
Greenwashing (w wolnym tłumaczeniu: „zielone mydlenie oczu” lub „ekościema”) to zjawisko polegające na przypinaniu sobie „ekologicznej łatki”, która w rzeczywistości nie ma żadnego uzasadnienia.
Firmy przedstawiają się jako przyjazne środowisku, a swoje produkty reklamują hasłami związanymi z ekologią. Wiedzą, że ogromnej większości klientów zależy na ochronie przyrody (bo komu by nie zależało?). Dzięki takim zabiegom sprzedają więcej, nawet jeśli z ekologią nie mają nic wspólnego.
Zjawisko to dotyka wielu branż, w tym również turystyki.
Bywa, że turystyczny greenwashing wznosi się na prawdziwe wyżyny absurdu.
Jakiś przykład? Bardzo proszę. Oto przykład z zagranicy.
Kemping z polem namiotowym położony niedaleko górskich szlaków spacerowych na „dzień dobry” wręcza gościom prezent: notatnik formatu A4, wydrukowany na papierze z makulatury, z zielonym listkiem na okładce.
Turyści są jednak lekko zdezorientowani. Prezent średnio wygodny do noszenia w plecaku… Duży, miękki, na pewno się pogniecie. Nie wiedzą, co z nim zrobić. Trzymać w rękach? Bez sensu. Przecież nikt rozsądny nie wychodzi na szlak z notatnikiem A4 w dłoni. Po co? Na co?
Część gości planuje nocować na polu namiotowym i zastanawia się, co poczynić z notatnikiem. Jak przechować go w namiocie, żeby się nie zniszczył? W praktyce prezent okazuje się tak nieporęczny, niepraktyczny i niepotrzebny, że większość turystów grzecznie odmawia, odkładając notes na ladę.
Kemping jest oburzony. Twierdzi, że „promuje zbieranie makulatury”. A turyści, niczym banda ignorantów, najwyraźniej nie rozumieją idei ekologii.Z greenwashingiem w turystyce mamy do czynienia wówczas, gdy obiekty turystyczne reklamują się użyciem słów takich jak: „ekologiczny kemping”, „eko hotel”, „obiekt przyjazny środowisku”, a zarazem nie różnią się niczym od standardowego biznesu. Ich wpływ na środowisko nie jest lepszy, a bywa, że i gorszy.
Część obiektów stosuje działania pozorne, które bardziej udają troskę o środowisko, niż opierają się na faktycznych, przemyślanych działaniach. Zdarza się, że obiekt przerzuca odpowiedzialność na swoich gości.
W jednym z hoteli goście znajdowali karteczki następującej treści:

BĄDŹ EKO
Twój wybór ma znaczenie!
Twój pokój jest sprzątany codziennie i oczywiście po przyjeździe czekają na Ciebie świeża pościel oraz ręczniki. Podczas pobytu zapraszamy Cię do pomocy w ograniczaniu ogromnych ilości wody i detergentów zużywanych każdego dnia do prania pościeli i ręczników.
Pościel zostanie wymieniona, gdy ta kartka zostanie położona rano na łóżku.
Ręczniki zostaną wymienione, gdy zostaną położone na podłodze pod prysznicem.
Dziękujemy za włączenie się w działania na rzecz ochrony środowiska!
Kampania wprawiła w osłupienie i odbiła się szerokich echem w branży. W istocie rzeczy obiekt przerzucił odpowiedzialność na gości. Promował się jako „ekologiczny” nie dlatego, że wdrożył stosowne praktyki, ale dlatego, że prosił o rzadszą wymianę ręczników i pościeli.
W naszej branży brakuje regulacji. Każdy kemping może się nazwać „eko” lub „zielonym”, choćby co chwila chlustał wiadrami wody z detergentami po trawie. Komunikacja marketingowa zależy wyłącznie od fantazji właściciela lub firm odpowiedzialnych za reklamę obiektu. Nie musi mieć pokrycia w realnych praktykach firmy. Bywa, ze obiekty zalane betonem od A do Zet reklamują się jako „kemping blisko natury”.
Turyści są grupą bardzo podatną na tego typu zabiegi, gdyż ogromna większość z nich lubi spędzać czas na łonie natury i szczerze zależy im na przyrodniczym dobrostanie. Z tego powodu chętnie wybierają obiekty „eco friendly”, co nakręca spiralę.
Z tego powodu cierpią kempingi, które naprawdę szanują ekologiczne zasady. Ich deklaracja ginie w dziesiątkach innych. Niektórzy klienci mogą pomyśleć, że obiekt oszukuje, podobnie jak ci, którzy wykorzystują ekologię do reklamy.
Obiekty turystyczne, którym naprawdę leży na sercu troska o środowisko, nie poprzestają na szumnych deklaracjach, ale podejmują realne działania. Na przykład prowadzą selektywną zbiórkę odpadów, przypominają turystom zasady zachowania się na łonie natury, dbają o to, aby ścieki nie wyrządzały szkody przyrodzie.

Fot. Kemping nad jeziorem. Freepik.
Dobrym pomysłem jest zaopatrywanie kuchni i stołówki w świeże, lokalne produkty, a nie w importowane towary wożone z drugiego końca świata. Obiekty turystyczne coraz częściej inwestują w armaturę oszczędzającą wodę, co pozwala w rozsądny sposób ograniczyć jej zużycie. Nie bez znaczenia pozostaje rezygnacja z niepotrzebnych opakowań, które w zasadzie niczemu nie służą, za to generują sterty odpadów.
Jeśli wybieracie obiekty turystyczne, kierując się kryterium ekologicznym, warto krytycznym okiem spojrzeć na ogólne hasła typu „eko kemping” i slogany takie jak „kochamy przyrodę”. Obejrzyjcie zdjęcia obiektu, przeczytajcie recenzje innych gości. To pozwoli zweryfikować, czy deklaracje idą w parze z faktycznymi działaniami.