DOBRZE WIEDZIEĆ

2 miesiące temu  30.07.2018, ~ Administrator   

Kuchenki Fiamma z lat 60. XX wieku.

Kuchenki Fiamma z lat 60. XX wieku.

Jubileusz lidera w dziedzinie produkcji akcesoriów dla pozostających w drodze to okazja do przypomnienia, jak silne korzenie ma w Italii współczesny caravaning. Między innymi o tym rozmawiamy z wnukiem założycieli legendarnej dziś firmy – Johnem-Davidem Pozzi, managing directorem Fiamma.

Jakie są korzenie dzisiejszej Fiammy? Wszak debiut rynkowy nieprzypadkowo chyba zbiegł się z zakończeniem II wojny światowej?

Nazwa firmy oznacza w języku włoskim płomień i wywodzi się od pierwszych, dziś legendarnych kuchenek kempingowych zasilanych gazem. Fiamma została założona we Włoszech przez Arnaldo i Normę Pozzi w roku 1945. Po II wojnie, w okresie wielkiej biedy mobilne kuchnie i takie też ogrzewanie gazowe było potrzebą pierwszego rzędu, bo wiele domów legło w gruzach. Od początku też nasze urządzenia poczęto powszechniej wykorzystywać podczas weekendowych wypadów na łono natury, w góry itp. Pojawiło się nawet blisko skojarzone z naszą marką specyficzne słowo: Villeggiatura. Nie funkcjonuje ono w żadnym innym języku, a oznacza specyficznie włoski styl wypoczynku, możliwie tani. Nic dziwnego, bo nasze urządzenia na czas wypadów za miasto pożyczali sobie zaprzyjaźnieni sąsiedzi. Moja rodzina rozpoczęła projektowanie takich i podobnych akcesoriów outdoorowych – w zupełnej izolacji od tego, co rodziło się wtedy w USA.

Lata 60. i 70. to okres „dzieci kwiatów” za Oceanem. Tam caravaning rozwijał się w opozycji do mieszczańskiego stylu życia. W Europie było inaczej?

Co ciekawe, w latach 70. XX wieku mój ojciec i Erwin Hymer spotkali się podczas targów caravaningowych w USA. Jako obcokrajowcy pomyśleli: odrzućmy ten styl gipsy rodem z USA i nadajmy mu sznyt europejski, więc dedykowany średniej klasie, jaka miała się coraz lepiej w modernizującej się Europie. Zamożność klientów zdecydowała więc o popularności stylu stworzonego przez Fiammę. Tak powstała marka eksportowa. Fiamma jest dziś w posiadaniu ponad 100 patentów respektowanych w Europie, USA, Japonii i Chinach. Produkujemy rozliczny sprzęt i akcesoria, znane na całym świecie.

Czas upływał i to Niemcy stały się stolicą branży caravaningowej, a nie Italia. Przypadek?

Niemiecki rynek okazał się wyjątkowo chłonny, a społeczeństwo bogaciło się wybitnie szybko. Podczas targów Caravan Salon nasze katalogi z nowościami rozchodzą się wśród fanów caravaningu z Niemiec jak świeże bułeczki. Oni po prostu lubują się w nowościach. To od lat probierz trendów, popytu i podaży. Mamy oczywiście dziś mocnych konkurentów, ale na pewno naszą sztandarową i rozpoznawalną propozycją stały się markizy i bagażniki rowerowe.

Wasi konkurenci forsują od niedawna zamysł pozbawienia markizy owych nóg, które wspierają konstrukcję na postoju...

Tak, i to dziwny zamysł wg mnie, bo stwarza sporo problemów producentom kamperów. Każdego roku – a to pewna informacja, reklamacje dotyczą wielu modeli, które przeciekają na styku markizy z poszyciem, bo po prostu siły działające na taką konstrukcję sprawiają, że z czasem degraduje się warstwa kleju. Przy okazji. Jakkolwiek dziś królują połączenia klejone, to nadal śrubunek będzie powszechnym widokiem – to rękojmia trwałości dla producentów pojazdów. Nie byłbym więc pewien dnia, kiedy mocowanie na śruby zniknie.

Markiza bez nóg od dawien dawna egzystowała jako wyposażenie domów stacjonarnych. Mój ojciec pomyślał, że pierwotna idea lekkiego zadaszenia wymaga ulepszenia pod kątem pojazdów turystycznych. Wielu też domorosłych fanów zaczęło adaptować różnorakie zadaszenia na potrzeby caravaningowe, więc na pewno nie jest ona naszym pomysłem, jakkolwiek słusznie wzmocnienie stelaża owymi nogami można uznać za zewsząd celowe rozwiązanie.

Testy wewnętrzne na zmęczenie i zniszczenie konstrukcji to obowiązkowy punkt prototypowania nowych rozwiązań.

Zagadnienia techniczne wydają się szczególnie interesujące dla Czytelników „Polskiego Caravaningu”. Nasz naród słynie z fachowców, więc także wśród fanów caravaningu znajdziemy wielu speców, którzy są żądni wiedzy i know-how odnośnie produktów marki Fiamma.

Podejrzewam, że chodzi o części zamienne i sposoby reparacji typu „Do It Yourself”. Mogę potwierdzić – słyniemy z części zamiennych i faktu, że magazynujemy takie nawet do modeli wyprodukowanych 15-20 lat temu. Wystarczy odwiedzić witrynę firmy (www.fiamma.com), aby uzyskać wsparcie techniczne i szybką dostawę ponad 10 000 części zamiennych. W dobie rozwiązań IT uzupełniamy instrukcje o filmy instruktażowe. Nasza filozofia opiera się bowiem na założeniu, że – ku naszemu rozczarowaniu – bogaci stają się bogatsi, a biedniejsi nie mają raczej szans na podniesienie standardu swojego życia. Oczywiście sytuacja ekonomiczna w krajach jest różna – są produkty Fiamma, które nie znajdują popytu na jednym rynku, a na innym są bestsellerem, ale generalnie konsumenci nie chcą kupować z rozpoczęciem każdego sezonu nowych produktów. Po co zresztą mieliby ulegać takie pokusie, jeśli produkt jest dobrej jakości i wystarczy reparacja, poprawienie czy ulepszenie jego dotychczasowych walorów? Mogę to naprawić samodzielnie – tak brzmi dewiza produktów marki Fiamma!
 

A jak testujecie nowe rozwiązanie i skąd czerpiecie inspirację?

Zwykle, zanim jesteśmy gotowi z produktem, przeprowadzamy wewnętrzne próby, możliwie najtaniej. Staramy się po prostu znaleźć punkt krytyczny, który działa niszcząco na np. markizę czy bagażnik. Mamy takiego wybitnie... tęgiego pracownika, który stara się być sobą, więc obchodzi się z produktem bardzo obcesowo. Nierzadko uwiesi się na markizie, by dowieść, że konstrukcja wytrzyma. Brzmi to może zabawnie, ale tak jest taniej, więc w ostatecznym rachunku zyskuje na tym klient. Zanim pokusimy się o zlecenie testów niezależnym laboratoriom i certyfikowanym instytucjom, wszystko realizujemy samodzielnie. Ostatnio wykorzystujemy projektowanie w systemie 3D. To świetna idea prototypowania nowych koncepcji. Bardzo droga, ale cóż – to konieczność w branży, jeśli chcemy utrzymać się wśród wielu, wielu konkurentów, bo też chcemy pozostać firmą rodzinną, a nie korporacyjnym tworem. To kolejna, dobra informacja dla klientów – nie gonimy za dochodami. Nas też interesuje frajda z życia.

Rozmawiał: Rafał Dobrowolski

Artykuł pochodzi z numeru 3(68) 2015 Polskiego Caravaningu

Jak się czujesz po przeczytaniu tego artykułu ? Głosów: 0

  • 0
    ZADOWOLONY
  • 0
    ZASKOCZONY
  • 0
    POINFORMOWANY
  • 0
    OBOJĘTNY
  • 0
    SMUTNY
  • 0
    WKURZONY
  • 0
    BRAK SŁÓW

Komentarze (0)

dodaj komentarz
Aby dodać komentarz musisz podać wynik
    Nie ma jeszcze komentarzy...
do góry strony