artykuły

Wszystko o branży caravaningowej w jednym miejscu Wszystko o branży caravaningowej w jednym miejscu
ReklamaBilbord Ubezpieczenia
Opowiem Ci jak było w raju - relacja z pobytu nad Gardą

Opowiem Ci jak było w raju - relacja z pobytu nad Gardą

Czas czytania 9 minut

Pomysł rzucili znajomi

„Ale czy tam będzie zimno?” – tak brzmiała moja pierwsza, naiwna myśl, gdy znajomi rzucili sugestię o wakacjach nad jesiorem Garda. Pomysł na wyjazd zrodził się jeszcze w lutym. A dokładniej zaraz po feriach zimowych, które spędziliśmy w Wenecji. Znacie tę żądzę kolejnych przygód, która rodzi się natychmiast po powrocie z urlopu? No właśnie. Z nami też tak było. 

Nigdy nie byłam na kempingu za granicą. W Polsce rodzinne kempingowanie zaliczyłam tylko raz. Pobyt ów był „niezapomniany” – Janusze, piwo i komary. Dlatego do wyjazdu nad Gardę z początku podeszłam z rezerwą. Ale wizja włoskiej przygody w końcu przeważyła i tak obraliśmy Jezioro Garda za cel naszej wycieczki.

No to kiedy nad tę Gardę?

Zaczęliśmy od ustalenia terminu, co proste nie było. Zgranie kalendarzy dwóch rodzin z dziećmi to zwykle wyzwanie, o czym wie większość rodziców.  Ktoś zawsze ma ważny mecz szkolny, ktoś zieloną szkołę, a jeszcze ktoś nie dostanie urlopu. Wszystkim nam pasował jednak czerwiec, kiedy ceny kempingów są ciągle rozsądne, a pogoda zwykle dopisuje. W lutym nie wiedzieliśmy jeszcze jak bardzo dopisuje. Wiedzieliśmy jedynie, że średnia temperatura nad Gardą w czerwcu to 27C. W lipcu i sierpniu to już 29C.

Co więcej, Włosi rozpoczynają wakacje w połowie czerwca. Wówczas to ceny kempingów rosną o około 15%. Dlatego chcieliśmy dość szybko zarezerwować domek.

Znalezienie odpowiedniego miejsca nie było trudne. W Internecie jest kilka fajnych wyszukiwarek kempingów. Dla mnie najprostsza w użyciu była ta Eurocampu. Chcieliśmy wybrać miejsce z wodnymi atrakcjami dla dzieci:  zjeżdżalnie, brodzik, fontanny. Jednocześnie zależało mi na miejscu , które nie będzie molochem w stylu Disneylandu. Oprócz tego ważne było samo zakwaterowanie: kuchnia, klimatyzacja i… pralnia. Wakacje czy nie, przy dwójce małych chłopców i jednym dużym, pranie to zmora każdej mamy. I tak nasz wybór padł na kemping Eden

Opowiem Ci jak było w raju - relacja z pobytu nad Gardą 1

ReklamaOpowiem Ci jak było w raju - relacja z pobytu nad Gardą 2
Przystań nad jeziorem Garda zaraz obok kempingu Eden

Pakowanie wedle alpejskich oczekiwań

Z czym kojarzy się Wam alpejskie Jezioro Garda? Haidi , woda i rowery?

Trafiłam? Mi też tak się kojarzyło. Co więcej, na podstawie relacji znajomych, którzy nad Gardą bywali, wyhodowałam w swojej głowie następująca wizję: wycieczki rowerowe rano, a popołudniami kąpiele w jeziorze. Zabrakło w tym obrazie jedynie krów z dzwoneczkami u szyi…

W związku powyższym, zapakowałam do walizek stroje kąpielowe, czepki ( obowiązkowe na kempingu Eden) i całe mnóstwo ubrań „na zmarnowanie”. Moje chłopaki niszczą ciuchy w tempie prestissimo, więc na wakacje wybieram rzeczy, których unicestwienie nie będzie spędzało mi snu z powiek. Spakowałam też długie spodnie i nawet sweter! Do dziś nie wiem po co. No i rowery. Wypożyczenie roweru na jeden dzień to 30 Euro, wiec zapakowaliśmy rowerki dla dzieci, aby nie nadwerężać budżetu.

Na urlop jechali z nami także teściowie, więc pakowanie musiało być rozsądne. Minimum bambetli i tylko niezbędne akcesoria (takie jak ten sweter…)

No to ruszamy

Przyszedł czerwiec, a wraz z nim reisefieber. Dojazd nad Gardę był w naszym przypadku skomplikowany. Mąż z juniorem i dziadkami wyruszyli samochodem trzy dni wcześniej, a ja musiałam czekać w domu na powrót drugiego syna z zielonej szkoły. Następnie mieliśmy dolecieć do Bergamo, skąd moja druga połowa miała nas odebrać i zawieźć do Edenu. Część rodziny wyruszyła więc przez Norymbergę z dwoma noclegami po drodze. Tak, wiem, można zrobić całą trasę w jeden dzień (albo noc), ale nam się nie spieszyło. Poza tym, po drodze można zobaczyć wiele ślicznych miejscowości. No i jednak jazda samochodem przez 12 godzin non-stop do przyjemnych nie należy.

ReklamaOpowiem Ci jak było w raju - relacja z pobytu nad Gardą 3
Moje chłopaki w drodze nad Gardę odwiedzili Playmobil Funpark pod Norymberą, głównie ku uciesze juniora. Byli też w pocztówkowym Bolzano.

Z kolei lot do Bergamo to tylko półtorej godziny. Ceny biletów, szczególnie tych kupionych kilka miesięcy na przód, są bardzo atrakcyjne. Z dzisiejszej perspektywy, samolot wydaje mi się najlepszą opcją. Lotnisko w Bergamo położone jest około 2 godzin jazdy od kampingu Eden. Pewnie byłoby szybciej, ale wyjazd z Bergamo do intuicyjnych nie należy. My zrobiliśmy kilka ładnych kółeczek, zanim udało nam się  zjechać na właściwą trasę. Przyznam, że tak tłocznej drogi nie oglądałam od wielu lat i jestem wdzięczna niebiosom, że to nie ja musiałam w ten dzień kierować.

W tym miejscu muszę jeszcze zachwycić się polskim Orlenem. I za zachwyt ten nikt mi płaci. Polskie stacje benzynowe w porównaniu z tymi włoskimi, to pierwszy świat. Po pierwsze  są otwarte, po drugie można na nich kupić świeże kanapki, po trzecie można na nich kupić płyn do spryskiwacza. Żadna z powyższych rzeczy nie była oczywistością we Włoszech.

Pierwsze wrażenia z Edenu

Na kempingu zjawiliśmy się około 15:00. Było niemiłosiernie gorąco, a ja smażyłam się w dżinsach, które uzasadnienie utraciły już w samolocie. Kamping Eden położony jest na malowniczym, wzgórzu, które niegdyś było gajem oliwnym. Z resztą, drzewka oliwne rozsiane są nadal po całym terenie kempingu, dając miły cień. Nagromadzenie domków jest imponujące. Na niewielkiej przestrzeni jest ich około 300. Większość oferuje jednak prywatność i nikt nikomu do okien nie zagląda.

Opowiem Ci jak było w raju - relacja z pobytu nad Gardą 4

Sklepik na kempingu Eden

Przy samym wjeździe znajduje się recepcja obsługująca cały kemping (poszczególni operatorzy mają swoje punkty obsługi w różnych częściach kempingu). Jest tam również bar i restauracja. Po prawej stronie zobaczyć można dolny basen ze zjeżdżalnią. Zaraz pod barem ulokowany jest sklepik kempingowy. Jest on dobrze zaopatrzony: mleko, jajka, owoce, warzywa, piwo, woda itp. Towarem deficytowym pozostaje jednak pieczywo, po które warto pofatygować się o 8:00. O 8:30 świeżych bagietek już nie uświadczycie.  Górny basen z barem i sceną znajduje się na szczycie zbocza. Tak, zbocza! I to stromego. Niech radują się właściciele automatów, bo ruszanie pod górkę z ręcznego, to w Edenie codzienność.

Rajski domek w wersji mini

Nie będę Was oszukiwać – nasz domek był miniaturowy. Dwa pokoiki, w jednym łóżko dwuosobowe, wokół którego chodziliśmy na wciągniętych brzuchach. W drugim: łóżko piętrowe oraz tapczan dla dziecka. Toaletę i łaziankę umieszczono osobno, a po środku znajdowała się kuchnia i miejsce na posiłki. W dwóch oknach zamontowano moskitiery. W reszcie nie, co odczuliśmy boleśnie już po kilku dniach.

Kuchnia była nieźle wyposażona: lodówka, mikrofala, kuchenka gazowa, talerze, kubki, kieliszki, sztućce i przybory kuchenne. Ale od znajomych wiemy, że w ich domu brakowało np. szklanek lub widelców. Klimatyzacja działała, ale żeby faktycznie wychłodzić domek, musielibyśmy ją włączać na 24h.  Wyszłam więc z założenia, że na wakacjach, w domku raczej tylko się śpi i gotuje. My gotowaliśmy i posiłki i niestety się.

Pogoda, rowery i zwiedzanie

Nie będę opisywać całego pobytu na kempingu Eden. Każda rodzina ma inną wizję odpoczynku. Ja przywiozłam ze sobą kredki w nadziei, że uda mi się nieco porysować. Mój mąż wiózł ze sobą przez ponad 1400 km rowery, sądząc, że pojeździ z chłopakami po słynnych trasach wokół Gardy. Jak się domyślacie, z tych planów nie wiele wyszło.

Narażę się zapewne zapalonym cyklistom w obcisłych lycrach, ale co mi tam. Twierdzę, że nad południowym Jeziorem Garda nie ma tras rowerowych odpowiednich dla rodzin. Pewnie gdzieś w wyższych partiach górskich, gdzie ruch samochodowy jest niewielki, można pojeździć. Natomiast w pobliżu samego kempingu Eden ja bezpiecznych tras nie widziałam. Widziałam zaś spoconych, odwodnionych i opatulonych w poliester pseudo-uczestników Tour de Italia, którzy w niemiłosierny upał, pod żarem wszechogarniająco słońca pedałowali wąskimi drogami, wdychając spaliny, stojących w korku aut. Zadziwiające….

A skoro mowa już o temperaturach, to wspomnianą czerwcową średnią 27C należy rozumieć jako 24C w nocy i 35C w dzień. Było upalnie przez wielkie U. Przyznam – ręczniki schły jak ta lala. Ale o jakiejkolwiek innej aktywności niż taplanie się w wodzie mowy być nie mogło.

To dlatego odwiedziliśmy jedynie trzy malownicze miejscowości: Salo, Sirmione i Toscolano Maderno (świetne muzeum papieru - Museo della Carta). Bergamo i Veronę odpuściliśmy. Nasze wspomnienia ze zwiedzania byłyby zapewne mniej zlane potem w maju lub październiku. W czerwcu rozpływaliśmy się w żarze jak pyszne włoskie lody.   

Opowiem Ci jak było w raju - relacja z pobytu nad Gardą 5Wycieczka do Salo z kempingu Eden

Co do raju zabrać, a co sobie darować?

Wyposażenie domków i udogodnienia na kempingu Eden były OK. Są jednak „przydasie”, które warto ze sobą spakować. Oto moja top lista:

1.           Elektrofumigator z płynem owadobójczym. Nieoceniony wieczorami i nocą.

2.           Magnez z apteki. Poziom tego minerału wypłukał się nam z organizmów po 3 dniach.

3.           Ręczniki kuchenne, których na wyposażeniu brak.

4.           Sól i przyprawy do gotowania. Tańsze w Polsce, a w sklepie nie wszystkie były.

5.           Osłony przeciwsłoneczne na szyby samochodowe! Albo i lepiej na całe auto.

Z rzeczy funkcjonalnych zabrałam ze sobą także: proszek do prania w listkach, który świetnie sprawdził się przy drobnych przepierkach odzieży. Buty do kąpieli, bo plaże nad Gardą są dość kamieniste. I w końcu krem UV, najlepiej 50.

Natomiast rzeczy, które nigdy nie powinny znaleźć się w naszych walizkach to zapewne wspomniane już swetry, ale też niektóre kosmetyki. Mój krem BB po kilku dniach w nagrzanej od słońca łazience po prostu rozwarstwił się i był do wyrzucenia. Niektóre leki z apteczki także wyrzuciłam i dziś wiem, że trzeba było je trzymać w lodówce. Klimatyzacja to za mało.

Kamping Eden – podsumowanie

Należy być sprawiedliwym. Kamping Eden to urokliwe miejsce. Turyści tam wypoczywający szanują ciszę i prywatność innych wypoczywających. Woda na basenach jest czysta, a same obiekty pilnowane są przez ratowników. Dzieci fajnie bawiły się nie tylko w wodzie, ale i podczas animacji takich jak pokazy magika lub warsztaty kulinarne. Ceny w sklepie i w barze nie szokowały, a obsługa obiektu była uprzejma. Bliskość plaży, zarówno tej należącej do kempingu jak i miejskiej była wygodna. Domek, który my wybraliśmy mógłby być większy, ale biorę poprawkę na dokuczający upał. W chłodniejszych okolicznościach pogodowych duszna sypialnia nie dokuczałaby mi tak bardzo. Czy wybrałabym ten kemping ponownie? Tak, choćby po to by posłuchać raz jeszcze brzęczących cykad, ale może inną porą roku. 


Redakcja27.08.2025
Obserwuj nas na Google News Obserwuj nas na Google News