Reklama
Bilbord - bookingcamper

OBLICZA CARAVANINGU

23 dni temu  24.04.2021, ~ Bartłomiej Ryś   

Nerwowo w serwisach caravaningowych

fot. Bartłomiej Ryś

Zbliżająca się wielkimi krokami majówka, początek letniego sezonu, brak możliwości wyjazdu do hoteli, „boom” na kampery i przyczepy kempingowe, wielki popyt - wszystkie te elementy powodują, że u największych dealerów i serwisantów robi się naprawdę nerwowo. Efektem są przeróżne spory na linii sprzedawca-klient. Ta publikacja to apel do obu stron, prośba, byśmy wzajemnie się zrozumieli.

Takiej popularności caravaningu w Polsce jeszcze nie widzieliśmy. Już podczas ubiegłych wakacji widzieliśmy zwiększoną ilość publikacji chociażby w mediach ogólnopolskich. Później, już w okresie zimowym, kampery po raz kolejny powróciły na pierwsze strony za sprawą kamperów pojawiających się masowo w Zakopanem. Za każdym razem podkreślano, że to właśnie „domy na kołach” są remedium na dzisiejsze, skomplikowane czasy i m.in. zamknięte hotele.

Polacy tłumnie ruszyli więc do dealerów poszukując nowych samochodów i przyczep. Efekty? Proszę bardzo: ACK Kampery, firma zlokalizowana w Kędzierzynie-Koźlu, zakontraktowała ponad 300 kamperów. CarGO! (Poznań, Wejherowo) samych przyczep sprzedała już ponad 100 sztuk. M-Camp z Dzierżoniowa - zaledwie kilka wolnych pojazdów na placu, najczęściej tych najdroższych. Kampery z silnikami do 2 litrów pojemności sprzedają się na pniu. Dealerzy są zgodni - nieważne, ile byśmy zamówili w tym roku nowych kamperów. Polacy kupiliby każdą ilość.

Wbrew pozorom, proces zakupu pojazdu kempingowego jest dość skomplikowany. Sprowadzenie odpowiedniej jednostki na plac dealerski to dopiero początek drogi. Później auto bądź przyczepa lądują w serwisie na podstawowym doposażeniu. Większość klientów dobiera markizy, bagażniki rowerowe, panele solarne czy klimatyzacje. W przypadku samochodów premium doposażenie obejmuje też takie dodatki jak np. zawieszenie pneumatyczne czy skomplikowane systemy energetyczne oparte na chociażby popularnych ogniwach wodorowych. 

Te wszystkie działania pomnożone przez ilość oczekujących w kolejce pojazdów powoduje opóźnienia. Ze względu na pandemię brakuje podstawowych części takich jak okna czy wspomniane już bagażniki rowerowe. Największe marki (Dometic, Fiamma) informują o tygodniowych opóźnieniach w dostawach. To oczywiście odbija się w samym serwisie.

Klienci jednak chcą jechać „już, tu, teraz”. Niecierpliwią się zwłaszcza przed długim weekendem majowym, który jest też początkiem letniego sezonu caravaningowego. Nerwy po obu stronach sięgają zenitu. Dealerzy pracują od poniedziałku do niedzieli, od rana do nocy i są wykończeni. Klienci zapłacili kilkaset tysięcy złotych za pojazd, którego odbiór ciągle się przedłuża. Kto ma rację? Obie strony.

Fakty są takie, że na obecną sytuację mało który dealer był przygotowany. Brakuje rąk do pracy, samochodów, przyczep. Fabryki pracują na 130% popełniając więcej błędów niż zazwyczaj. Te należy poprawić jeszcze przed wydaniem jednostki do klienta - nie jest to żadną tajemnicą, że nasi dealerzy potrafią niektóre rzeczy wykończyć lepiej niż wygląda to fabrycznie. 

- Nie wyrabiają się nie tyle fabryki zabudów kempingowych (Benimar, Dethleffs, Adria) co producenci podwozi. FCA nie dostarcza baz na czas co skutkuje opóźnieniami od 24 do nawet 36 tygodni. Nie mamy na to wpływu - tłumaczy jeden z dealerów działających na polskim rynku.

A o co apelujemy? O rozsądność i powstrzymanie nerwów. Firmy zatrudniają kolejnych pracowników, ale ich wyszkolenie to kwestia często miesięcy - nie wszystko można mieć „na już”. Rozmawiajmy, tłumaczmy, dogadujmy się - w końcu wszyscy rozmawiamy o caravaningu, czyli sposobie spędzania wolnego czasu. A ten ma być przyjemnością, prawda? :)

Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 18

  • 10
    ZADOWOLONY
  • 2
    ZASKOCZONY
  • 0
    POINFORMOWANY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 1
    SMUTNY
  • 1
    WKURZONY
  • 4
    BRAK SŁÓW

Komentarze (0)

dodaj komentarz
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    Nie ma jeszcze komentarzy...
do góry strony