami tylko wykorzystując cegły. Fortyfikacja składa się z zewnętrznej (niższej) i wewnętrznej części. Jedna z części jest wspólna dla murów obronnych i dla zamku. Dawniej zamek otoczony był fosą i dostać się można było do niego przez drewniany zwodzony most, który prowadził do bramy, równie grubej, jak fortyfikacyjne mury. Po jej przekroczeniu ukazuje się duży, centralny dziedziniec. Zamek jest zbudowany na planie nieregularnego sześciokąta. Pięć wież jest półkolistych, a jedna prostokątna.

Podróż do Grecji zakończenie 12

To ta wspaniała chwila w ciągu dnia, kiedy mój mąż robi dla mnie kawę. Właśnie spienia mleczko

Obecnie budowla poddawana jest gruntownej rekonstrukcji i naprawdę warto do niej zajrzeć. Po przejściu przez bramę prowadzącą do zamku, w trzech salach zorganizowana jest prezentacja ukazująca wpływ gotyku na sakralne budowle bizantyjskie. Fortyfikację można zwiedzać tylko do godziny 15 ( oprócz poniedziałków). Wstęp kosztuje 3 euro.

Stumetrowe rośliny, arbuzy i truskawki
Zwiedzając okolice, znaleźliśmy się w Lutra Kyllinis, gdzie znajduje się bardzo długa, piaszczysta plaża. Niestety, nie ma możliwości zatrzymania się na niej na nocleg, a i przy drodze, która biegnie wzdłuż plaży i tak właściwie jest tylko parkingiem dla samochodów, jest zakaz biwakowania. W tej malutkiej miejscowości znajdują się pozostałości po rzymskich łaźniach termalnych, a obecnie miejsce to znane jest z gorących, leczniczych źródeł siarkowych, które dobrze wpływają na drogi oddechowe i skórę. Dopiero w Lutra Kyllinis zauważyłam, jak dużo rośnie tu wokół drzew eukaliptusowych. Te rośliny są charakterystyczne dla tych terenów. Rosną bardzo szybko, a ich wysokość może dochodzić do 100 metrów! Poruszając się lokalnymi drogami wzdłuż wybrzeża, mijaliśmy ogromne pola arbuzów. Do tej pory nie widziałam rosnącego arbuza. Jego wygląd kojarzył mi się z przeciętą połówką, leżącą na ladzie w sklepie i sprzedawaną na kilogramy. Bardzo uroczo wygląda takie miejsce, gdzie spośród niedużych, ząbkowanych liści, wyglądają olbrzymie, paskowane, zielone mniej lub bardziej owalne owoce. Ludzie uwijają się i zbierają je do olbrzymich skrzynek, które od razu ładowane są do czekających na poboczach ciężarówek. A truskawki? Siedzą sobie cichutko na podwyższonych grządkach, okrytych czarną folią, w ogromnych tunelach foliowych. Takiej ilości tych owoców zgromadzonych w jednym miejscu, to ja jeszcze nie widziałam. A jaki z tuneli roznosi się zapach! Funduję nagrodę dla tego, kto to wytrzyma i nie będzie mu się chciało skosztować takiej truskawki.

Było sobie okno…
Na koniec postaram się jak najlepiej przedstawić sytuację, która spowodowała, że dzień, w którym ta historia się wydarzyła, mąż mój określa, jako najgorszy w naszej podróży. Z tyłu kampera, na platformie, wozimy ze sobą skuterek. Nasz kamper wyposażony jest w tym miejscu w okno, którego właściwie nie ma możliwości (ze względu na blokujący je skuter) otworzyć. Sławek postanowił dodatkowo zdjąć z okna blokadę, bo miał kłopoty z jego zamknięciem, kiedy któreś z nas postanowiło je chociaż troszkę uchylić.

Podróż do Grecji zakończenie 13

Kyllini. Moje nadmorskie znaleziska. W tyle widać części murów fortyfikacyjnych Glarenzy, które spadły do wody.

Stoimy sobie nad morzem i czas na śniadanie. Męża nie ma w kamperze, więc zaczynam go szukać. Wyglądam przez okna z każdej strony. Nic. Zostało już tylko okno z tyłu, które wychodziło nad morze. Wyglądam i widzę Sławka, jak nagrywa sobie coś kamerą. Wołam. Nie słyszy. Otwieram więc tylne okno raz, zamyka się. Drugi, zamyka się także. Kiedy za trzecim razem podnoszę je do góry, jakże jestem zdumiona, kiedy całkiem nieoczekiwanie wysuwa mi się z otwartej dłoni i powoli ląduje w dole na kamienistej plaży, po drodze odbijając się jeszcze od pustej platformy po skuterku. Podnoszę głowę i…widzę minę mojego męża. W tamtej chwili miałam wrażenie, że wszystko to działo się jakby na zwolnionych obrotach. Okno leciało w dół i leciało. Mój mąż stał i stał. Niestety, okno pozbierać z ziemi dało się już tylko w kilku kawałkach. Ironią losu, wszystko to nagrała włączona kamera. Mąż ma dowód, ale… na co? Przecież na własne życzenie zdjął z okna blokadę…

Powrót do domu
Nasze wakacje dobiegły końca i musieliśmy stawić się w porcie w Patras, żeby dostać się na statek i po 32 godzinach spędzonych miło na wodzie, dobić do brzegów Wenecji. Dalej, to już wyścig z czasem i upływającymi kilometrami, żeby określonego dnia znaleźć się w pracy. Co roku podróżujemy z mężem po wybranym kraju w Europie, ale po raz pierwszy tutaj, na Półwyspie Peloponeskim, ogarnął mnie tak ogromny smutek z powodu tego, że już czas wracać do domu. Nie miałam wyjścia, musiałam znaleźć sobie jakieś pocieszenie. I było nim to, że za 12 miesięcy przyjadę tu po raz drugi. I przyjechałam. Ale o tym innym razem.

Podróż do Grecji zakończenie 14

Z Patras do Wenecji. Nasz prom właśnie kończy kurs, a my z nim nasze wspaniałe wakacje.

Katarzyna Binder
Zdjęcia: Katarzyna i Sławomir Binder

Uwaga do całej relacji z podróży po Półwyspie Peloponeskim: opisywane przeze mnie miejsca wraz z wrażeniami jakie na mnie wywarły, mają związek z czasem mojej podróży – odnoszą się do okresu przed szczytem sezonu turystycznego.


06.07.20090