ReklamaA1 - PRENUMERATA

NASZE ROZMOWY

ponad rok temu  19.10.2017, ~ Administrator   

Adriana Czekaj redaktor naczelna dwumiesięcznika „Świat Kamienia”

Adriana Czekaj redaktor naczelna dwumiesięcznika „Świat Kamienia”

Realizacja swobody caravaningu świetnie koreluje z wykonywanym zawodem, dodajmy – wolnym zawodem. Dla geologa czy przedsiębiorcy działającego w branży wydobywczej eksplorację złóż można świetnie łączyć z eksploracją dziewiczych terenów. Koniecznie ze sprzętem 4×4.

Na co dzień redaguje Pani dwumiesięcznik branży kamieniarskiej. Czy „Świat Kamienia” bliski jest idei podróży niezarobkowej, tylko z pobudek poznawczych?
Górnictwo odkrywkowe to nieustanne poszukiwanie nowych złóż – notabene na łamach magazynu branżowego nieraz publikujemy artykuły z cyklu „kamieniarz w podróży”. Wspominam o tym, bo pomysł wyjazdu do Botswany 4×4 na safari pojawił na lotnisku w Windhoek, kiedy wracaliśmy z dziećmi z wakacji w Namibii w lipcu w 2014 r. Wraz z naszymi znajomymi afrykanerami, podróżując wynajętym busem, zwiedzaliśmy wtedy najpiękniejsze miejsca w Namibii – a trzeba wiedzieć, że kraj ten jest liczącym się dostawcą kamienia budowlanego i ozdobnego.
Zachętą dla bardziej ekstremalnej odmiany turystyki motorowej był katalog z pięknymi zdjęciami dzikich zwierząt, promujący wypoczynek w Botswanie na safari dla fanów pojazdów 4×4. Termin wyjazdu ustaliliśmy na kwiecień 2017 roku, ponieważ wtedy jest już po porze deszczowej. Roślinność jest wówczas bujna, a klimat sprzyjający.

Czy był to Państwa debiut w roli fanów caravaningu?
Owszem, nie licząc jednej podróży na pokładzie wynajętego kampera, ale to była bardzo cywilizowana wyprawa, bo z dziećmi. Tym razem mieliśmy apetyt na coś ekstremalnego. Dlatego też opracowanie planu podróży po Botswanie zostawiliśmy naszym znajomym z Namibii, jako że znają afrykańskie realia i łatwiej im było pozyskać istotne informacje potrzebne do organizacji pobytu na safari. Wspomnijmy, że rezerwacja miejsc kempingowych w Parku Krajobrazowym Chobe i Moremi dokonana została rok wcześniej, ponieważ liczba osób, które mogą nocować na terenie krajobrazowego parku narodowego, jest ograniczona z powodu dużo większego zainteresowania turystów. Kolejnym etapem było zakupienie biletów lotniczych, by wyruszyć w towarzystwie naszych znajomych. Bezpośredni lot z Amsterdamu do Windhoek z dwugodzinnym międzylądowaniem w Angoli trwał 12 godzin. Do Amsterdamu dolecieliśmy z Berlina, do którego dojechaliśmy z Opola autem. Na miejscu czekały na nas samochody, dodajmy – zarezerwowane pół roku wcześniej. Rezerwację kempingów dokonaliśmy z rocznym wyprzedzeniem.

Jak bardzo można zaoszczędzić, rezerwując wszystko zawczasu?
Koszt wynajęcia Toyoty Hilux przy rezerwacji na czas 14 dni to 990 N$ (ok. 300 zł) za każdy dzień. Za dodatkowe wyposażenie, w tym przypadku: po dwa namioty dachowe, śpiwory, koce, poduszki, stolik i krzesła, trzeba doliczyć 450 N$ (140 zł) za każdy dzień. Dodatkowo należy zapłacić zwrotną kaucję 20 000 N$ (ok. 5000 zł) na poczet ewentualnych napraw czy uszkodzeń. Ekstra kosztem jest też opłata za mycie i sprzątanie po powrocie – 200 N$ (60 zł). 
Podczas rezerwacji aut należy koniecznie zaznaczyć swój zamiar przekraczania granicy Namibii. Chodzi o dodatkowe dokumenty, jakie wynajmujący auto musi przygotować. Wypożyczone pojazdy terenowe miały zamontowane GPS-y, więc właściciel firmy wiedział na bieżąco, gdzie auto się znajduje i z jaką prędkością się porusza. Zanim ruszyliśmy, należało jeszcze załatwić wizy. Polacy nie potrzebują wiz do Botswany, ale że my rozpoczynaliśmy naszą podróż z Windhoek w Namibii, toteż musieliśmy aplikować o wizy w najbliżej znajdującej się nam ambasadzie Namibii, w Berlinie. To istotne, bo wizy można załatwić przez firmy pośredniczące w Polsce. Ja wysłałam wnioski kurierem bezpośrednio do ambasady w Berlinie, oszczędzając przy tym ok. 150 zł za osobę. Koszt wizy na dwukrotny wjazd do Namibii to 75 euro (pojedynczy 50 euro). 
My musieliśmy mieć wizę na dwukrotny wjazd, bo raz przekraczaliśmy granicę samolotem, a następnie, wracając z Botswany, autem. Łączny czas załatwiania dokumentów wraz z przesyłką kurierską to ok. dwa tygodnie.
Krótko mówiąc, działając zawczasu więcej można zaoszczędzić niepotrzebnych... nerwów.

Jakie były Pani pierwsze doświadczenia z caravaningu w Afryce?
Tak naprawdę nie byliśmy do końca świadomi, co nas czeka, wybierając się w odległe od cywilizacji rejony zamieszkałe przez dzikie zwierzęta. Pierwszym zaskoczeniem na trzy miesiące przed wyjazdem była wieść, że przez siedem dni, przebywając na terenie parków krajobrazowych, będziemy poza zasięgiem telefonii komórkowej, nawet tej lokalnej. Jeśli więc coś nam się stanie lub np. ukąsi nas jadowity wąż, to marne szanse, że zdążymy na czas do szpitala. Nawet jeśli mamy w ubezpieczeniu uwzględniony transport helikopterem, to jak po niego zadzwonić? Miłym podarunkiem były więc latarki ze światłem ultrafioletowym na skorpiony, jakie otrzymaliśmy od znajomych. Po zmierzchu skorpiony świecą wtedy na zielony, jaskrawy kolor, łatwiej więc uniknąć spotkania. Okazją do głębokiego namysłu był z kolei komunikat u wjazdu do Parku Krajobrazowego Chobe i Moremi: „pamiętaj, że wjeżdżasz na własną odpowiedzialność”. 
Chcesz czy nie, podpisujesz dokument i deklarujesz się poruszać nie inaczej niż... samochodem. Jeśli już musisz opuścić auto, np. w poszukiwaniu ustronnego miejsca, to nigdy nie oddalasz się w pojedynkę. Podobnie jest na kempingach. Wyjść z namiotu w kompletniej ciemności i ciszy byłoby nie lada zuchwałym czynem. Pamiętam, jak jednej nocy słyszałam jakiś odgłos sapania dużego zwierzęcia w okolicy naszego auta. Nazajutrz, patrząc po śladach, okazało się, że był to hipopotam, który spał tuż obok naszego obozowiska.

A co warto wiedzieć o ruchu drogowym, gdy chcieć przerywać podróż biwakami?
Nie tak trudno zapłacić mandat. W Botswanie, ze względu na chodzące po drogach zwierzęta, panują restrykcyjne ograniczenia prędkości, a w parku do 60 km/h. Jeśli chodzi o wyżywienie, to byliśmy zabezpieczeni na 7 dni pobytu na safari, bo nie ma tu co liczyć nas sklep czy stację benzynową. Trzeba pamiętać, że w Afryce dzień i noc trwają po 12 godzin przez cały rok. Mamy więc niewiele czasu, żeby zjeść śniadanie, spakować cały ekwipunek, przemieścić się w kolejne miejsce – jeśli wybraliśmy formę zwiedzania, a nie biwakowania. Czasu jest niewiele, by zwiedzać teren i podglądać zwierzęta, a przed zmrokiem, o godzinie 18 dojechać na kolejne miejsce i rozbić obozowisko.
Cały dzień jazdy w kopnym piachu jest wyczerpujący. Duże zróżnicowanie terenu – od asfaltu, przez drogi szutrowe, po rozlewiska – wymaga wielokrotnego używania kompresora do pompowania kół, bo po piaszczystym podłożu najlepiej jeździć ze spuszczonym do 1,5 atm powietrzem. Deficytem jest energia elektryczna. Na szczęście mieliśmy w naszej ekipie dwie bogato wyposażone, off-roadowe przyczepy, bo z zasilaniem solarami i prysznicami. Znajdujące się w każdym aucie chłodziarki z zamrażalnikami pełne były poporcjowanego na każdy dzień mięsa z kudu, antylop, wołowiny czy jagnięciny, jak i kostek lodu, gotowego ciasta chlebowego do pieczenia przy ognisku i niektórych warzyw na pierwsze kilka dni. Mieliśmy też jajka, mleko i przetwory. Szczelnie zamykane, plastikowe kontenery zawierały makarony, ryż, kasze, płatki śniadaniowe, mąki, przyprawy, ziemniaki, cebulę, olej i kawałki suszonego mięsa, tak popularnego w Afryce. Każdy pojazd woził po sześć 20-litrowych baniek z wodą pitną, a też po kilka kanistrów z paliwem. A do tego drzewo na ognisko, kociołek żeliwny itd.

A jak wygląda standard kempingów?
Zgoła różnie. W Botswanie na wszystkich kempingach ciepła woda pod prysznicem jest tylko przez chwilę, ponieważ podgrzewana jest promieniami słońca. Widać różnicę pomiędzy kempingami w Namibii, które są na wyższym standardzie. Tylko tam była bez ograniczenia ciepła woda, a biwakujących przez całą noc przy....

Pełna treść artykułu w najnowszym wydaniu "Polskiego Caravaningu".

GALERIA ZDJĘĆ

Bostwana – w odróżnieniu np. do Namibii, gdzie kempingi strzeżone są zasiekami, a podróżujący muszą liczyć się z koniecznością asysty przewodników i ochroniarzami – pozostaje krajem otwartym dla włóczęgi i swobodnych przepraw off-road
Ochrona przyroda, w połączeniu z niemałymi swobodami w uprawianiu turystyki motorowej i rajdów safari, każe obozującym mieć się na baczności tylko przed prawdziwymi... władcami dzikiej natury (i bezdroży)
Botswana 2017 – caravaning w Afryce
Większość turystów zwiedzających Botswanę korzysta z w pełni wyposażonych samochodów terenowych, zwykle pożyczonych w RPA lub Namibii. W RPA dominującą pozycję wśród producentów przyczep 4×4 – aż 90% rynku – ma firma Jurgens Ci, działająca w branży od ponad 60 lat, której propozycje pod marką Campworld (www.campworld.co.za) dystrybuowane są przez lokalnych dilerów i firmy organizujące safari także w Botswanie
Popularnym modelem przyczepy jest Jurgens Safari Oryx – nieduża o dmc 1250 kg
Większa przyczepa – Jurgens Safari Xplorer (dmc 1650 kg) skrywa m.in. 100-litrowy zbiornik na świeżą wodę i gości w komfortowych warunkach 4 osoby. Przyczepy wyposaża się w panele – popularne solary stanowią zwykle jedyne źródło prądu, także na kempingach!
Toyoty HiLux z ogumieniem AT, a najlepiej też doposażone w snorkel, czyli zewnętrzny wlot powietrza do silnikam gwarantują brodzenie – często to po prostu konieczność
Ciekawi, pogodni tubylcy to reguła. Trudniej o stację benzynową
Jurgens Safari Oryx ma namiot sypialny, aneks kuchenny typu outdoor i taki też, zewnętrzny prysznic
Tabliczki „biwakujesz na własną odpowiedzialność” stanowią regułę ostrzeżeń przed dziką zwierzyną w miejscach sprzyjających postojom
Tabliczki „biwakujesz na własną odpowiedzialność” stanowią regułę ostrzeżeń przed dziką zwierzyną w miejscach sprzyjających postojom

Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 2

  • 1
    ZADOWOLONY
  • 0
    ZASKOCZONY
  • 1
    POINFORMOWANY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 0
    SMUTNY
  • 0
    WKURZONY
  • 0
    BRAK SŁÓW

Komentarze (1)

dodaj komentarz
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
do góry strony