
W świecie motoryzacji zdarzają się projekty, które z różnych powodów pozostają jedynie prototypami. Jednym z takich unikatów jest kamper z Niewiadowa, czyli wyprodukowany przez Fabrykę Przyczep „Niewiadów” – pojazd, który powstał wyłącznie w jednym egzemplarzu. Jak wygląda codzienność z jedynym takim autem w Polsce? Jakie wyzwania wiązały się z jego użytkowaniem i modernizacją? O tym przeczytacie w naszym artykule.
Spis treści
Kamper z Niewiadowa to prawdziwy unikat na polskim rynku motoryzacyjnym. Powstał jako prototyp, który nigdy nie trafił do produkcji seryjnej, a jego historia jest pełna ciekawych zwrotów akcji i nietypowych rozwiązań technicznych. Fabryka zdecydowała się nie wdrażać go do produkcji seryjnej, uznając, że przedsięwzięcie nie będzie opłacalne i lepiej pozostać przy sprawdzonej produkcji przyczep. Od września 2005 roku właścicielem tego wyjątkowego kampera jest Robert Frąckiewicz, który zainspirowany niezwykłością tego pojazdu opowiada o jego nietypowych rozwiązaniach, niedociągnięciach oraz samodzielnie wprowadzonych ulepszeniach. Od tamtej pory codzienność z kamperem przynosi mu zarówno wyzwania, jak i satysfakcję. Auto wymagało jednak wielu poprawek, dzięki którym kamper z Niewiadowa stał się nie tylko ciekawostką techniczną, ale również symbolem pasji i kreatywności w polskiej motoryzacji.

Trudno jednoznacznie ustalić oficjalną nazwę tego wyjątkowego prototypu – możliwe, że to „Auto camp”, bo właśnie taki napis widnieje na nadwoziu pojazdu. Obecny właściciel jest dopiero drugim użytkownikiem kampera; pierwszy z nich, mieszkaniec Wrocławia, miał pewne uwagi co do funkcjonalności i wskazywał na konieczność dopracowania niektórych detali (o tych aspektach piszemy w dalszej części artykułu). Kamper został zarejestrowany jako czteroosobowy, jednak dzięki przeróbkom pana Roberta – między innymi zastosowaniu rozkładanego łóżka na całą szerokość auta – może zapewnić wygodne spanie nawet sześciu osobom. Jak relacjonuje obecny właściciel, poprzednik wykorzystywał pojazd również w sezonie zimowym, a kamper zdał egzamin w tych warunkach. Dodatkowo zamontowano drugi, 60-litrowy zbiornik na wodę, który uzupełnia fabryczny mający pojemność 70 litrów.
Jednym z poważniejszych mankamentów był brak schowka mieszczącego dwie duże butle gazowe. Fabrycznie przewidziano miejsce jedynie na jedną, dlatego samodzielnie pogłębiłem schowek, dzięki czemu obecnie mieszczą się w nim dwie butle: trzykilogramowa i jedenastokilogramowa. Alternatywnie można tam również umieścić niewielki agregat.
Kolejnym problemem był brak możliwości ładowania akumulatora podczas jazdy, wynikający z nieistniejącego połączenia w instalacji elektrycznej. Dodatkowo sam akumulator miał zbyt małą pojemność, a zastosowany prostownik nie spełniał wymaganych parametrów.
Niedopracowana była także szafka z lodówką i szufladą — brak odpowiedniego oddzielenia sprawiał, że kurz bez przeszkód przedostawał się do wnętrza szuflady. Zanieczyszczenia pochodziły z przestrzeni za lodówką i dostawały się do kabiny m.in. przez moskitierę okna w części kuchennej. Problem potęgowała szczelina o szerokości około pół centymetra między blatem a ścianką, przez którą do środka przenikały zarówno kurz, jak i zimne powietrze.
Izolacja pojazdu została wykonana solidnie – nie przepuszcza zimna i nie dochodzi do przemarzania. Występują jednak pewne drobne niedociągnięcia. Początkowo na półkach brakowało zabezpieczeń, przez co przedmioty z nich spadały. Poprzedni właściciel wyciął fragmenty ścianki za fotelami kierowcy oraz pasażera, umożliwiając ich odsunięcie dalej od deski rozdzielczej.


Brakowało również firanki zasłaniającej alkowę nad kabiną kierowcy, dlatego wykonałem ją samodzielnie – mówi właściciel. Kamper został doposażony w sprzęt DVD, instalację TV-SAT, nawigację GPS oraz klimatyzację części mieszkalnej. Zmodyfikowano także instalację rozruchową – obecnie silnik można uruchomić nie tylko z akumulatora samochodowego, ale również z dwóch akumulatorów żelowych, z których jeden znajduje się pod siedzeniem kierowcy, a drugi w pobliskim schowku. Fabrycznie pojazd nie posiadał bocznych schowków ani okienka przy alkowie (to ostatnie dorobił jeszcze pierwszy właściciel). Przyciemniono szyby, wymieniono felgi oraz wzmocniono tylne zawieszenie poprzez zastosowanie poduszek powietrznych. Dodatkowo zamontowano tylne podpory stabilizujące kampera na postoju. Silnik przeszedł elektroniczny tuning.

Brakowało również świateł obrysowych, relingów, bagażnika rowerowego, bocznej markizy zewnętrznej oraz haka holowniczego. Uzupełnieniem wyposażenia była kolorowa kamera cofania, elektryczne siłowniki szyb przednich, autoalarm z centralnym zamkiem, światła przeciwmgłowe oraz przetwornica o dużej mocy, umożliwiająca zasilanie klimatyzacji podczas jazdy. Zakres wprowadzonych zmian był więc bardzo szeroki.
Historia „Auto camp” pokazuje, jak kreatywność i zaangażowanie właścicieli pozwalają przekształcić zwykły pojazd w wygodny i funkcjonalny kamper. Dzięki licznym modyfikacjom oraz eliminacji fabrycznych niedociągnięć, auto sprawdza się w każdych warunkach i inspiruje innych do tworzenia własnych, unikatowych rozwiązań.
Oprac. i zdjęcia: Dariusz Wołodźko