Pomysł rzucili znajomi
„Ale czy tam będzie zimno?” – tak brzmiała moja pierwsza, naiwna myśl, gdy znajomi rzucili sugestię o wakacjach nad jesiorem Garda. Pomysł na wyjazd zrodził się jeszcze w lutym. A dokładniej zaraz po feriach zimowych, które spędziliśmy w Wenecji. Znacie tę żądzę kolejnych przygód, która rodzi się natychmiast po powrocie z urlopu? No właśnie. Z nami też tak było.
Nigdy nie byłam na kempingu za granicą. W Polsce rodzinne kempingowanie zaliczyłam tylko raz. Pobyt ów był „niezapomniany” – Janusze, piwo i komary. Dlatego do wyjazdu nad Gardę z początku podeszłam z rezerwą. Ale wizja włoskiej przygody w końcu przeważyła i tak obraliśmy Jezioro Garda za cel naszej wycieczki.
No to kiedy nad tę Gardę?
Zaczęliśmy od ustalenia terminu, co proste nie było. Zgranie kalendarzy dwóch rodzin z dziećmi to zwykle wyzwanie, o czym wie większość rodziców. Ktoś zawsze ma ważny mecz szkolny, ktoś zieloną szkołę, a jeszcze ktoś nie dostanie urlopu. Wszystkim nam pasował jednak czerwiec, kiedy ceny kempingów są ciągle rozsądne, a pogoda zwykle dopisuje. W lutym nie wiedzieliśmy jeszcze jak bardzo dopisuje. Wiedzieliśmy jedynie, że średnia temperatura nad Gardą w czerwcu to 27C. W lipcu i sierpniu to już 29C.
Co więcej, Włosi rozpoczynają wakacje w połowie czerwca. Wówczas to ceny kempingów rosną o około 15%. Dlatego chcieliśmy dość szybko zarezerwować domek.
Znalezienie odpowiedniego miejsca nie było trudne. W Internecie jest kilka fajnych wyszukiwarek kempingów. Dla mnie najprostsza w użyciu była ta Eurocampu. Chcieliśmy wybrać miejsce z wodnymi atrakcjami dla dzieci: zjeżdżalnie, brodzik, fontanny. Jednocześnie zależało mi na miejscu , które nie będzie molochem w stylu Disneylandu. Oprócz tego ważne było samo zakwaterowanie: kuchnia, klimatyzacja i… pralnia. Wakacje czy nie, przy dwójce małych chłopców i jednym dużym, pranie to zmora każdej mamy. I tak nasz wybór padł na kemping Eden
Przystań nad jeziorem Garda zaraz obok kempingu Eden
Pakowanie wedle alpejskich oczekiwań
Z czym kojarzy się Wam alpejskie Jezioro Garda? Haidi , woda i rowery?
Trafiłam? Mi też tak się kojarzyło. Co więcej, na podstawie relacji znajomych, którzy nad Gardą bywali, wyhodowałam w swojej głowie następująca wizję: wycieczki rowerowe rano, a popołudniami kąpiele w jeziorze. Zabrakło w tym obrazie jedynie krów z dzwoneczkami u szyi…
W związku powyższym, zapakowałam do walizek stroje kąpielowe, czepki ( obowiązkowe na kempingu Eden) i całe mnóstwo ubrań „na zmarnowanie”. Moje chłopaki niszczą ciuchy w tempie prestissimo, więc na wakacje wybieram rzeczy, których unicestwienie nie będzie spędzało mi snu z powiek. Spakowałam też długie spodnie i nawet sweter! Do dziś nie wiem po co. No i rowery. Wypożyczenie roweru na jeden dzień to 30 Euro, wiec zapakowaliśmy rowerki dla dzieci, aby nie nadwerężać budżetu.
Na urlop jechali z nami także teściowie, więc pakowanie musiało być rozsądne. Minimum bambetli i tylko niezbędne akcesoria (takie jak ten sweter…)
No to ruszamy
Przyszedł czerwiec, a wraz z nim reisefieber. Dojazd nad Gardę był w naszym przypadku skomplikowany. Mąż z juniorem i dziadkami wyruszyli samochodem trzy dni wcześniej, a ja musiałam czekać w domu na powrót drugiego syna z zielonej szkoły. Następnie mieliśmy dolecieć do Bergamo, skąd moja druga połowa miała nas odebrać i zawieźć do Edenu. Część rodziny wyruszyła więc przez Norymbergę z dwoma noclegami po drodze. Tak, wiem, można zrobić całą trasę w jeden dzień (albo noc), ale nam się nie spieszyło. Poza tym, po drodze można zobaczyć wiele ślicznych miejscowości. No i jednak jazda samochodem przez 12 godzin non-stop do przyjemnych nie należy.
Moje chłopaki w drodze nad Gardę odwiedzili Playmobil Funpark pod Norymberą, głównie ku uciesze juniora. Byli też w pocztówkowym Bolzano.Z kolei lot do Bergamo to tylko półtorej godziny. Ceny biletów, szczególnie tych kupionych kilka miesięcy na przód, są bardzo atrakcyjne. Z dzisiejszej perspektywy, samolot wydaje mi się najlepszą opcją. Lotnisko w Bergamo położone jest około 2 godzin jazdy od kampingu Eden. Pewnie byłoby szybciej, ale wyjazd z Bergamo do intuicyjnych nie należy. My zrobiliśmy kilka ładnych kółeczek, zanim udało nam się zjechać na właściwą trasę. Przyznam, że tak tłocznej drogi nie oglądałam od wielu lat i jestem wdzięczna niebiosom, że to nie ja musiałam w ten dzień kierować.
W tym miejscu muszę jeszcze zachwycić się polskim Orlenem. I za zachwyt ten nikt mi płaci. Polskie stacje benzynowe w porównaniu z tymi włoskimi, to pierwszy świat. Po pierwsze są otwarte, po drugie można na nich kupić świeże kanapki, po trzecie można na nich kupić płyn do spryskiwacza. Żadna z powyższych rzeczy nie była oczywistością we Włoszech.
Pierwsze wrażenia z Edenu
Na kempingu zjawiliśmy się około 15:00. Było niemiłosiernie gorąco, a ja smażyłam się w dżinsach, które uzasadnienie utraciły już w samolocie. Kamping Eden położony jest na malowniczym, wzgórzu, które niegdyś było gajem oliwnym. Z resztą, drzewka oliwne rozsiane są nadal po całym terenie kempingu, dając miły cień. Nagromadzenie domków jest imponujące. Na niewielkiej przestrzeni jest ich około 300. Większość oferuje jednak prywatność i nikt nikomu do okien nie zagląda.
Sklepik na kempingu Eden
Przy samym wjeździe znajduje się recepcja obsługująca cały kemping (poszczególni operatorzy mają swoje punkty obsługi w różnych częściach kempingu). Jest tam również bar i restauracja. Po prawej stronie zobaczyć można dolny basen ze zjeżdżalnią. Zaraz pod barem ulokowany jest sklepik kempingowy. Jest on dobrze zaopatrzony: mleko, jajka, owoce, warzywa, piwo, woda itp. Towarem deficytowym pozostaje jednak pieczywo, po które warto pofatygować się o 8:00. O 8:30 świeżych bagietek już nie uświadczycie. Górny basen z barem i sceną znajduje się na szczycie zbocza. Tak, zbocza! I to stromego. Niech radują się właściciele automatów, bo ruszanie pod górkę z ręcznego, to w Edenie codzienność.
Rajski domek w wersji mini
Nie będę Was oszukiwać – nasz domek był miniaturowy. Dwa pokoiki, w jednym łóżko dwuosobowe, wokół którego chodziliśmy na wciągniętych brzuchach. W drugim: łóżko piętrowe oraz tapczan dla dziecka. Toaletę i łaziankę umieszczono osobno, a po środku znajdowała się kuchnia i miejsce na posiłki. W dwóch oknach zamontowano moskitiery. W reszcie nie, co odczuliśmy boleśnie już po kilku dniach.
Kuchnia była nieźle wyposażona: lodówka, mikrofala, kuchenka gazowa, talerze, kubki, kieliszki, sztućce i przybory kuchenne. Ale od znajomych wiemy, że w ich domu brakowało np. szklanek lub widelców. Klimatyzacja działała, ale żeby faktycznie wychłodzić domek, musielibyśmy ją włączać na 24h. Wyszłam więc z założenia, że na wakacjach, w domku raczej tylko się śpi i gotuje. My gotowaliśmy i posiłki i niestety się.
Pogoda, rowery i zwiedzanie
Nie będę opisywać całego pobytu na kempingu Eden. Każda rodzina ma inną wizję odpoczynku. Ja przywiozłam ze sobą kredki w nadziei, że uda mi się nieco porysować. Mój mąż wiózł ze sobą przez ponad 1400 km rowery, sądząc, że pojeździ z chłopakami po słynnych trasach wokół Gardy. Jak się domyślacie, z tych planów nie wiele wyszło.
Narażę się zapewne zapalonym cyklistom w obcisłych lycrach, ale co mi tam. Twierdzę, że nad południowym Jeziorem Garda nie ma tras rowerowych odpowiednich dla rodzin. Pewnie gdzieś w wyższych partiach górskich, gdzie ruch samochodowy jest niewielki, można pojeździć. Natomiast w pobliżu samego kempingu Eden ja bezpiecznych tras nie widziałam. Widziałam zaś spoconych, odwodnionych i opatulonych w poliester pseudo-uczestników Tour de Italia, którzy w niemiłosierny upał, pod żarem wszechogarniająco słońca pedałowali wąskimi drogami, wdychając spaliny, stojących w korku aut. Zadziwiające….
A skoro mowa już o temperaturach, to wspomnianą czerwcową średnią 27C należy rozumieć jako 24C w nocy i 35C w dzień. Było upalnie przez wielkie U. Przyznam – ręczniki schły jak ta lala. Ale o jakiejkolwiek innej aktywności niż taplanie się w wodzie mowy być nie mogło.
To dlatego odwiedziliśmy jedynie trzy malownicze miejscowości: Salo, Sirmione i Toscolano Maderno (świetne muzeum papieru - Museo della Carta). Bergamo i Veronę odpuściliśmy. Nasze wspomnienia ze zwiedzania byłyby zapewne mniej zlane potem w maju lub październiku. W czerwcu rozpływaliśmy się w żarze jak pyszne włoskie lody.
Wycieczka do Salo z kempingu Eden
Co do raju zabrać, a co sobie darować?
Wyposażenie domków i udogodnienia na kempingu Eden były OK. Są jednak „przydasie”, które warto ze sobą spakować. Oto moja top lista:
1. Elektrofumigator z płynem owadobójczym. Nieoceniony wieczorami i nocą.
2. Magnez z apteki. Poziom tego minerału wypłukał się nam z organizmów po 3 dniach.
3. Ręczniki kuchenne, których na wyposażeniu brak.
4. Sól i przyprawy do gotowania. Tańsze w Polsce, a w sklepie nie wszystkie były.
5. Osłony przeciwsłoneczne na szyby samochodowe! Albo i lepiej na całe auto.
Z rzeczy funkcjonalnych zabrałam ze sobą także: proszek do prania w listkach, który świetnie sprawdził się przy drobnych przepierkach odzieży. Buty do kąpieli, bo plaże nad Gardą są dość kamieniste. I w końcu krem UV, najlepiej 50.
Natomiast rzeczy, które nigdy nie powinny znaleźć się w naszych walizkach to zapewne wspomniane już swetry, ale też niektóre kosmetyki. Mój krem BB po kilku dniach w nagrzanej od słońca łazience po prostu rozwarstwił się i był do wyrzucenia. Niektóre leki z apteczki także wyrzuciłam i dziś wiem, że trzeba było je trzymać w lodówce. Klimatyzacja to za mało.
Kamping Eden – podsumowanie
Należy być sprawiedliwym. Kamping Eden to urokliwe miejsce. Turyści tam wypoczywający szanują ciszę i prywatność innych wypoczywających. Woda na basenach jest czysta, a same obiekty pilnowane są przez ratowników. Dzieci fajnie bawiły się nie tylko w wodzie, ale i podczas animacji takich jak pokazy magika lub warsztaty kulinarne. Ceny w sklepie i w barze nie szokowały, a obsługa obiektu była uprzejma. Bliskość plaży, zarówno tej należącej do kempingu jak i miejskiej była wygodna. Domek, który my wybraliśmy mógłby być większy, ale biorę poprawkę na dokuczający upał. W chłodniejszych okolicznościach pogodowych duszna sypialnia nie dokuczałaby mi tak bardzo. Czy wybrałabym ten kemping ponownie? Tak, choćby po to by posłuchać raz jeszcze brzęczących cykad, ale może inną porą roku.