
Czy kojarzycie moment, w którym rodzi się w Waszej głowie jakiś niezwykły pomysł i marzenie, które brzmi tak absurdalnie, że mózg od razu chce je odrzucić? W naszych głowach lata temu narodził się pomysł zamieszkania w kamperze. Mimo prób wyciszenia tej myśli w końcu zdecydowaliśmy się posłuchać głosu serca i spróbować przygody, jaką jest vanlife.
Sam pomysł zrodził się niewinnie. Gdzieś w internecie zobaczyliśmy zdjęcie osób, które podróżują kamperem. Z czasem zaczęliśmy podziwiać te samochody, które mijaliśmy na trasach, aż wreszcie zaczęliśmy myśleć: „czy da się to zrobić?” i „w jaki sposób?”. \
Jednak ostatecznym znakiem od losu okazał się przypadkowy wyjazd w góry na narty. Zarezerwowaliśmy pokój w domku turystycznym, w którym oprócz gości mieszkali również właściciele. Zauważyliśmy, że przy wyjściu leżały stosy ulotek i magazynów związanych z caravaningiem. W ostatni dzień przed samym wyjazdem udało nam się złapać jednego z właścicieli obiektu i podpytać o to. Okazało się, że ich córka rozpoczęła vanlife na pełny etat z mężem oraz dziećmi i obecnie podróżują po Ameryce. Zachwyciliśmy się tą wizją i uznaliśmy, że to znak od losu i czas wziąć sprawy w swoje ręce – zaczynając od oszczędzania oraz planowania.
Z marzeniami w naszym przypadku było tak, że zanim jeszcze kupiliśmy kampera, to już planowaliśmy, dokąd pojedziemy w pierwszą podróż. Wiele było kuszących możliwości, jednak wiedzieliśmy, że chcemy wyruszyć na kilka miesięcy. W tym czasie moglibyśmy spokojnie zwiedzić kilka krajów i poznawać wiele kultur. Mieliśmy jednak na uwadze, że zmiana stylu życia to i tak wiele zmian na start, więc postanowiliśmy postawić na jeden kraj i najlepiej na miejsce, które nie jest bardzo oddalone od Polski. Stąd po wielu namysłach zrodził się nasz wstępny plan na włoskie dolce vita!
Mieliśmy już kilka doświadczeń z tym krajem i nigdy nas nie zawiódł. Wśród dobitnie przekonujących argumentów znalazły się oczywiście jedzenie, kultura i pogoda. Jedno z nas kocha makaron, a drugie pizzę – a jak wiemy, przez żołądek do serca!

Gąski, pierwsza podróż kupionym kamperem
Musimy przyznać, że początkowo podeszliśmy do tematu w sposób szalony. Jeszcze nigdy nawet nie wsiedliśmy do żadnego kampera, a już zaczynaliśmy dostosowywać swoje wybory życiowe pod zakup i życie w nim. W tamtym czasie nie mieliśmy zielonego pojęcia, jak w ogóle wygląda życie w kamperze od strony praktycznej. Przez miesiące planowaliśmy, oszczędzaliśmy i szukaliśmy informacji, ale teoria i praktyka to dwie różne rzeczy. Postanowiliśmy, że od Nowego Roku zaczynamy na poważnie szukać kandydatów do zakupu.
W końcu pojechaliśmy obejrzeć pierwszego kampera i zorientowaliśmy się wtedy, że totalnie nie wiemy, z czym mamy do czynienia. Ze względu na ograniczony budżet szukaliśmy pojazdu w wieku 20–25 lat i w przypadku używanych aut sprawa okazała się niezbyt prosta. Oglądaliśmy kampery sprzedawane przez osoby prywatne i przez handlarzy. Każde z tych spotkań było bardzo wartościową lekcją, ale wiedzieliśmy już, że jeśli nie wypożyczymy samochodu przed zakupem, to prawdopodobnie kupimy kota w worku.
W majówkę 2025 r. wypożyczyliśmy naszego pierwszego 20-letniego kampera i pojechaliśmy nad morze. Dzięki temu doświadczeniu nie tylko dowiedzieliśmy się, jak działają ogrzewanie, prąd i woda, ale także jak prawidłowo powinien działać kamper w tym wieku. To okazało się szczególnie ważne przy późniejszych rozmowach z handlarzami, którzy niestety czasem, gdy coś nie działało, wskazywali, że „w tym wieku te kampery tak mają”. Jeśli ktoś z Was, drodzy czytelnicy, chce kupić samochód tego typu w wieku np. 20 lat, to koniecznie znajdźcie wypożyczalnię, w której będziecie mogli wypożyczyć podobny pojazd dokładnie w tym samym wieku. To doświadczenie prawdopodobnie najbardziej uratowało nas przed zakupem niewłaściwego samochodu.
Jeśli szukacie pierwszego kampera, to warto zwrócić uwagę na wiele kwestii. To szeroki temat, w który należy się zagłębić i można by temu poświęcić osobny artykuł, ale podstawowe elementy, które Wam doradzimy, to: test wilgotności (węch, sprawdzenie materaców i rogów auta, oblanie pojazdu wodą i opcjonalnie czujnik wilgotności), sprawdzenie działania wszystkich urządzeń części hotelowej (piec, lodówka, prysznic, kuchenka, akumulator, czujniki), obowiązkowa przejażdżka (warto także samodzielnie poprowadzić kampera przed zakupem, żeby wyczuć, czy wszystko działa, jak należy). Gdy jesteśmy już zdecydowani, to jeśli istnieje taka możliwość, warto umówić się ze specjalistą zajmującym się kamperami zawodowo i wybrać się wspólnie na oględziny.

Termy w Toskanii, Terme di Saturnia/Cascate del Mulino

Rollo na łące w pobliżu Spiaggia Lu Poltu di la Rena (Castelsardo)

Koloseum w Rzymie

Pierwsze wspólne zdjęcie z kamperem podczas testowej podróży po Polsce (Raciborsko)

Po wyciągnięciu kampera z błota przy Spiaggia Le Saline
Gdy w końcu w lipcu 2025 r. kupiliśmy naszego wymarzonego kampera, wiedzieliśmy, że zanim rzucimy wszystko i wyjedziemy na kilkumiesięczną podróż, to musimy zrobić przegląd części samochodowej i mieszkalnej. Gdy okazało się, że wszystko jest dobrze i możemy ruszać, to postanowiliśmy dla pewności pojeździć po Polsce przez miesiąc i zobaczyć, jak auto radzi sobie w drodze.
Nasz pierwszy kierunek to oczywiście musiały być Gąski! Stamtąd zjeździliśmy później Polskę wzdłuż i wszerz. Od morza, przez Śląsk, dalej w Bieszczady i nawet zahaczyliśmy o Słowację. I to właśnie Słowacja pomogła nam w pierwszych decyzjach dotyczących poprawy naszego kampera. Słaba przyczepność w górach po ulewie dała nam odczuć, że czas zmienić opony na nowe. W tym temacie postanowiliśmy nie oszczędzać i to był zdecydowanie najlepszy zakup, jaki poczyniliśmy. Dzięki temu we Włoszech nie mieliśmy najmniejszych problemów z jeżdżeniem po Alpach i Dolomitach, nawet w minusowych temperaturach. Ze względu na to, że zima w Italii w zależności od regionu jest bardzo różnorodna, to postawiliśmy na opony wielosezonowe i w naszym przypadku sprawdziły się znakomicie.
Słowacja pokazała nam również, że przy pracy zdalnej za granicą (szczególnie w obszarach dzikich) będziemy potrzebować Starlinka oraz lepszego akumulatora do paneli fotowoltaicznych. W przypadku Starlinka sprawa była prosta – zamówiliśmy i zamontowaliśmy go w miejscu anteny telewizyjnej, z której nie korzystaliśmy. Trudniej okazało się z instalacją fotowoltaiczną. W tamtym czasie nie znaliśmy się na tym i oddaliśmy pojazd w ręce ekspertów. Zaufaliśmy wówczas w ciemno punktowi specjalizującemu się w kamperach, jednak z doświadczenia radzimy, by przed oddaniem decyzji w ręce fachowców najpierw spróbować się zapoznać z tematem na własną rękę. Obecnie już nauczeni błędami prawdopodobnie podjęlibyśmy inne decyzje w kwestii np. mocy akumulatora do części mieszkalnej i wybralibyśmy większą pojemność. Szczególnie że zimą słońce nawet we Włoszech znajduje się niżej i niestety ładowanie latem a zimą to dwie różne historie.
Po powrocie z pierwszej miesięcznej podróży po Polsce rozpoczęliśmy przygotowania do włoskiej przygody. Podstawą było sprawdzenie przepisów regulujących podstawowe wyposażenie pojazdu w państwach, przez które będziemy przejeżdżać. Musieliśmy się zaopatrzyć między innymi w łańcuchy, tablicę ostrzegawczą na bagażnik rowerowy dedykowaną dla Włoch, zestaw zapasowych żarówek itp. Wybierając się w podróż z psem, musieliśmy również zaszczepić go na wściekliznę (minimum 21 dni przed wyjazdem) oraz wyrobić dla niego paszport UE. Zadbaliśmy również o wszelkie ubezpieczenia i dokupiliśmy potencjalnie potrzebne rzeczy. Z pewnością wiemy już, że spakowaliśmy za dużo ubrań – w końcu brudne ciuchy też trzeba mieć gdzie przechowywać, zanim dotrzemy do pralni (a na to zawsze brakowało nam miejsca w szafie).

Łąka w pobliżu Spiaggia Lu Poltu di la Rena (Castelsardo)

Giardino della Kolymbethra

Terme Vigliatore (Sycylia), kąpiel w morzu w połowie grudnia

Rollo na plaży w okolicy Terme Vigliatore

La Maddalena, wycieczka rowerowa
Po długim czasie pakowania i przygotowań byliśmy niezwykle podekscytowani, że w końcu ruszamy! Nasz pierwszy nocleg był jeszcze w Polsce przy granicy z Czechami. Była to także nasza pierwsza noc na dziko w tej podróży. Przyznajemy, że jeszcze wtedy nieco nas stresowały noce w kamperze, szczególnie na dziko. Jednak ten stres stopniowo, z tygodnia na tydzień mijał i obecnie już nam nie towarzyszy. Mimo wszystko bezpieczeństwo było dla nas bardzo ważne w podróży i w ciągu tych wszystkich miesięcy bardzo ostrożnie dobieraliśmy miejsca noclegowe, również dlatego że nie chcieliśmy komuś przeszkadzać. Korzystaliśmy z licznych aplikacji, które pomagały nam wyszukiwać miejsca noclegowe i opinie o nich.
Początkowo trudno nam było połączyć nasze życia z tym lifestyle’em: praca zdalna w ciągu dnia, spacery z psem i zadbanie o jego potrzeby, zwiedzanie, przemieszczanie się do kolejnych punktów, serwisy co trzy dni, porządki w kamperze, szukanie noclegów i atrakcji. Doba często wydawała się za krótka, a gdzie tu w ogóle myśleć o odpoczynku! Chcielibyśmy móc Wam powiedzieć, że opracowaliśmy dobry system łączenia tych wszystkich elementów, ale w życiu w kamperze każdy tydzień jest po prostu inny. Zależy to od masy czynników i również od tego, że każda podróż zmienia nas samych i nasze relacje. Nie powiemy Wam również, że jest to przygoda usłana wyłącznie różami, ale z pewnością jest to jedyne takie doświadczenie w życiu i jeśli ktoś z Was o tym marzy, to trzymamy mocno kciuki, żeby udało się to spełnić.
Wyjeżdżając do Włoch, mieliśmy konkretny plan, który zakładał mniej więcej, jakie miejscowości odwiedzimy i trasę, którą pokonamy. Wielkim minusem tego planu była jego intensywność. Zaplanowaliśmy objazd całych Włoch w sześć miesięcy, w którym niestety niewiele było miejsca na przeziębienia, awarie lub po prostu całkowicie leniwy weekend. Szybko zaczęło dopadać nas zmęczenie, które próbowaliśmy opanować poprzez atrakcje i zwiedzanie, ale niestety nie pomagało to na zmęczenie fizyczne. Z czasem po prostu zaczęliśmy odpuszczać część miejsc, co pokazało nam, że warto mieć ogólny plan podróży, ale im więcej elementów do niego włożymy, tym większy będzie żal, jeśli czegoś nie zobaczymy. Okazało się, że mniej znaczy więcej i im mniej zaplanujemy, tym więcej odpoczniemy i będziemy się delektować vanlife’em. Towarzyszy temu jednak przekonanie, że szkoda być w jakimś niesamowitym miejscu i nie zobaczyć go. Cały weekend intensywnego zwiedzania może zmęczyć, szczególnie gdy odbywa się co tydzień bez przerwy. Do wielu miejsc można wrócić, a szkoda zniechęcić się do vanlife’u tylko z powodu zbyt intensywnego planu, który może nam nie odpowiadać.
Wielkim zaskoczeniem był dla nas Rollo (nasz wyżeł weimarski), który bardzo pokochał ten lifestyle. Całe życie mieszkał w bloku, więc gdy tylko poczuł zew wolności i codziennie doświadczał masy różnych zapachów i przeżyć, to okazało się, że chyba pierwszy raz jesteśmy w stanie zaspokoić jego nadmiar energii.
Dla Rollcia ulubionym elementem w podróży jest swobodne eksplorowanie. Na szczęście jest on psem, który się nie oddala i przybiega na zawołanie. Dlatego idealnym miejscem postojowym dla niego są miejsca na dziko, w których nie ma szans na spotkanie ludzi. Podczas naszej pracy zdalnej Rollo swobodnie eksploruje sobie teren, w którym stoimy, i cieszy się wolnością. Jest to dla nas niesamowicie rozczulające – widzieć, jaki jest szczęśliwy, że może biegać i wąchać w swoim czasie każdy krzak, a następnie położyć się obok kampera, ledwo dysząc po godzinach spędzonych na przeszukiwaniu okolicy.
Gdy jesteśmy na kempingach, dbamy o krótkie i długie spacery z psem, ale staramy się przynajmniej raz w tygodniu wpleść mu intensywny kilkugodzinny spacer w dzikich terenach. Początkowo zabieraliśmy go również na zwiedzanie miast, ale po czasie zrozumieliśmy, że tłumy ludzi powodują u niego stres i postanowiliśmy, że wolimy zapewnić mu ruch w inny sposób, a czas naszego zwiedzania będzie dla niego czasem wypoczynku w domku na kółkach. Nasza podróż odbywała się zimą, więc nie doświadczyliśmy wysokich temperatur, które mogłyby być niebezpieczne dla Rollcia zostawianego w kamperze. Z kolei gdybyśmy podróżowali latem, to jedyną możliwością pozostawienia psa w aucie byłoby zatrzymanie się na kempingu i zostawienie włączonej klimatyzacji w części mieszkalnej.
Od początku uczyliśmy go również zostawania samemu w kamperze, obserwując go na żywo na kamerze. Przy każdym naszym wyjściu zostawialiśmy mu coś, czym mógłby się zająć, np. matę węchową, oponkę wypełnioną zamrożoną mokrą karmą, pochowane smaczki, gryzaki. Najbardziej przekonujący i tak okazał się nasz potajemny układ. Mamy z nim niepisaną zasadę, że gdy nas nie ma w kamperze, to może spać na kanapie. On się smacznie wysypia i relaksuje, a my udajemy, że o tym nie wiemy. W ten sposób nasze sporadyczne wyjścia stały się dla niego psim spa.

Dzikie miejsce na noc z widokiem na Odle di Eores (Dolomity)

Villa Monastero nad jeziorem Como

Gąski na tle kampera w Dolomitach

Spiaggia libera Viareggio, ostatnie spotkanie z morzem we włoskiej podróży
Byliśmy pod ogromnym wrażeniem tego, jaki ten kraj jest różnorodny w okresie zimowym i nie tylko. Wjeżdżając do Włoch od granicy ze Słowenią, stopniowo zjeżdżaliśmy na południe, uciekając przed zimą. Przez zdecydowaną większość czasu temperatura wynosiła około 15 stopni. Najtrudniejszym okresem i rejonem pogodowo okazał się nasz pobyt na Sycylii i Sardynii, gdzie trafiliśmy na cyklon Harry. Spowodował on ogromne zniszczenia, a zaraz po nim nastąpił długi okres deszczowy, który towarzyszył nam w styczniu i lutym. Mimo wszystko zachwyciły nas tamte regiony, a szczególnie Sardynia.
Ze wszystkich miejsc, które odwiedziliśmy, to właśnie ona skradła nasze serce. Czystość, infrastruktura, poczucie bezpieczeństwa i ogólne wrażenia sprawiły, że z pewnością będziemy chcieli tam kiedyś wrócić. Co ciekawe, o tej wyspie słyszeliśmy bardzo mieszane opinie caravaningowców, m.in.: wysokie mandaty za spanie na dziko, mała dostępność koszy na śmieci i kradzieże. Nas w zasadzie nie dotknęły te problemy dzięki aplikacjom, w których sprawdzaliśmy, gdzie możemy spać, gdzie wyrzucić śmieci i gdzie nie stawać, by uchronić się przed kradzieżami. Dodatkowo zimą Sardynia nie jest zbyt oblegana. Najwspanialszym miejscem, które nie zostało dotknięte cyklonem, była dla nas La Maddalena, na której czuliśmy prawdziwą wolność, prawdopodobnie ze względu na niski sezon. Będąc tam przez tydzień, minęliśmy może jednego kampervana. Z tego powodu prawdopodobnie nie sprawialiśmy tam nikomu problemu, śpiąc na dziko.
Sardynia ma bardzo rozwiniętą infrastrukturę serwisów i miejsc postojowych. Coraz więcej gmin stwarza przestrzenie dla kamperów, gdzie można za darmo lub za niewielkie pieniądze zostać na noc, podłączyć się do prądu, zrobić cały serwis, a nawet wziąć prysznic w osobnym budynku. Często ta infrastruktura znajduje się w małych miejscowościach, do których pewnie nigdy byśmy nie trafili, a w ten sposób odkrywaliśmy małe perełki tej wyspy.
Czuliśmy się bardzo bezpiecznie we Włoszech, szczególnie że masa Włochów od początku naszej podróży okazała nam ogrom życzliwości. Nie doświadczyliśmy żadnych poważnych i niebezpiecznych sytuacji, ale na poczucie bezpieczeństwa wpływa wiele aspektów. Jeśli mielibyśmy wskazać, gdzie to poczucie było najmniejsze, to zdecydowanie wymienilibyśmy duże miasta, niektóre regiony Sycylii i południowych Włoch.
Italia sprawdziła się doskonale jako pierwszy kierunek dłuższej podróży kamperem. Z perspektywy czasu wiemy, że zmienilibyśmy intensywność wyjazdu, która nas po prostu przerosła, ale w naszej opinii zima we Włoszech to świetny pomysł dla osób szukających pierwszego celu wyprawowego. Doświadczenie pokazało nam, że w sytuacjach awaryjnych Włosi są pierwsi do pomocy i nawet gdy nie mieliśmy wspólnego języka, którym moglibyśmy się porozumieć, to nie było to dla nich problemem.
Życie w kamperze to niezwykła przygoda, którą zdecydowanie polecamy przeżyć każdemu, kto o tym marzy. To magiczne doświadczenie pozostanie z nami do końca naszych dni i będzie przypominać o wolności i pięknie tego świata. Vanlife przypomniał nam, że życie jest za krótkie, by nie spróbować spełniać marzeń i doświadczać życia pełną piersią.
Artykuł pochodzi z numeru 4 (130) 2026 r. magazynu „Polski Caravaning”.
Chcesz być na bieżąco? Zamów prenumeratę – teraz jeszcze taniej i szybciej.