
Nad błękitną moją Narwią
Najpiękniej się łąki barwią,
Najmiłośniej szumią drzewa
I najmilej słowik śpiewa…
Tak o jednej z najpiękniejszych polskich rzek pisał poeta i powieściopisarz Wiktor Gomulicki. Czy miał rację? Czy rzeczywiście Narew potrafi człowieka zaczarować i sprawić, że chce się jej wciąż i jeszcze? Pozwólcie, że te pytania pozostawię bez odpowiedzi, dając Wam możliwość własnej oceny zjawiska, jakim jest Narew. Zabiorę Was natomiast na wycieczkę wzdłuż jej brzegów, pokazując kilka miejsc, które wywarły na mnie ogromne wrażenie. Wszystkie znajdziecie na stronie wyprawomaniak.pl, gdzie przedstawiam ciekawe według mnie zabytki, muzea, punkty widokowe oraz to, co w szczególny sposób zwróciło moją uwagę. Zatem usiądźcie wygodnie w fotelach, zapnijcie pasy i przygotujcie się na przygodę z przyrodniczym fenomenem, jakim jest Narew – rzeka, która od wieków wyznaczała rytm życia ludów zamieszkujących jej dolinę.



Nadnarwiańskie krajobrazy wyglądają wspaniale w każdych warunkach i o każdej porze roku

Pomosty na kładce Waniewo – Śliwno są samoobsługowe; możemy jak na prawdziwym promie linowym przeprawić się samodzielnie na drugą stronę wody
Naszą podróż rozpoczynamy od obszaru Narwiańskiego Parku Narodowego, chociaż w tym miejscu bohaterka tej opowieści ma już za sobą ponad 100 km doświadczenia zebranego wśród podlaskich łąk, lasów i bagien. Gdybyście jednak chcieli zobaczyć narodziny Narwi oraz jej okres niemowlęcy, to musielibyście się udać na Białoruś do uroczyska Orłowo. Jesteśmy w Waniewie, nadnarwiańskiej wsi, której spokój obecnie zakłócają jedynie turyści przybywający tutaj z aparatami i lornetkami, aby z wybudowanej kilkanaście lat temu drewnianej kładki łączącej Waniewo ze Śliwnem podziwiać skrzydlatych mieszkańców okolicy. Aż trudno uwierzyć, że były czasy, kiedy to miejsce gościło wszelkiej maści handlarzy, arystokratów, a nawet koronowane głowy.
W XV w. Narew miała status rzeki granicznej rozdzielającej terytorium Litwy i Mazowsza. Dlatego w Waniewie, należącym w tym okresie dziejów do rodu Radziwiłłów, wybudowano zamek – strażnicę, a brzegi rzeki połączono długim, drewnianym mostem. Powstało w ten sposób swoiste przejście graniczne, którego bezpieczeństwa doglądano z wieżycy zamkowej, a w stojących po obydwu końcach przeprawy karczmach wznoszono toasty za pomyślność i w podziękowaniu. Interes przygraniczny kwitł w najlepsze do momentu wybuchu sporu pomiędzy Radziwiłłami i Gasztołdami z Tykocina. Jak wieść niesie, z biegiem lat balonik wzajemnych pretensji i animozji zwiększał rozmiary, aby eksplodować w roku 1519. Wtedy to Radziwiłłowie najechali Tykocin, niszcząc zamek i powodując duże straty materialne. Dwa lata później Gasztołdowie w odwecie spalili Waniewo. Chociaż przeprawę odbudowano, to nie dotrwała ona do czasów współczesnych, stając się ofiarą wszechmocnego ognia na przełomie wieku XVI i XVII. Do niedawna jeszcze opowieści o waniewskim zamku zaliczano do historii z krainy mchu i paproci, jednak prace archeologiczne przeprowadzone w 2009 r. pozwoliły na zmianę ich statusu i przeniesienie do szufladki z napisem „fakt”. Chcecie zobaczyć to interesujące zamczysko? Znajduje się ono mniej więcej na wysokości połowy kładki Waniewo – Śliwno. Sama kładka ma długość ok. 1,2 km i jest niezwykle atrakcyjna z kilku powodów. Po pierwsze, umożliwia przejście przez szerokie rozlewiska Narwi suchą nogą, bez użycia łodzi lub kajaka. Po drugie, wkomponowane w jej konstrukcję własnoręcznie sterowane, pływające pomosty stanowią ciekawe urozmaicenie przeprawy, zwłaszcza kiedy poziom wody w rzece jest dość niski. Wreszcie kładka pozwala na doświadczenie unikalnego charakteru Narwi. Na całym świecie znajdziecie jedynie kilka przykładów rzek wielokorytowych, których przedstawicielką jest właśnie Narew.

Wieża obserwacyjna została posadowiona mniej więcej w połowie długości kładki między Waniewem i Śliwnem, gdzie w XV w. wybudowano niewielki drewniany zamek. Jego właścicielem był najprawdopodobniej Michał Radziwiłł, a jego ludzie pobierali w nim myto za przejazd kładką na Litwę

Dworek w Kurowie po trudnym czasie, kiedy powierzono go zarządowi PGR-u, doczekał się remontu i dziś jest siedzibą dyrekcji Nadnarwiańskiego Parku Narodowego
Z Waniewa jedziemy do pobliskiego Kurowa. Tutaj, w odrestaurowanym zabytkowym dworku mieści się obecnie dyrekcja Narwiańskiego Parku Narodowego. Z dworkowej baszty, będącej jednocześnie najwyższym punktem widokowym na terenie parku, rozciąga się fantastyczna panorama. Jednak aby skorzystać z tej atrakcji, musimy zdążyć przed zamknięciem dyrekcyjnych biur. Niedaleko od Kurowa znajdziemy pozostałości po zerwanym moście, którego od czasów wojny nikt nie ma odwagi odbudować. Wszystko zaczęło się w roku 1903, kiedy rozpoczęto wznoszenie przeprawy przez Narew. Niestety, ponieważ teren był wymagający, prace bardzo się ślimaczyły, a rozdrażnienie budowniczych wzrastało. W związku z tym chętnie przystali na propozycję pomocy zaoferowaną im przez nieznajomego, czarującego inwestora. Postawił on tylko jeden warunek, a mianowicie zażądał duszy osoby, która jako pierwsza przejdzie przez most po jego ukończeniu. Kontrakt podpisano i od tego momentu prace posuwały się już bardzo szybko. Kiedy w 1904 r. przeprawa była gotowa, żaden z pracowników nie kwapił się z wypełnieniem warunków umowy. Wszyscy spokojnie rozeszli się do swoich domów, myśląc, że wykiwali diabła. Ten jednak, poczuwszy się zlekceważonym i oszukanym, rzucił klątwę na świeżo wybudowany most. Od tego momentu każda wzniesiona w tym miejscu przeprawa miała istnieć 11 lat i ulec zniszczeniu. Czy takie zdarzenie miało miejsce? Kto wie? Faktem jest jednak to, że ukończony w 1904 r. most służył ludziom dokładnie 11 lat i został zburzony w 1915 r. W 1928 r. odbudowano przeprawę zniszczoną ponownie w 1939 r. Od tego czasu nikt nawet nie myśli o jakiejkolwiek kolejnej inwestycji w tym miejscu.

Jednym z bardziej reprezentacyjnych obiektów Tykocina jest żelazny most drogowy, który, jak głoszą legendy, trafił do miasta z Wrocławia za sprawą transportujących go do ZSRR żołnierzy Armii Czerwonej… Czy to prawda?

Kruszewski Ogórek Herbowy brzmi dumnie, a podobno jeszcze lepiej smakuje!
Do pozostałości mostu możemy także dojechać od strony Kruszewa, miejscowości znanej z… kiszonych ogórków. Podobno sam Napoleon raczył się nimi, maszerując na Moskwę. Kruszewiacy są wręcz przekonani, że cesarz poniósł klęskę tylko dlatego, że zabrał ze sobą jedynie jedną beczkę tego specjału. Aby nikt już tego błędu nie popełnił i aby każdy miał możliwość uzyskania informacji na temat dobrodziejstw związanych ze spożywaniem ogórków z Kruszewa, mieszkańcy wpisali je w 2005 r. na listę produktów tradycyjnych. Od tego czasu na stronach rządowych dumnie prezentuje swe walory Kruszewski Ogórek Herbowy, który, jak czytamy, „jest chrupiący i lekko kwaśny oraz wyróżnia się aromatycznym zapachem kopru i czosnku”. Gdybyście zawitali do Kruszewa we wrześniu, to rokrocznie w każdą pierwszą niedzielę tego miesiąca organizowany jest Ogólnopolski Dzień Ogórka. W tym roku wydarzenie odbyło się 7 września.
No dobrze, połaziliśmy po Narwi, pojedliśmy ogórków, więc czas ruszyć dalej do Tykocina z krótkim przystankiem w Rzędzianach. A dlaczego? Bo w tym miejscu, na sztucznie usypanej grobli oficjalnie kończy się Narwiański Park Narodowy oraz… Czy czytaliście „Trylogię”? Kojarzycie może pachołka imć pana Skrzetuskiego – niejakiego Rzędziana odgrywanego w filmowej adaptacji „Ogniem i mieczem” w reżyserii Jerzego Hoffmana przez Wojciecha Malajkata? Otóż ów Rzędzian oraz cała jego rodzina została osadzona przez Sienkiewicza właśnie tutaj, w TYCH Rzędzianach i tutaj także toczył się słynny spór o gruszę pomiędzy Rzędzianami a Jaworskimi. Nie wiadomo, co się z tą gruszą stało, bo nikt w obecnych Rzędzianach jej nie widział od dłuższego czasu. Nie znaleźliśmy gruszy, ale może uda nam się odkryć tajemnice i sekrety niezwykle malowniczej podlaskiej perełki – Tykocina? To miasteczko ma moc! Czaruje i przenosi w czasie. Jego urokowi poddają się artyści i koronowane głowy, wśród których król Zygmunt August był postacią szczególną. Po stracie ukochanej Barbary i nie mogąc znaleźć sobie miejsca w Krakowie, przeniósł się on na stałe do Tykocina, gdzie również wyzionął ducha. Jego zwłoki przetrzymywano ponad rok w tykocińskim zamku, zanim odprawiono mu pogrzeb.
Tykocin pełen jest zabytków, wśród których należy zdecydowanie wymienić Alumnat – najstarszy budynek miasta i jedyny tego typu w Polsce. Służył on kiedyś jako przytułek dla weteranów. Koniecznie trzeba też odwiedzić wybudowaną w XVII w. Wielką Synagogę, należącą do największych i najstarszych synagog w kraju. Warto zobaczyć, jakie skarby znajdują się w muzeum przy ul. Koziej 2, oraz wpaść z wizytą na zamek, w którym po raz pierwszy wręczono tak ważne i znaczące obecnie odznaczenie, czyli Order Orła Białego. A na koniec przyjemnie jest po prostu usiąść na dość nietypowym, ale niezwykle malowniczym tykocińskim rynku, zamówić coś dobrego do jedzenia i podziwiając otaczające agorę budynki, oddać się zasłużonemu, błogiemu lenistwu. Cóż, Narew płynie sobie dalej, niosąc życiodajną wodę kolejnym interesującym wsiom, miasteczkom i miastom, a ja dziękuję Wam za ten wspólny czas i zapraszam jeszcze raz do podążania moim śladem poprzez korzystanie z tras i miejsc opisanych na stronie wyprawomaniak.pl.
Artykuł pochodzi z numeru 6 (126) 2025 r. magazynu „Polski Caravaning”.
Chcesz być na bieżąco? Zamów prenumeratę – teraz jeszcze taniej i szybciej.