
Stałam po raz kolejny na poboczu drogi, ubrana w żółtą kamizelkę odblaskową, która przez ostatnie siedem lat na dobre zagościła już w mojej garderobie, i zastanawiałam się, jak długo tym razem będę czekała na przyjazd lawety. Godzinę? Dwie? Może powinnam po prostu zrobić sobie kawę?
Jak zwykle w takim momencie w mojej głowie krążyły te standardowo zadawane mi pytania: „A co, jeśli coś ci się popsuje w drodze?”, „Nie boisz się tak sama?” – wiedziałam, że i tym razem sobie poradzę i to po prostu kolejna awaria, którą będę mogła dopisać do listy moich kamperowych przygód. Czy jednak było tak zawsze? Czy ja się nigdy niczego nie bałam, pewnego dnia wsiadłam po prostu do kampera i pojechałam odważnie przed siebie? Otóż nie. Jak to się wszystko zaczęło i jak udało mi się oswoić z myślą, że teoretycznie w każdej chwili coś może pójść nie tak, jak bym sobie tego życzyła?
Kiedy siedem lat temu kupiłam swojego pierwszego, wymarzonego kampera – oldschoolowego Volkswagena T3 – ekscytacja i poczucie spełnionego marzenia mieszały się we mnie ze strachem. Na temat vanlife’u wiedziałam naprawdę niewiele. Nie śledziłam żadnych instagramowych profili, nie oglądałam filmów na YouTubie. Wiedziałam tylko, że kupiłam kampera i już nie ma odwrotu, muszę ruszyć w drogę.
Podświadomie, bez większego planu, metodą małych kroków ruszyłam przed siebie. Swoją podróż rozpoczęłam od wojaży po Polsce. Jechałam tam, gdzie mieszkali moi znajomi, co dawało mi cel i poczucie bezpieczeństwa. Zawsze zatrzymywałam się wyłącznie na płatnych kempingach, w towarzystwie innych kamperowiczów. Dzięki temu po krótkim czasie odnalazłam się w mojej kamperowej rzeczywistości i kiedy odwiedziłam już wszystkich znajomych, postanowiłam spełnić swoje kolejne marzenie i ruszyć prosto do Hiszpanii. To właśnie tam po raz pierwszy przekonałam się, czym jest „kamperowanie na dziko”.
Znów metodą małych kroków, dbając o swoje poczucie bezpieczeństwa, odkryłam nowy poziom kamperowej wolności. Ponownie – czy się bałam? Pewnie! Postanowiłam jednak, że strach nie powstrzyma mnie przed spełnianiem marzeń i przeżywaniem przygód.Odkrywałam więc i jechałam przed siebie. Byłam w Hiszpanii, Norwegii, Danii, Niemczech, Francji, Belgii, Andorze, Czechach, no i w Portugalii. To właśnie tutaj „utknęłam” w pamiętnym roku 2020. Przeżyłam najlepszy i zarazem najdziwniejszy rok mojego życia. To właśnie Portugalia skradła moje serce i stała się moim drugim domem.
Tutaj, na portugalskim wybrzeżu, nawiązałam nowe znajomości, spróbowałam surfingu, zjadłam pierwsze pastel de nata i to tutaj wpadłam na pomysł, który przerodził się w mój sposób na życie – Dziewczyny i Vanlife. Kameralne, kobiece wyprawy kamperowe na portugalskim wybrzeżu.

Pierwszy dzień po zakupie

Pierwsza wyprawa DiV – Ola, Laura, Florcia i ja
W trakcie dwóch pierwszych lat mojej kamperowej podróży często docierały do mnie przeróżne pytania. Pytania głównie od dziewczyn, które śledząc moją przygodę, same pragnęły spróbować takiego stylu życia. Zdałam sobie sprawę, że gdybym i ja miała możliwość przetestowania vanlife’u, zanim kupiłam swojego kampera, byłabym zachwycona taką możliwością i z pewnością bym z niej skorzystała!
Postanowiłam więc dzielić się swoją pasją i doświadczeniem, jednocześnie motywując i inspirując dziewczyny do spełniania swoich marzeń – zarówno tych kamperowych, jak i innych. Tak narodził się mój autorski projekt „Dziewczyny i Vanlife”. Czy cztery zupełnie obce sobie dziewczyny są w stanie spędzić tydzień w jednym vanie? W czerwcu 2021 r. otworzyłam instagramowe konto o nazwie @ad.vantours, wrzuciłam kilka zdjęć (zrobionych starym telefonem), a na grupach facebookowych zapostowałam:

Laura, uczestniczka pierwszej wyprawy

Awaria w trasie

Lekcja surfskate
„Przeżyj niezapomnianą przygodę na portugalskim wybrzeżu! Dołącz do kameralnej, babskiej van wyprawy i rusz ze mną ku przygodzie! Ad.vantours to autorski projekt kamperowych wypraw dla kobiet, które chcą przetestować życie w drodze i przeżyć niezapomnianą przygodę! Surfing, joga, deskorolki, makramy, dzikie miejscówki, plażing i najlepsze lokalne smaki Portugalii! Nie zwlekaj, zapraszam Cię do swojego domu na kółkach!”.
Jakież ogromne było moje zdziwienie, kiedy już po kilku dniach znalazły się trzy dziewczyny, które zaufały mi i postanowiły przeżyć kamperową przygodę na pierwszej wyprawie z @ad.vantours. Poznajcie Paulinę, Olę i Laurę!

Joga na klifie
Ola – wulkan pozytywnej energii z poczuciem humoru nie do podrobienia i – jak się szybko okazało – absolutna gwiazda instagramowych konkursów (wyprawę kamperową też wygrała!). Laura – niesamowicie uzdolniona artystyczna dusza, tatuatorka, z aparatem w ręce i uśmiechem na twarzy. Paulina aka Florcia – niepozorna imprezowiczka i dusza towarzystwa, DJ-ka naszej wyprawy, pasjonatka majsterkowania z moim ulubionym nastawieniem „zrób to sam”.
Cofnijmy się w czasie. Zabieram Was na pierwszą ze zorganizowanych przeze mnie babskich van wypraw. Jest sierpień 2021 r. Wyprawę rozpoczynamy na lotnisku w Lizbonie. Spotykamy się tam w pełnym składzie po raz pierwszy i wprowadzamy się do busów. Spędzimy tydzień na pokładzie moich dwóch kamperów – Volkswagena T3 i Fiata Ducato. W każdym busie po dwie z nas. Jest dość późno, więc ruszamy na szybkie zakupy spożywcze (zazwyczaj na wyprawie robimy wspólne zakupy i wspólnie gotujemy w vanie) i zmierzamy w kierunku naszej pierwszej miejscówki „na dziko”.
Docieramy tuż przed zachodem słońca. Cabo Raso – piękne skaliste wybrzeże nieopodal słynnej miejscowości Cascais pod Lizboną. Parkujemy z widokiem na ocean, siadamy na murku przed vanem, wyciągamy pierwsze portugalskie przysmaki i tak rozpoczynamy naszą tygodniową vanlife przygodę.
Kolejnego ranka ruszamy w kierunku słynnego, turystycznego punktu – Cabo da Roca. To najdalej na zachód wysunięty punkt w Europie, z widokiem zapierającym dech w piersi. Monumentalne skaliste wybrzeże i prawdziwy bezkres oceanu. Choć jest to jedno z bardziej turystycznych miejsc na zachodnim wybrzeżu, to robi ogromne wrażenie i warto je odwiedzić. Co ciekawe, patrząc prosto przed siebie na taflę oceanu, spoglądamy wprost na Nowy Jork, który znajduje się dokładnie po przeciwnej stronie!
Po spacerze i sesji zdjęciowej na klifach ruszamy w kierunku słynnej miejscowości Sintra. To malownicze miejsce u stóp góry Serra de Sintra, które słynie z bajkowych pałaców, zamków i bujnej przyrody. Tutaj rozpoczyna się nasza prawdziwa kamperowa przygoda – wjeżdżając krętymi uliczkami, jeden z naszych busów – Volkswagen Blezer – odmawia posłuszeństwa, temperatura rośnie, a silnik się grzeje. Na szczęście za kierownicą jest doświadczona miłośniczka Volkswagenów T3 – Florcia. Natychmiast się zatrzymuje i wraz z Olą dolewają płynu chłodniczego. Dzięki temu udaje nam się zaparkować oba kampery na jednej z krętych uliczek i wezwać pomoc. Usterka okazuje się poważniejsza, niż myślałyśmy i nasza wizyta w Sintrze kończy się na holowaniu kampera do mechanika.

To jest zew wolności

Pierwsza lekcja surfingu z Pedro

Poprzez portugalskie zaułki
Na szczęście już następnego dnia ponownie ruszamy w trasę, słońce świeci, gra ulubiona muzyka, a za oknem fenomenalne widoki. Dziś zmierzamy w kierunku miejscowości Peniche – raju surferów, zarówno tych profesjonalnych, jak i tych aspirujących. Niestety sielankowy nastrój mija, kiedy po 40 minutach od wyjazdu temperatura w Blezerze znów rośnie. Zatrzymujemy się więc na najbliższej stacji benzynowej i tam oczekujemy na kolejną lawetę. Taka sytuacja jest oczywiście bardzo stresująca, szczególnie dla mnie jako organizatorki wyjazdu, zwłaszcza że jest to pierwsza, dziewicza wyprawa raczkującego biznesu ad.vantours!
Na szczęście nie mogłabym sobie wymarzyć lepszych towarzyszek niedoli. Dziewczyny są pomocne, spokojne i pomimo nieszczęsnej awarii dobrze się przy tym wszystkim bawią. Dobre towarzystwo i pozytywne nastawienie mogą odmienić każdą niefortunną sytuację! Wyciągamy z kampera koc, przekąski, portugalskie vinho verde i rozsiadamy się na stacji benzynowej w oczekiwaniu na lawetę. Program naszej wyprawy się nie zmienia i korzystając z okazji, przeprowadzam dla dziewczyn warsztat zaplatania dekoracji z makramy. Wieczorem docieramy szczęśliwie do naszego miejsca docelowego i udajemy się na kolację do lokalnej knajpki.
Następnego dnia, podczas gdy nasz bus jest w naprawie, po wspólnym śniadaniu w kamperze ruszamy na plażę. Dziś czeka nas coś naprawdę ekscytującego – lekcja surfingu! Pedro. Pedro legenda. Najlepszy instruktor w okolicy. Jego ogromne doświadczenie w połączeniu z poczuciem humoru i indywidualnym podejściem do każdego ucznia czyni z niego wyśmienitego nauczyciela. Choć żadna z dziewczyn nigdy wcześniej nie stała na desce, w mgnieniu oka przebierają się w pianki i uważnie słuchają instrukcji Pedro. Po godzinnej rozgrzewce i praktyce „na sucho” wskakują do wody! Show time! Pod czujnym okiem Pedro każda z dziewczyn łapie falę i staje na desce! Po dwóch godzinach Ola, Florcia i Laura wychodzą z wody z szerokimi uśmiechami i nową zajawką w kieszeni!
Przez kolejne dni krążymy po wybrzeżu, zatrzymując się w lokalnych wioskach, pięknych przyplażowych parkingach oraz popularnych miejscówkach typu „must see”. Odwiedzamy słynne Nazaré, które co roku przyciąga profesjonalnych surferów, próbujących swoich sił na największych falach świata. Zatrzymujemy się na klifie przy małej miejscowości São Pedro de Moel, z fenomenalnym widokiem na ogromną, piaszczystą plażę. Odwiedzamy miejscowość Fatima i słynne sanktuarium, a także znajdujące się w okolicy jaskinie Grutas da Moeda. Wspólnie ćwiczymy jogę na plaży, próbujemy swoich sił na deskorolkach typu surfskate, odwiedzamy lokalne kawiarnie i restauracje, gotujemy w busie, plażujemy, a przede wszystkim dobrze się bawimy. Dziewczyny uczą się prawdziwej vanlife’owej codzienności i dzięki niespodziewanej awarii na początku naszej wyprawy wiedzą, jak radzić sobie w kryzysowych sytuacjach i że życie w vanie to nie tylko piękne widoki za oknem, ale też wyzwania.

Obecny kamper Bączek
Po tygodniu ze smutkiem rozstajemy się na lotnisku w Lizbonie i choć nasz wspólny tydzień dobiegł końca, jedna z nich już wkrótce napisze własną kamperową historię… Dziś, po pięciu latach od tej pierwszej, pamiętnej wyprawy odwiedziło mnie już ponad 40 kobiet, które pragnęły przeżyć coś nowego. Niektóre z nich są dziś nawet moimi parkingowymi sąsiadkami – kupiły własne kampery i przeprowadziły się do Portugalii! Inne dzięki wyjazdowi nabrały nowej energii, inspiracji, motywacji i przeprowadziły w swoim życiu szereg zmian – nowa praca, wyprowadzka, nowe hobby.
Mimo że na każdej z wypraw podążamy tym samym szlakiem (w trzech wersjach: Standard, Eksplorer Północ i Eksplorer Południe), to każda z nich jest absolutnie wyjątkowa i niepowtarzalna. Babska energia, odrobina nieprzewidywalności i spontaniczność to norma w naszej podróży. Każdy dzień jest okazją do przeżycia i spróbowania czegoś zupełnie nowego.
Czy kamperowa, kobieca wyprawa jest dla każdej?
To kolejne pytanie, które pojawia się bardzo często. Wyprawa jest absolutnie dla Ciebie, jeśli tylko masz ochotę przeżyć coś nowego. Bez względu na to, czy planujesz kupić własnego kampera, czy też nie, wyprawa „Dziewczyny i Vanlife” to świetna okazja, by spróbować innego stylu podróży i zasmakować wolności, jaką daje podróż kamperem. Czas spędzony na babskim wyjeździe ma przede wszystkim relaksować, uczyć, bawić, motywować i dodawać odwagi. Nie ma tutaj żadnych wymagań czy ograniczeń, szczególnie wiekowych! Aby dołączyć do wyprawy, wystarczą chęci, otwartość i odrobina spontaniczności.
Podróżujemy kamperami wyposażonymi we wszystko, co jest nam niezbędne do przeżycia tygodnia w drodze: jest kuchnia, toaleta, ciepły prysznic, duże wygodne łóżko w salonie (które pomieści trzy osoby) oraz mniejsze, dwuosobowe łóżko nad szoferką. Mamy ogrzewanie (które na szczęście w Portugalii się nie przydaje) i duży stół do wspólnego biesiadowania! Choć przestrzeń w kamperze jest niewielka, tak naprawdę mamy też do dyspozycji codziennie inny ogródek przed domem!
W nadchodzącym sezonie 2026 będziesz miała okazję wybrać się na babską wyprawę w jednym z trzech wariantów – Standard, Eksplorer Północ i Eksplorer Południe. Każdy z nich zabierze Cię w inną część portugalskiego wybrzeża, więc niezależnie od tego, czy już kiedyś odwiedziłaś Portugalię, czy będzie to Twój pierwszy raz, na pewno znajdziesz coś dla siebie. Na każdej z wypraw czeka Cię mnóstwo atrakcji: będziesz miała szansę spróbować swoich sił podczas lekcji surfingu z najlepszym instruktorem, stanąć na desce surfskate (także pod czujnym okiem instruktora), odwiedzić słynne jaskinie Grutas da Moeda, stworzyć unikatową biżuterię podczas warsztatów z makramy czy spróbować wielu lokalnych przysmaków takich jak pastel de nata czy likier Ginja.
To co? Widzimy się nad oceanem?

Sylwia Solecka – pełnoetatowa vanliferka, podróżniczka, która od pięciu lat mieszka nad oceanem, odkrywając uroki portugalskiego wybrzeża. Jest założycielką projektu ad.vantours – kameralnych, kobiecych wypraw kamperowych w Portugalii, w których do tej pory wzięło udział ponad 40 kobiet. Łączy wolność vanlife’u z codziennymi radościami – od lekcji surfingu i warsztatów makramy po wspólne gotowanie i odkrywanie lokalnych miejsc. Jej misją jest inspirowanie i motywowanie dziewczyn do odważnego podążania własnymi ścieżkami, by przeżywały przygody, zdobywały nowe doświadczenia i odkrywały radość życia w podróży.
Artykuł pochodzi z numeru 6 (126) 2025 r. magazynu „Polski Caravaning”.
Chcesz być na bieżąco? Zamów prenumeratę – teraz jeszcze taniej i szybciej.